UFC: Błachowicz zdradza plan na zakończenie walki! "W głowie mam ten cios..."

Sporty walki

W nocy z soboty na niedzielę w walce wieczoru Jan Błachowicz (24-8, 6 KO, 9 SUB) stoczy jeden z najważniejszych pojedynków w organizacji UFC. Rywalem Polaka będzie wirtuoz parteru Ronaldo "Jacare" Souza (26-7-1 NC, 8 KO, 14 SUB). Błachowicz w rozmowie z Polsatsport.pl zdradził wymarzony scenariusz na zakończenie tej walki!

Maciej Turski: Czy czujesz się zawodnikiem, który był najbliżej walki o pas mistrzowski, która nie została ostatecznie ogłoszona? Jak daleko było faktycznie od tego pojedynku z Jonem Jonesem?

 

Jan Błachowicz: Ja wiem, że było daleko. Tak naprawdę już po walce z Lukiem Rockholdem wiedziałem, że do tej walki nie dojdzie i trzeba będzie jeszcze o ten pojedynek powalczyć. Za namową ludzi, z różnych stron, próbowaliśmy jednak, tak czy inaczej, podsycać tę atmosferę wiary. Mi się tylko raz zapaliła zielona lampka. Po wypowiedzi Dany White'a w jednym z wywiadów, gdzie zasugerował możliwość zrobienia tej walki. Przez moment sam zacząłem w to wierzyć, ale na drugi dzień szef mówił już coś zupełnie innego... I znowu zrozumiałem, że wracamy do punktu wyjścia i coś trzeba jeszcze od siebie dać.

 

Czyli mogę powiedzieć, że świadomie pobawiłeś się z kibicami w mediach społecznościowych? Mówię o opublikowanym wpisie Jona Jonesa, który zgrał się doskonale z Twoimi wpisami...

 

Była akcja, musiała być reakcja. To była zagrywka medialna. Fajnie się to rozeszło wśród kibiców. Zawsze to jakiś kroczek, nawet drobny, do tej walki. Przynajmniej od strony medialnej.

 

Było początkowo trochę smutku wśród kibiców, kiedy poznaliśmy nazwisko Twojego rywala. Można ich po części zrozumieć. Jednak Jacare to uznana marka. Kapitalny grappler i świetny zawodnik MMA. Tylko radość i uśmiech powinnny pojawiać się na twarzy!

 

Ja się szczerze cieszyłem z takiego przeciwnika. Wiedziałem, że o walce z Jonesem w tym momencie mogę tylko pomarzyć, a chciałem pozostać aktywnym. Trzeba było szukać walki. W mojej kategorii nikogo interesującego z czołówki rankingu wolnego nie było. Padło nazwisko Jacare i main event gali w Brazylii. Od razu pomyślałem, że to mega fajna sprawa i trzeba to brać.

A zaskoczyła Cię taka propozycja?

 

Ja już tyle w życiu przeżyłem i widziałem, że mało rzeczy może mnie chyba zaskoczyć. Uśmiechnąłem się tylko, że znowu przypada mi ktoś z innej kategorii wagowej.

 

Nie masz wrażenia, że przylgnęła do Ciebie łatka testera nowych zawodników w dywizji? Był powracający do UFC Nikita Krylov, był Rockhold z kategorii średniej, teraz z kolei Jacare...

 

Dla mnie liczy się to, że są to fajne walki z dobrymi nazwiskami. Niech ludzie myślą, co im się podoba. Przecież nie jestem w stanie wszystkich do niczego przekonać. To już drugorzędna sprawa. Przede mną naprawdę mega walka, w fajnym miejscu i dodatkowo główny pojedynek gali. Ja się z tego szczerze cieszę.

 

Była walka wieczoru w Pradze, była karta główna numerowanej gali UFC 239 i walka z Rockholdem, a teraz przychodzi pora na main event w Sao Paulo. Przed Tobą szansa na zaprezentowanie się przed nową publicznością, szansa na podbicie nowego rynku. Wydaje się, że organizacja buduje Twoją pozycję wśród najlepszych zawodników. Dostrzegasz takie zależności?

 

Nie patrzę na to w taki sposób. Mi zależy przede wszystkim na wygranej w tej walce. Cieszy mnie, że organizacja mnie tak docenia. Dostaje po raz drugi szansę w najważniejszym pojedynku wieczoru. Nie ma co ukrywać, że przecież te walki są prestiżowe i przybliżają mnie do upragnionego celu. Fajnie, że to się w ten sposób układa.

 

A dostrzegasz już teraz większe zainteresowanie kibiców z całego świata?

 

W ostatnim czasie w skrzynce pojawia się coraz więcej wiadomości od zagranicznych fanów. Kibice chętniej śledzą moją karierę i zastanawiają się jak potoczy się to wszystko dalej.

 

Plan taktyczny na Jacare chyba nieco łatwiejszy do przygotowania. I wydaje się, że sporo pracy wykonaliście przy okazji ostatniej walki z Lukiem Rockholdem. Masz takie wrażenie?

 

Dokładnie. Bazowaliśmy na tym samym. Wiadomo, stoją w innych pozycjach. Rockhold był mańkutem, a Jacare walczy z normalnej i to była główna różnica. Wiadomo, nastawiamy się, żeby jak najdłużej utrzymać stójkę i szukać rozstrzygnięć uderzając. Jacare jest w parterze bardzo dobry, ale jeśli już się tam znajdziemy, to nie mam zamiaru panikować. Przerobiliśmy również ten element. Będę gotowy także na całe 25 minut walki... ale tak długo nie chce mi się walczyć. Będę szukał szybszego skończenia.

 

Zawodnik doświadczony, utytułowany, ale czy można spodziewać się po nim jakichś niespodzianek?

 

Muszę być gotowy też na taką ewentualność. Może wejść do klatki jako zupełnie inny zawodnik, ale prawdopodobieństwo tego jest bardzo niskie. On ma prawie 40 lat na karku i wiele w swojej grze nie zmieni. Będzie pewnie robił swoje. Ja jestem zawodnikiem, który szybko adaptuje się do warunków panujących w klatce. Potrafię dostosować się do rywala. Jeśli coś zmieni, pozycje albo zacznie kręcić obrotówki, to będę na to gotowy.

 

Powraca do klatki Jan Błachowicz, ale również "Mystic John". Przed ostatnią walką przewidziałeś skutecznie zakończenie walki, to jak będzie tym razem?

 

Wizualizuję sobie prawy podbródkowy. Zobaczymy, czy tym razem też będę skuteczny. Widzę jak ten cios wchodzi, a Jacare siada na tyłek. Będziemy tego szukać w pojedynku, a w praniu wyjdzie...

 

Twoim zdaniem, jak daleko jesteś od walki mistrzowskiej? Po tej wygranej liczysz, że przyjdzie już ta wymarzona walka?

 

Nie wiem, staram się w ogóle nie wybiegać tak w przyszłość. Nie chcę dzielić skóry na niedźwiedziu. Oczywiście liczę, że jeśli wygram, to dostanę szansę walki o pas. Na razie jednak skupiam myśli tylko i wyłącznie na Jacare. A jak to potoczy się dalej? I tak będę się cieszył!

 

Rozmowa wideo z Janem Błachowiczem w załączonym materiale.

 

Transmisja gali UFC z udziałem Jana Błachowicza w nocy z soboty na niedzielę od godziny 2:00 w Polsacie Sport!

Maciej Turski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze