Umarł król, niech żyje król. Legenda Bayernu odchodzi z klubu po niemal 50 latach

Piłka nożna
Umarł król, niech żyje król. Legenda Bayernu odchodzi z klubu po niemal 50 latach
fot. PAP

Ten dzień musiał kiedyś nadejść. Żywa legenda odchodzi z Bayernu Monachium po 49 latach. Uli Hoeness. Były piłkarz, a później menedżer, dyrektor, prezydent i prezes Bawarczyków żegna się z klubem, ze swoim klubem. 15 listopada na corocznym walnym zgromadzeniu zostanie wyłoniony nowy prezes.

15 listopada 2019 przejdzie do historii. Nie będzie to tylko przełomowa data w życiu Uliego, a właściwie Ulricha Hoenessa, ale także w dziejach rekordowego mistrza Niemiec. Tego dnia na dorocznym walnym zgromadzeniu 67-latek oficjalnie przestanie piastować urząd prezydenta Bayernu Monachium. Przez dziesięciolecia kształtował klub ze stolicy Bawarii, jak nikt inny. Kto zna jego historię, może nawet zaryzykować stwierdzenie, że całe swoje życie podporządkował Bawarczykom. Żył, żyje i będzie żył dla Bayernu... ale już w cieniu.

 

Niemal całą swoją krótką piłkarską karierę, którą rozpoczął w 1970 roku przeżył w Monachium. Wraz z "Die Roten" trzykrotnie sięgał po Puchar Europy. Tyle samo razy wygrywał mistrzostwo Niemiec. Osiągał również sukcesy z reprezentacją Niemiec, z którą zdobył mistrzostwo świata i Europy. W wieku 27 lat zakończył przedwcześnie karierę ze względu na odnawiającą się kontuzję kolana, której doznał w finałowym spotkaniu z Leeds cztery lata wcześniej, w 1975 roku.

 

Po zawieszeniu butów na kołku stał się jednym z najmłodszych menedżerów piłki klubowej. Pod jego przewodnictwem monachijczycy zaczęli odzyskiwać dawny blask i nawiązywać do starych sukcesów. Z roku na rok klub rozwijał się coraz prężniej, a pozycja Hoenessa w klubie była coraz mocniejsza. Z biegiem czasu niemiecki działacz awansował na stanowisko dyrektora i prezydenta FCB. Podczas jego rządów "Gwiazda Południa" na krajowym podwórku zdobyła 24 tytuły mistrza Niemiec, 14 razy sięgnęła po puchar, a siedmiokrotnie podnosiła superpuchar. Na arenie międzynarodowej charakterny działacz wraz z Bayernem nie ma czego się wstydzić. Dwa triumfy w Lidze Mistrzów, klubowe mistrzostwo świata, Puchar UEFA czy Superpuchar UEFA - to tylko niektóre z osiągnięć, jakich dokonał Bayern za ery 67-letniego Niemca pochodzącego z Ulm.

 

Jego historia w Bayernie to nie tylko wzloty, ale i upadki. Mistrz świata z 1974 roku swoją ciemną stronę pokazał w 2013 roku. Wtedy to na światło dzienne wyszedł fakt, że jest... podatkowym krętaczem. Hoeness znany z ciętego języka, ale i z wielu akcji charytatywnych dopuścił się oszustw finansowych, które ciągły się za nim od lat. Niemieckie sądownictwo było bezwzględne. Podejrzany przyznał się do winy i w 2014 roku został skazany na 3,5 roku bezwzględnego więzienia. Wyszedł z niego po odbyciu połowy kary, ale niesmak pozostał...

 

Sześć miesięcy później znów został wybrany na prezydenta klubu. Dosadne były wyniki głosowania. Otrzymał 98,5 procent głosów - oznaczało to jedno. Kibice nadal stali za nim murem. Przez kolejne trzy lata rządów, Bawarczycy na krajowym podwórku nie schodzili z tronu. W rozgrywkach europejskich brakowało jednak przysłowiowej kropki nad "i". W czerwcu 2019 roku oświadczył coś, o czym w środowisku mówiło się od pewnego czasu... - Odchodzę.

 

"Trzeba jednak wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym" - śpiewał Grzegorz Markowski, lider zespołu Perfect. Wie o tym zdobywca czwartej bramki z finale Pucharu Europy w 1974 roku, który postanowił nie ubiegać się o kolejną reelekcję na stanowisko prezydenta bawarskiego kolosa. Jak sam stwierdził - chce poświęcić się sprawom rodzinnym, ale i drugiemu biznesowi. Nie jest tajemnicą, że oprócz przywiązania i miłości do rekordowego mistrza Niemiec, Hoeness cały czas prowadzi zakłady mięsne HoWe. I na tym polu osiąga sukcesy. W przeszłości otrzymał nawet nagrodę "Ambasadora Niemieckiej Kiełbasy".

 

Jedno jest pewne - nadszedł zmierzch Uliego Hoenessa w Bayernie. Nawiązując do tytułu opowiadania fantasy Andrzeja Sapkowskiego - "Coś się kończy. Coś się zaczyna." W styczniu 2020 na Saebener Strasse powróci inna wielka ikona monachijskiego giganta - Oliver Kahn. Czy jego obecność w zarządzie Bawarczyków tchnie w drużynę nadzieje na powtórzenie sukcesu z 2013 roku? Wierzy w to z pewnością trzeci z najlepszych strzelców w historii "Die Roten" i Bundesligi - Robert Lewandowski. Oby nowa epoka w dziejach klubu nie była jednak tylko opowiadaniem typu fantasy.

Przemysław Nowak, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze