Pindera o Wilderze: Najlepszy czy tylko najmocniej bijący?

Sporty walki
Pindera o Wilderze: Najlepszy czy tylko najmocniej bijący?
Fot. PAP

Prawy prosty, którym Deontay Wilder znokautował w Las Vegas Luisa Ortiza zrobił na wszystkich ogromne wrażenie. Nie brakuje głosów, że żaden z mistrzów wagi ciężkiej, w całej historii zawodowego boksu, nie bił tak mocno. Potwierdza to rekordowy współczynnik nokautów 34 letniego Wildera (42-0-1, 41 KO). "The Bronze Bomber" z Alabamy rozstrzygnął przez nokaut 41 ze swych 42 zwycięskich walk, co daje 95,35 procent.

Ponad 90 procentowym współczynnikiem (91,30) może się jeszcze pochwalić Anthony Joshua (22-1, 21 KO), ale nie jest niepokonany. Witalij Kliczko (45-2, 41 KO) też ma imponujący rekord (87,23), a legendarny Rocky Marciano (49-0, 43 KO) - 87,76 proc.). Mike Tyson (50-6, 44 KO) też nokautował jednego za drugim, ale pod koniec kariery nie był już tak strasznym kilerem jak wcześniej. Stąd tylko 75,86 procent współczynnika nokautów.

 

Tyle że żaden z nich, nawet Tyson, nie miał tak potężnego, pojedynczego uderzenia jak mierzący 201 cm Deonaty Wilder, który bije prawym prostym jak dyszlem. I jest to dyszel błyskawiczny, wyjątkowo precyzyjny. Amerykanin przypomina przy tym myśliwego, a właściwie snajpera, który cierpliwie czeka na błąd ofiary. A kiedy wreszcie zwalnia spust, nie ma co zbierać.

 

Tym większy więc podziw dla Tysona Fury, który zdołał się podnieść po takiej bombie i ruszyć jeszcze do ataku w ich pierwszej walce. 40-letni Luis Ortiz nie był już w stanie. Dyskusja, że sędzia mógł pozwolić mu dalej walczyć są bezsensowne. Kubańczyk tak naprawdę nie wiedział, gdzie jest. Jego druga porażka przed czasem z Wilderem nie pozostawia już najmniejszych wątpliwości, kto jest lepszy.

 

Inna sprawa, że Kubańczyk pokazał się w tym pojedynku ze znakomitej strony. Wygrywał rundę po rundzie i kto wie, jaki byłby koniec, gdyby Wilder nie zadał nokautującego ciosu. Warto tylko pamiętać, że urzędujący mistrz organizacji WBC miał jeszcze dużo czasu i nie musiał się śpieszyć. Wciąż trzymał przecież w prawej pięści odbezpieczony granat, a gdyby nie znokautował Ortiza w siódmej rundzie, to miałby ich jeszcze pięć do końcowego gongu.

 

Deontay Wilder jest ostatnio tak pewny zwycięstw przez nokaut, że przegrane rundy go nie interesują. A mając przy tym twardą szczękę, bardzo dobrą kondycję i nogi, które go nie zawodzą, może sobie pozwolić na więcej, niż inni. Wilder nie wdaje się też już w ringowe bijatyki, bo wie że to nie ma sensu, nokaut wcześniej czy później przyjdzie sam.

 

Ale nie jest powiedziane, że przyjdzie, gdy znów zmierzy się z Furym, który jest od niego większy, ma większy zasięg i potrafi zmienić pozycję na odwrotną, by dla własnego bezpieczeństwa jeszcze wydłużyć dystans. Mimo to w ich pierwszym pojedynku „Król Cyganów” leżał dwa razy. Inna sprawa, że to on był bliższy punktowego zwycięstwa, choć ostatecznie orzeczono remis. Jeśli jednak 22 lutego 2020 roku dojdzie do rewanżu, nie może mieć żadnej pewności, że nie zostanie znokautowany.  A on raczej Wildera nie znokautuje, nie ma bomby w rękawicach.

 

W rewanżu wynik będzie oczywiście sprawą otwartą, choć ja już dziś postawię na Wildera, który nie tylko moim zdaniem jest coraz lepszy, coraz pewniejszy siebie, mądrzejszy w ringu. Wie jak uśpić rywala i zadbać przy tym o własne bezpieczeństwo. Ortiza usypiał długo, aż w końcu trafił i uśpił.

 

Nie brakuje głosów, że do walki z Furym nie dojdzie, ale nie wierzę w taki czarny scenariusz. Kontrakt jest podpisany, nie tylko na rewanż, ale też na ich trzeci pojedynek.

 

Wilder chce unifikacji pasów, i po Furym chciałby zmierzyć się ze zwycięzcą pojedynku, który zostanie rozegrany 7 grudnia w Arabii Saudyjskiej pomiędzy Andy Ruizem Jr i Anthonym Joshuą. Na razie trzy pasy (WBA, IBF, WBO) należą do Ruiza Jr, ale nie można wykluczyć, że znów wrócą do Joshui i rewanż Anglika będzie udany.

 

Wówczas oczekiwany od lat hitowe starcie Wilder – Joshua byłoby mega sportowym i finansowym wydarzeniem. Za rewanż z Ortizem Amerykanin otrzymał 20 mln dolarów, za rewanż z Furym ma zagwarantowane dwa razy więcej. Na razie nawet nie ma co myśleć jakie sumy byłyby negocjowane w przypadku jego walki z Joshuą, ale z pewnością ogromne.

 

A co czeka Ortiza, który w marcu skończy 41 lat?  Kubańczyk nie zamierza przechodzić na emeryturę. Do walki z Wilderem był znakomicie przygotowany, wygrywał na punkty. 7 mln dolarów dla uciekiniera z Kuby (Ortiz uciekł z wyspy w 2009 roku i zamieszkał w Miami),  to rekordowa wypłata, ale kto powiedział, że ostatnia? Luis Ortiz wciąż może być wyjątkowo niebezpiecznym testem dla każdego w tej kategorii. Pytanie tylko, kto z takiego testera będzie chciał skorzystać.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze