Talarek - Strecki. Szykuje się kolejna ringowa wojna!

Sporty walki
Talarek - Strecki. Szykuje się kolejna ringowa wojna!
Fot. PAP

Sobotnią galę w Raszynie kończyć będzie zakontraktowany na 8 rund  pojedynek Roberta Talarka z Ołeksandrem Streckim w wadze średniej, i wszystko wskazuje na to, że to będzie prawdziwa bokserska wojna. Z jednej strony 36-letni Talarek, twardy, mocno bijący górnik z Rudy Śląskiej, z drugiej trzy lata młodszy Strecki, były ukraiński olimpijczyk, medalista MŚ i ME, kolega z kadry Wasyła Łomaczenki i Ołeksandra Usyka.

O Robercie Talarku (24-13-2, 16 KO)  zrobiło się głośno kilka lat temu, gdy zaczął wygrywać za granicą za walki, które miał przegrać, psując przy tym dobre samopoczucie tamtejszym kandydatom na mistrzów. Jego ówczesny bilans zawodowych pojedynków był mylący, promotorzy widząc zawodnika, który ma na koncie kilkanaście porażek liczyli, że nie sprawi większych problemów ich pupilom. Gdyby zadali sobie trud obejrzenia twardziela z Rudy Śląskiej w akcji, prawdopodobnie zmieniliby zdanie i uchronili ich od przegranej.

 

Polskiej publiczności Talarek tak naprawdę dał się poznać dopiero na galach Polsatu. I trzeba przyznać, że szansy nie zmarnował. A jego tegoroczny, dramatyczny pojedynek z Patrykiem Szymańskim w katowickim Spodku odbił się nawet echem w USA. Najpierw on padał na deski, później Patryk. Dziesięć knockdownów, tego jeszcze na polskich ringach nie było. Górą był Talarek, który zakończył ten horror przed czasem.

 

Talarek grafik dnia ma napięty. Od poniedziałku do piątku, pół godziny po północy, w kopalni gdzie pracuje jako elektromonter, zjeżdża  1000 metrów w dół. Rano wraca do domu, idzie na spacer z psem, później sen, wieczorem trening i znów praca.

 

- Nie ma czasu się nudzić. Są też studia, które rozpoczęliśmy wspólnie z żoną, została tylko praca dyplomowa – mówił z uśmiechem, gdy dwa lata temu, przed rewanżową walką z Norbertem Dąbrowskim na Polsat Boxing Night pytałem jak wygląda jego normalny dzień.

 

Niewiele się od tamtego czasu zmieniło. Nie ma sponsorów, musi liczyć każdy grosz, dbać o dietę, przygotowania fizyczne. Krótko pracował między innymi z Michałem Wilkiem, który przed laty dbał o sprawność naszego mistrza skoków narciarskich, Adama Małysza. Jego treningi bokserskie od lat nadzoruje Irek Butowicz, jego główny trener. Razem jeżdżą na wszystkie walki, Irek jest też menedżerem.

 

Talarek amatorską karierę zaczynał w wieku 16 lat, w GKS Śląsk, w Rudzie Śląskiej pod okiem Jana Kaczorowskiego. Odnosił sukcesy, wygrywał, był w kadrze narodowej seniorów prowadzonej przez Ludwika Buczyńskiego, gdzie rywalizował w wadze średniej (75 kg) z Darkiem Sękiem i Mirkiem Nowosadą. – Mogłem spokojnie walczyć w kategorii półśredniej (69 kg), ale tam był Michał Starbała – wspomina.

 

Na boksie olimpijskim się zawiódł, nie było perspektyw i pieniędzy, więc zdecydował się walczyć zawodowo. Kiedy w maju 2015 roku maju ubiegłego stoczył wyrównaną walkę z bardzo solidnym i cenionym na Wyspach Brytyjskich Johnem Ryderem zrozumiał, że stać go na więcej niż tylko ładne przegrywanie. A tak na marginesie, Ryder, 10 cm niższy od Talarka, doszedł do tytułu mistrza świata interim organizacji WBA, a w minioną sobotę w Liverpoolu stoczył kapitalną walkę z uważanym za najlepszego z mistrzów wagi superśredniej, Callumem Smithem, superczempionem WBA. I zdaniem wielu ekspertów, był w tej angielskiej wojnie górą.

 

- I to był dla mnie  kop w górę. Jeśli z tak dobrym pięściarzem dawałem radę, to znak że stać mnie na więcej. Trzeba tylko jeszcze ciężej pracować – mówił o Talarek o walce z Ryderem.

 

W ubiegłym roku stoczył cztery walki, trzy wygrał, jedną przegrał, ze starym rywalem Norbertem Dąbrowskim, to był ich trzeci pojedynek, tym razem w wadze półciężkiej, co nie było dobrym pomysłem. W tym roku do ringu wyszedł tylko raz, w Katowicach wygrywając z Szymańskim.

 

W sobotę w Raszynie czeka go trudne zadanie. Oleksandr Strecki, to wymagający rywal, który umie boksować. Mieszkający w Poznaniu Ukrainiec był bardzo dobrym amatorem, olimpijczykiem z Pekinu (2008), mistrzem świata kadetów (2002) i brązowym medalistą  mistrzostw Europy (2006) seniorów. W turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Pekinie, pokonał Billy Joe Saundersa, dziś zawodowego mistrza świata organizacji WBO w wadze superśredniej.

 

W turnieju olimpijskim odpadł w drugiej rundzie pokonany przez Taureano Johnsona z Bahamów. W kadrze Ukrainy był kolegą Wasyla Łomaczenki i Ołeksandar Usyka, co samo w sobie wystawia mu jak najwyższe świadectwo, walczył też barwach drużyny Ukraine Otamans w cieszących się dużym prestiżem rozgrywkach WSB (World Series of Boxing).  

 

Ich losy potoczyły się jednak zupełnie inaczej. Łomaczenko i Usyk wygrali wszystko co było do wygrania, tytuły mistrzów świata i Europy, zdobyli olimpijskie złote medale, są zawodowymi mistrzami świata, zarabiają miliony dolarów, a o Streckim zrobiło się cicho.

 

Trzy lata temu przyjechał do pracy w Polsce i znalazł zatrudnienie w magazynie jednej z firm logistycznych w Poznaniu. A na salę treningową trafił za namową kolegi, zupełnie przypadkowo. Przy okazji okazało się, że nieżyjący ojciec Streckiego był Polakiem, a mama też ma polskie korzenie.

 

Wojciech Komasa, były czołowy polski pięściarz, dziś trener poznańskiego klubu szybko ocenił z kim ma do czynienia, Streckiego nie musiał uczyć boksu. Nic dziwnego, że  szybko, bo już w listopadzie 2016 roku zadebiutował na zawodowym ringu. Do tej pory przegrał tylko raz, z Bartłomiejem Grafką,  dwa lata temu, ale już dwukrotnie mu się zrewanżował. Z Talarkiem będzie miał jednak cięższą przeprawę.

 

Transmisja gali w Raszynie Talarek - Strecki w sobotę w Polsacie Sport od godz. 20.00

 

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze