Tokio 2020: Skoczkini wzwyż walczy z rakiem, chce startować w igrzyskach

Inne
Tokio 2020: Skoczkini wzwyż walczy z rakiem, chce startować w igrzyskach
fot. Youtube

Ma 35 lat i trójkę dzieci, cztery razy startowała w igrzyskach, jest halową mistrzynią świata 2012 w skoku wzwyż, ale teraz przyszło jej stoczyć największy w życiu bój. W czerwcu u Amerykanki Chaunte Lowe zdiagnozowano raka piersi, ale się nie poddaje i chce wystąpić w Tokio.

Latem przeszła całkowitą masektomię i postanowiła nie ukrywać choroby. Wrzucała zdjęcia na portalach społecznościowych. Nie wstydziła się łysiny, czy wycieńczenia organizmu. Pokazywała i opisywała to, z czym przyszło jej się zmierzyć, nie tracąc przy tym optymizmu. Cały czas trenowała - na tyle, na ile pozwalał jej organizm i samopoczucie.

 

"Nie piję, nie palę, ale za to codziennie ćwiczę. Rak nie ma tu żadnego znaczenia i w niczym mi nie przeszkadza" - napisała na Instagramie.

 

Nie poddaje się, bo jej celem jest udział w piątych igrzyskach w karierze. Chciałaby na przełomie lipca i sierpnia wystąpić w Tokio.

 

"Długa droga przede mną. Wiem o tym, ale cieszę się z każdego małego kroku. Za każdym razem jak jechałam na igrzyska, celem był medal. Tym razem patrzę na to całkowicie inaczej. Marzę o tym, by znaleźć się znowu w reprezentacji i by móc opowiedzieć swoją historię. Może dzięki temu ktoś pójdzie na badania i uniknie najgorszego. Jak pokazują statystyki, jedna na osiem kobiet będzie musiała się zmierzyć z tych schorzeniem, a im wcześniej zostanie zdiagnozowana, tym większe ma szansę na dalsze życie" - zaznaczyła Lowe.

 

W tej chwili przechodzi jeszcze chemioterapię. "Wyobrażałam to sobie całkowicie inaczej. Wydawało mi się, że mój organizm będzie zniszczony tak jak po ciąży, ale to coś kompletnie innego. Po każdej sesji w szpitalu czuję się jakbym wykonała najgorszy i najcięższy trening w życiu, a przecież tylko leżałam. To trudne doświadczenie, ale chcę o tym mówić, chcę dzielić się swoją historią" - dodała.

 

Historia Lowe nie jest typowa. Już rok wcześniej wyczuła guza w piersi, poszła do lekarza, który zapewnił ją, że to nie rak. Dopiero po 12 miesiącach okazało się, że się pomylił.

 

"I to było w tym straszne. Gdy wyczułam guzka, byłam pewna, że to rak. Płakałam, potwornie się bałam. Lekarz mnie uspokoił, dostałam kopa do dalszego życia, po czym się okazało, że będę musiała się jednak zmierzyć z chorobą. Trudno było mi się z tym pogodzić, ale co miałam zrobić? Musiałam podjąć rękawicę" - wspomina wicemistrzyni świata z Helsinek (2005).

 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

I’ve just completed my first flight since starting chemotherapy in July. Since I am so social it has been hard being secluded for most of the last 5 months. Chemotherapy drugs completely obliterate your immune system so staying away from germs was a must. Funny enough the airport was the one place where a saw tons of other people wearing masks, so I didn’t stick out as much as I normally do. On the way to the airport my legs swole up so badly that I had to go the the hospital for imaging to see if I had a blood clot and to confirm that it was safe for me to fly. No blood clots, thank God! Sadly after the flight the swelling was much worse, but I have since learned that deceasing my salt intake, elevating me feet, and increasing my water intake helps elevate the symptoms. So for now, only domestic and no international travel. I am so excited to share with you all where I went, and I am sure that you would agree the taking the flight was worth it! #speakingtour #unitedairlines #resilence

Post udostępniony przez Chaunte Lowe (@chauntelowe)

mt, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze