Romański w Energa Basket Lidze: Davidzie, uśmiechnij się!

Koszykówka
Romański w Energa Basket Lidze: Davidzie, uśmiechnij się!
Fot. Cyfrasport

Czy Start Lublin naśladuje rastamanów z Niemiec? Kto ma największą w lidze świnkę-skarbonkę? Gdzie w niedzielę zasyczy z dystansu? Oto przegląd najważniejszych wydarzeń tygodnia w Energa Basket Lidze.

NAJWAŻNIEJSZA INFORMACJA KOLEJKI: Start Lublin jest naprawdę mocny

 

W niedzielnym meczu we Wrocławiu, który miał być przede wszystkim demonstracją poprawy gry pod okiem nowego trenera Śląska Olivera Vidina, istniał w czwartej kwarcie tylko jeden zespół. To był Start Lublin, który wygrał ostatnią część gry 22:10, cały mecz 78:70 i osiągnął bilans 8-2, wystarczająco dobry, żeby zajmować w tabeli trzecie miejsce, tuż za znakomitymi w tych rozgrywkach Polskim Cukrem Toruń i Stelmetem Eneą BC Zielona Góra. Cóż za odmiana dla klubu, który nigdy nie grał w play-off w ekstraklasie koszykarzy, a kilka razy po powrocie do ligi w 2014 roku wydawał się być bardzo blisko.

 

Dygresja z ciekawostką: mimo że Start jest dwukrotnym brązowym medalistą mistrzostw Polski (1979, 1980) to jedynym lubelskim zespołem z występem w play-off pozostaje AZS, który w 1994 roku przegrał 0:3 w ćwierćfinale ze Śląskiem Wrocław. (Play-off rozegrano po raz pierwszy w 1985 roku).

 

Czy w rozgrywkach 2019/2020 Start będzie polską wersją Rasty Vechta z poprzedniego sezonu? Niemiecki klub z okolic Bremy z wymyśloną dla zabawy rastamańską tożsamością, dwa razy spadał w ostatnich pięciu latach z Bundesligi, marzył o spokojnym utrzymaniu w lidze złożonej z aż 18 drużyn, a tymczasem zajął czwarte miejsce, walcząc fajnie w półfinale 2019 z wielkim Bayernem. Kto wie, czy takiej drogi kopciuszka nie mogą w tym sezonie przejść koszykarze Startu Lublin.

 

Ich gra opiera się bowiem nie na przypadkach czy szczęściu, ale - co było widać doskonale we Wrocławiu - na jakości, przygotowaniu do meczu, dobrym zrozumieniu roli poszczególnych zawodników w zespole oraz świetnie dobranych doświadczonych graczach (rozgrywający Tweety Carter i skrzydłowy Martins Laksa) zmiksowanych z młodymi (rzucający Brynton Lemar i środkowy Jimmie Taylor). Każdy z nich nie jest geniuszem koszykówki, ale ma po dwie-trzy cechy przydatne na swojej pozycji i swoje zadania dobrze wykonuje. Dodajmy do tego robiących postępy Polaków, nawet niemłodych, i jest fajny zespół. Działa to nawet, kiedy na boisku brakuje ważnego ogniwa, na przykład we Wrocławiu Łotysza Laksy (złamany nos).

 

Aż dziwne, że nieustająco pracujący na wysokich obrotach trener ze Słowenii David Dedek, ciągle rzadko się uśmiecha i ciągle jest spięto-skoncentrowany, bo warto by aż było się czasami uśmiechnąć. Choćby na myśl, że jeszcze przed Bożym Narodzeniem będą dwa kolejne ważne testy dla rewelacji z Lublina - w najbliższą sobotę mecz z Anwilem u siebie, a 22 grudnia mecz w Toruniu.

 

POSTAĆ KOLEJKI: Chris Wright, Polski Cukier Toruń

 

Polski Cukier Toruń pozostaje najlepszą drużyną Energa Basket Ligi (obecnie bilans 9-1) - i także nie jest to przypadek. W czwartej kwarcie sobotniego meczu w Sopocie z Treflem torunianie pozwolili rywalom na rzucenie zaledwie czterech punktów (wygrali 80:63), a liderem tej ekipy zarówno w obronie, jak i w ataku był rozgrywający Chris Wright. Do sześciu asyst dorzucił tym razem aż 29 punktów, trafiając 12 z 20 rzutów z gry, w tym 3 z 3 za trzy punkty. Trafianie z dystansu nie wydawało się dotąd specjalnością 30-letniego Amerykanina (wcześniej w sezonie 7/28 za trzy), ale jak widać jest w stanie jeszcze poprawiać swoją grę.

 

Torunianie pod ręką trenera Sebastiana Machowskiego grają znakomicie i bardzo zespołowo po obu stronach parkietu (obrona i atak), trener często wita ich przy ławce z otwartymi ramionami i z uśmiechem na ustach, a przecież ciągle walczą w osłabionym składzie. Dyrektor sportowy Ryszard Szczechowiak otwarcie mówi, że na wzmocnienia przyjdzie czas w lutym, a przecież do tego czasu do gry wrócą reprezentanci Polski Damian Kulig i Karol Gruszecki, a kto wie, czy nie także Przemysław Karnowski. Strach się bać, jak pozytywną, wspólną koszykówkę może jeszcze w tym sezonie zagrać Polski Cukier po dojściu tych graczy, wszystkich znanych z inteligencji boiskowej i chęci do zespołowej gry.

 

MOMENT KOLEJKI: Trójka Artura Mielczarka

 

Tym razem to nie akcja z meczu telewizyjnego, ale można ją obejrzeć tutaj. 18 sekund przed końcem meczu w Szczecinie 35-letni koszykarz HydroTracka Radom Artur Mielczarek wykonał perfekcyjną akcję pick-and-pop z rozgrywającym Obie Trotterem i trafił za trzy na wagę zwycięstwa nad Kingiem 78:77. To była piąta wygrana zespołu z Radomia w sześciu ostatnich meczach i szósta w ostatnich ośmiu. Na dodatek z tych sześciu wygranych aż pięć odniósł zespół trenera Roberta Witki z zespołami, które w poprzednim sezonie grały w play-off!

 

HydroTruck w tym sezonie zapowiadał raczej walkę o utrzymanie i jako priorytet szefowie klubu wymieniali spłatę zadłużenia z poprzednich lat, które powstało m.in. przy przekształceniach koniecznych po wycofaniu się z rynku wieloletniego dobrodzieja radomskiej koszykówki, holdingu Rosa. A tymczasem dość wąski skład z jasno rozpisanymi rolami i młodymi trenerami (obok Witki są Marek Popiołek i Łukasz Jakóbczak) radzi sobie świetnie. Ogląda się ich także przyjemnie, dużo rzucają z dystansu, trafiają 12,3 trójki na mecz, a rzucają z dystansu średnio 29,7 razy - obie te wartości są najwyższe w lidze. Radomianie przebili w tym nawet specjalizujący się dotąd w tym elemencie zespół Asseco Arki Gdynia. Co ciekawe, właśnie w najbliższej kolejce HydroTruck zmierzy się u siebie z gdynianami. Będzie syczało z dystansu!

 

LICZBA KOLEJKI: 2

 

Tyle rzutów wolnych w meczu ze Startem Lublin wykonali koszykarze Śląska Wrocław. Trafili - zero! Jeden z tych wolnych był podyktowany po faulu technicznym (rzucał Kamil Łączyński), a drugi - po akcji 2+0 (jak się okazało) Torina Dorna. Jak donosi specjalizujący się w statystykach Puls Basketu, obie wartości (0 trafionych i 2 rzucone) to negatywne rekordy ekstraklasy koszykarzy od 2003 roku, od kiedy to są dostępne oficjalne statystyki. Co ciekawe, w liczbie celnych rzutów wolnych negatywny rekord należał do Trefla Sopot, a został ustanowiony… dzień wcześniej w meczu z Polskim Cukrem Toruń, gdzie sopocianie trafili 1 z 3 wolnych! W całym meczu!

 

Co nagle się stało w lidze, w której sędziowie (ponoć) gwiżdżą aptekarsko, a na dodatek Start ma zawodników podkoszowych teoretycznie podatnych na faulowanie (Szymański, Borowski, Jeszke), a Śląsk uwielbia grać do kosza? Kiedy przyjrzymy się bliżej, może to być jedna z tajemnic Startu. Lublinianie mają najmniej fauli w lidze, a grający z głową zawodnicy na obwodzie mają naprawdę mało przewinień, korzystają także świetnie z pomocy dobrze broniącego środkowego Jimmiego Taylora. Kto wie, może Start wyśrubuje jeszcze ten wynik i będzie faulował jeszcze mniej?

 

Dla przypomnienia kuriozalnych meczów pod tym względem: w marcu tego roku AZS Koszalin wygrał we Włocławku z późniejszymi mistrzami, grając cały mecz obronę strefową. W całym meczu sfaulował sześć razy, a Anwil wykonywał dwa wolne (oba trafił).

 

WARTE POCHWAŁY: BM Slam Stal Ostrów Wlkp.

 

Trener Łukasz Majewski wziął się mocno do roboty po przejęciu Stali w październiku i trzeba przyznać, że mimo oczywistych braków w składzie ta ekipa wreszcie wygląda. Wyniki są znakomite - cztery wygrane w pięciu ostatnich meczach - a wyjazdowe zwycięstwo w Gliwicach (85:64) było wręcz imponujące. Nie przeszkodziło dojście weteranów Filipa Dylewicza, lat 39 i Łukasza Wiśniewskiego, lat 35 (w meczu z GTK debiutował, zdobył 4 punkty), którzy pomagają młodemu trenerowi ogarnąć sytuację w szatni i mogą być liderami mentalnymi, jakich Stal potrzebowała.

 

Nie bez znaczenia może być fakt, że po przyjściu tych dwóch Polaków ostrowianie mają w składzie tylko trzech obcokrajowców, a więc w klubie, który zawsze posiadał największą w Energa Basket Lidze świnkę-skarbonkę jest pole do manewru przed najważniejszymi momentami sezonu. Może tym razem nie trzeba będzie czekać z zakupami do zakończenia sezonu w Australii.

 

PIĘĆ RZECZY WARTYCH POCHWAŁY W JEDNOZDANIÓWKACH

 

…bo nie zmieściły się w innych rubrykach:

  1. Michał Michalak - w fatalnej na razie Legii może okazać najlepszym strzelcem (na razie 23,8 pkt.) i najlepszym podającym ligi (na razie 5,2 asysty na mecz).
  2. Robert Johnson - 31 punktów, 8 asyst i 9 zbiórek młodego rzucającego MKS Dąbrowa Górnicza nie pomogło wygrać we Włocławku (88:112), ale James Harden na pewno uśmiecha się z plakatu nad łóżkiem.
  3. Patryk Wieczorek - 14 punktów w tym samym meczu dla tego samego MKS w powrocie do klubu i Energa Basket Ligi - rekord życiowy w punktach 23-letniego zawodnika, którego w zasadzie nikt w tym sezonie nie chciał, włącznie z macierzystym klubem z Dąbrowy, który umieścił go w drugoligowych rezerwach prowadzonych przez ojca.
  4. Anwil Włocławek - mistrzowie Polski rozprawili się łatwo z MKS i wyglądają, jakby problemy sprzed miesiąca ich już nie interesowały.
  5. Ostatni, ale nie najmniej ważny - Stelmet Enea BC Zielona Góra, który po prostu jest nudno-znakomity, co potwierdził w pierwszym meczu 10. kolejki - u siebie z Asseco Arką Gdynia, wygranym aż 87:65.

 

DO POPRAWKI: Zakopani w jesiennym błocie

 

Po kilku kolejkach następuje trudny okres dla zespołów, które w ramach zaskoczenia (nowymi zawodnikami) i/lub mocnych przygotowań do sezonu przestają być nowalijkami, a stają się powoli samochodami małolitrażowymi zakopanymi w listopadowym błocie. Tych rycerzy października często później nie można znaleźć w play-off, choć często łapią się jeszcze na lutowy Puchar Polski, w którym gra osiem najlepszych zespołów pierwszej połówki sezonu. Łatwo można przypomnieć: Miasto Szkła Krosno i PGE Turów Zgorzelec w 2017 roku, czy nawet 10 miesięcy temu Polpharmę Starogard Gdański. Te trzy zespoły grały w czwórce PP w lutym, ale w maju - kiedy zaczynał się play-off - miały wolne.

 

Czy podobnie będzie i tym razem z kilkoma klubami? Jeszcze przed chwilą chwaliłem znakomity King Szczecin, a on tymczasem przegrywa mecze nie do przegrania (na dzisiaj cztery porażki z rzędu), a rotacja w składzie i hierarchia w drużynie są nieodgadnione. Trefl Sopot przegrał trzy kolejne mecze, a zawodnik, który miał w tym sezonie zdobywać świat (Łukasz Kolenda) wygląda niestety jak swój młodszy brat. Znacznie osłabły także w ostatnim tygodniu MKS Dąbrowa Górnicza i GTK Gliwice, kto wie, co z nimi będzie? A w Śląsku Wrocław pięć kolejnych porażek z rzędu u siebie (i to wcale nie z samymi markowymi drużynami) bardzo trudno będzie odrobić, zwłaszcza grając bez środkowego.

 

Teoretycznie wydaje się, że czasem lepiej zacząć słabo i mądrze gonić. Tak, jak czasami lepiej zatrudnić dobrego trenera w listopadzie niż słabego, ale sprytnego na początek sezonu. Czy w wyżej wymienionych klubach ktokolwiek rozważa zmiany w składzie albo zmiany trenera? A może po prostu trzeba poczekać i popracować spokojnie, jak to w skali makro robią w Lublinie? Kto to wie?

 

Do żadnego z tych rozważań nie pasują na razie w tym sezonie Legia Warszawa i Polpharma Starogard Gdański, w których obecność w składzie niektórych zawodników (zwłaszcza przy zaledwie pięciu możliwych w składzie obcokrajowcach) mocno zaskakuje. Tym razem pozostanę bez nazwisk i ze współczuciem dla trenerów, którzy teraz ani sprytni, ani dobrzy w takim towarzystwie mogą się nie okazać.

 

CO DALEJ?

 

W 11. kolejce Energa Basket Ligi na antenach sportowych Polsatu będzie można obejrzeć cztery mecze, w klasycznym układzie czwartek-niedziela. Ja osobiście najbardziej czekam na sobotni wyjazd do Lublina, gdzie wybiera się Anwil Włocławek. Czy Start będzie w stanie zaskoczyć także mistrzów Polski?

 

Niewiele mniej - jeśli w ogóle - ciekawie zapowiadają się pozostałe transmisje. W czwartek zagrają Legia Warszawa i Trefl Sopot, które dawno nie wygrały. W piątek zobaczymy pozbierany do kupy zespół BM Slam Stali Ostrów w rywalizacji z niepozbieranym na razie Śląskiem Wrocław. A w niedzielę - tu zaszła w ostatniej chwili zmiana - wybierzemy się z przyjemnością do Radomia, gdzie rewelacyjny ostatnio HydroTruck sprawdzi się w starciu przyjaciół z boiska, trenerów Roberta Witki i Przemysława Frasunkiewicza, czyli w meczu z Asseco Arką Gdynia.

 

Plan transmisji 11. kolejki Energa Basket Ligi:

 

czwartek 5 grudnia, godz. 20.30, Polsat Sport Extra: Legia Warszawa - Trefl Sopot

piątek 6 grudnia, godz. 20.15, Polsat Sport Extra: BM Slam Stal Ostrów Wlkp. - Śląsk Wrocław

sobota 7 grudnia, godz. 17.30, Polsat Sport: Start Lublin - Anwil Włocławek

niedziela 8 grudnia, godz. 17.30, Polsat Sport: HydroTruck Radom - Asseco Arka Gdynia

Adam Romański, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze