Boks olimpijski: Czterech Polaków na igrzyskach?

Sporty walki
Boks olimpijski: Czterech Polaków na igrzyskach?
Fot. PAP

Zakończone kilka dni temu mistrzostwa Polski w boksie olimpijskim dają małą nadzieję na lepsze dni. Scenariusz, w którym na igrzyskach w Tokio wystąpi czterech polskich pięściarzy nie jest niemożliwy. Ale są też inne, mniej optymistyczne.

Ten nad wyraz optymistyczny zakładałby olimpijski awans w wadze piórkowej (57 kg), lekkiej (63 kg), średniej (75 kg) i ciężkiej (91 kg). Aktualni mistrzowie Polski w tych kategoriach (Jarosław Iwanow, Damian Durkacz, Ryszard Lewicki i Mateusz Masternak) zaprezentowali bowiem w Opolu dobry boks, który daje podstawy do tak rozbuchanego optymizmu.

 

Na razie jednak to tylko nadzieje. Kwalifikacyjne sito jest gęste i nie będzie łatwo się przez nie przecisnąć. Szanse będą dwie: najpierw w dniach 13-23 marca odbędą się kwalifikacje dla Europy w Londynie, a w później (13-24 maja) światowy turniej ostatniej szansy w Paryżu dla tych, którzy nie wykorzystali jej wcześniej.

 

Najlepszym pięściarzem 90 MP w Opolu uznano 23-letniego Ryszarda Lewickiego, złotego medalistę wagi średniej. Mieszkający w Anglii polski pięściarz nie dostał w tym roku szansy startu ani w II Igrzyskach Europejskich i zarazem mistrzostwach Europy, ani w mistrzostwach świata, choć na to zasługiwał. Uznano, że są lepsi. Na szczęście Lewicki się nie poddał, choć po drodze uznano go jeszcze za pokonanego w finale MMP, gdzie zmierzył się z Rafałem Wołczeckim, swoją drogą bardzo ciekawym zawodnikiem.

 

W Opolu Lewicki zrewanżował się Wołczeckiemu za tamtą porażkę i wydaje się, że w pełni zasługuje, by uznać go za lidera w rywalizacji w wadze średniej o prawo startu w kwalifikacjach. Nie ukrywam więc, że zaskoczyło mnie stwierdzenie trenera kadry Iwana Juszczenki, że ma pięciu kandydatów w tej wadze. Co do trzech zgoda (Lewicki, Wołczecki, Bartosz Gołębiewski), ale pięciu?

 

Na dziś numerem 1 jest Lewicki i to trzeba sobie jasno powiedzieć, bo to on ma największe szanse z tego grona, by wywalczyć olimpijską kwalifikację.  To samo dotyczy Damiana Durkacza w wadze do 63 kg. 20-letni pięściarz z Knurowa kolejny raz wygrał z Mateuszem Polskim i nie sądzę, by przegrał z nim batalię o prawo startu w kwalifikacjach. Mam jednak nadzieję, że Polski będzie walczył o swoją szansę do końca, co zaowocuje olimpijskim startem jednego z nich, zapewne Durkacza. W Londynie musiałby znaleźć się w ćwierćfinale, a Lewicki w pierwszej, turniejowej „szóstce”.

 

W czwórce potencjalnych olimpijczyków widzę jeszcze Jarosława Iwanowa i oczywiście Mateusza Masternaka. Obaj raczej nie znajdą godnych siebie rywali w Polsce, ale zobaczymy czy poradzą sobie w turnieju kwalifikacyjnym. Warunek jest czytelny i jasny: Iwanow w wadze piórkowej musi znaleźć się w ćwierćfinale, a Masternak w półfinale. Biorąc pod uwagę poziom rywalizacji w  tych kategoriach nie będzie to jednak łatwe.

 

Mimo wszystko wyżej oceniam szanse naszego byłego zawodowego mistrza Europy, choć Masternak, tak naprawdę, dopiero uczy się olimpijskiego boksu. Na amatorskie ringi wrócił po 13 latach, gdy wszystko się zmieniło. Nie ma już kasków, elektronicznych maszynek do liczenia ciosów, można bandażować dłonie tak jak na zawodowstwie.

 

Na szczęście „Master” ma w pięściach mocne argumenty i wielkie doświadczenie. Stoczył 46 zawodowych walk (tylko pięć przegrał, nie wszystkie słusznie), był nie tylko mistrzem Europy, ale walczył też o mistrzostwo świata, toczył wyrównane boje z czołowymi pięściarzami wagi junior ciężkiej, między innymi z Anglikiem Tonym Bellew i Kubańczykiem Yunierem Dorticosem. W Opolu wygrywał w dobrym stylu. Tak naprawdę postawił mu się tylko dziesięć lat młodszy, 22-letni, broniący tytułu Michał Soczyński.

 

Gdyby ten optymistyczny scenariusz o którym piszę (czterech Polaków w Tokio) się sprawdził, to byłby to lepszy wynik niż w Atenach (2004), gdzie nasz kraj reprezentowało trzech pięściarzy (Andrzej Rżany, Andrzej Liczik i Aleksy Kuziemski), lepiej niż w Pekinie (2008 – Łukasz Maszczyk i Rafał Kaczor) i Rio de Janeiro (2016 – Tomasz Jabłoński, Igor Jakubowski), nie mówiąc o Londynie (2012), gdzie nie było nikogo z męskiej kadry. Polski boks reprezentowała wtedy bez powodzenia Karolina Michalczuk.

 

Pisząc o czterech szansach, jakie widzę na olimpijski awans nie chciałbym jednak odbierać  ich polskim pięściarzom w pozostałych wagach (52 kg, 69 kg, 81 kg, +91 kg), choć patrząc na MP w Opolu, niestety ich nie dostrzegłem. Być może zmienię zdanie, gdy 20 grudnia w Gliwicach rozegrany zostanie mecz Polska – Rosja i ktoś z naszych reprezentantów błyśnie formą.

 

Tym bardziej, że ci z największymi szansami na olimpijski awans nie są wcale pewniakami, gdyż w naszym, polskim boksie takich po prostu nie ma. Tak jak  dziś nie ma odpowiedzi na pytanie: Jest lepiej niż było, czy to tylko pozory?

 

I na koniec jeszcze jedna sprawa. Skandalem jest, że w mistrzostwach Polski, na trzy miesiące przed turniejem kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio, w finale kat. półśredniej (69 kg) oglądaliśmy Białorusina i Ukraińca, którzy nie mają polskiego obywatelstwa. To niestety, nie świadczy najlepiej o władzach Polskiego Związku Bokserskiego.

 

 

    

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze