Kowalski: Puchar Polski odzyskuje dawny blask

Piłka nożna
Kowalski: Puchar Polski odzyskuje dawny blask
Fot. Cyfrasport

Totolotek Puchar Polski często jest lepszy niż rozgrywki Ekstraklasy. Nie chodzi oczywiście o sam poziom, bo ten w przypadku naszych drużyn jest, niestety, mocno ugruntowany, ale atrakcyjność poszczególnych spotkań. Nowa formuła, w której nie ma spotkań rewanżowych i droga na Stadion Narodowy, gdzie odbywa się finał, radykalnie się skróciła - to dobry pomysł.

Nowa formuła sprawiła, że trenerzy, widząc konfitury w zasięgu ręki, zaczęli traktować terozgrywki coraz bardziej poważnie. Większość drużyn w 1/8 finału grała w najsilniejszych składach. Dlatego liczba niespodzianek radykalnie się zmniejszyła, żeby nie powiedzieć: zniknęła.

 

Owszem, pierwszoligowy GKS Tychy wyeliminował ŁKS, ale czy to jest wielkie zaskoczenie? Łodzianie są beniaminkiem przeżywającym bardzo poważne kłopoty w Ekstraklasie, a drużyna ze Śląska w I lidze znajduje się na fali wznoszącej i marzy o awansie.

 

Spośród pierwszoligowców dalej zagrają jeszcze Miedź Legnica (wyeliminowała Stomil Olsztyn po rzutach karnych), Stal Mielec (zwycięstwo z drugoligowymi Błękitnymi) i… koniec. W stawce pozostały: Legia, Lech, Piast, Lechia, Cracovia, czyli zespoły z czołówki Ekstraklasy, mające największe budżety i aspiracje sięgające nie tylko Pucharu Polski, ale przede wszystkim mistrzostwa kraju.

 

To wszystko świadczy o tym, że ranga rozgrywek rośnie, a raczej przywraca im się dawny blask. I wypada jedynie żałować, że spotkania rozgrywać trzeba w środku tygodnia, czasem nawet w południe, kiedy potencjalni kibice są w pracy lub w szkole. Tak jak to było choćby w przypadku starcia Błękitnych ze Stalą Mielec. Mecz w Stargardzie zaczął się o godz 12.30, bo stadion drugoligowca nie jest wyposażony w oświetlenie.

 

Można zakładać, że gdyby udało się znaleźć terminy na mecze pucharowe w weekendy, tak jak w kilku innych krajach europejskich, frekwencja na stadionach byłaby dwa razy większa, a prestiż tej rywalizacji jeszcze by wzrósł (może warto o tym pomyśleć?).

 

Z drugiej strony, taka jest  specyfika rozgrywek. Wpisują się w nie wyjazdy potentatów na stadiony niższych lig. Często archaiczne, nie spełniające kryteriów ekstraklasowych. Często na boiska, które o tej porze roku przypominają zużyte pastwiska. Tak było w przypadku meczu Stali Stalowa Wola z Lechem w Boguchwale i „aferki” z tym związanej.

 

Poszło o wypowiedź piłkarza Lecha Tymoteusza Puchacza, który w ostrych słowach podkreślił, że na takiej nawierzchni jak w Boguchwale nie da się grać. Odpowiedzi prezesa PZPN, aby piłkarze skoncentrowali się na graniu i dyskusji, która rozgorzała wśród kibiców, odnoszących się do analogicznej sytuacji z poprzedniego miesiąca meczu reprezentacji na Stadionie Narodowym.

 

Dyskutować i spierać się na argumenty oczywiście można. Dość istotny wspólnym mianownik jest oczywiście jeden: bez względu na pułap rozgrywek, nie można ryzykować zdrowia zawodników, ale… nie przesadzajmy. To tu właśnie znajdujemy dobitne wyjaśnienie wyświechtanej formułki: „Puchar rządzi się własnymi prawami”.

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze