Kowalski: Liga na 32. miejscu w Europie, czyli dlaczego nam tam wygodnie?

Piłka nożna
Kowalski: Liga na 32. miejscu w Europie, czyli dlaczego nam tam wygodnie?
Fot. Cyfrasport

Polska osuwa się z 29. na 32. miejsce w rankingu lig europejskich. Wyprzedziły nas Węgry. Choć do dna jeszcze trochę brakuje, to niebezpiecznie się zbliżyliśmy do Wysp Owczych, San Marino czy Andory. Drwiny z takiej sytuacji przestają być już zabawne. Nie robi się przecież żartów z pogrzebów. Trzeba sobie powiedzieć wprost: taka pozycja polskiej piłki klubowej jest skandalem, wstydem i hańbą dla ludzi nią zarządzających. Pracę wielu z nich należy uznać działanie na niekorzyść polskiego futbolu.

Zasłanianie się faktem, że kluby są prywatnymi przedsiębiorstwami i mogą funkcjonować w myśl zasady: „Wolnoć Tomku w swoim domku” to nie jest żadne tłumaczenie. Podobnie, jak fakt, że w polskich klubach nie ma pieniędzy. Jesteśmy słabi, ale nie aż tak. Jesteśmy biedni, ale nie do tego stopnia, aby spadać aż tak nisko.

 

Z fazy grupowej Ligi Mistrzów i Ligi Europy do dalszej części rozgrywek wyszły wszystkie zespoły z Anglii i Hiszpanii. Czyli po siedem. Do nich oczywiście nie próbujemy się nawet równać. Ale my nawet nie dostaliśmy się do miejsca, z którego przedstawiciele Rumunii, Szwecji czy Bułgarii potrafili awansować. Taki zespół jak rumuński CFR Cluj, który wystąpi w 1/16 finału Ligi Europy, ma budżet w granicach 10 mln euro. Czyli mniejszy niż kilka klubów naszej Ekstraklasy.

 

Węgrzy, którzy ani nie są od nas na wyższym pułapie ekonomicznym (w żadnej dziedzinie), ani sportowym ekscytowali się walką swojego Ferencvarosu Budapeszt do samego końca rozgrywek. Strzelając gola bułgarskiemu Ludogorcowi w 95 minucie awansu nie wywalczyli, ale dzięki temu w rankingu na przyszły sezon wyprzedzili Polskę.

 

W minionych rozgrywkach lepiej od polskich drużyn, które ostatnio systematycznie odpadają w przedbiegach, punktowały zespoły z Azerbejdżanu, Armenii, Luksemburga, Białorusi, Irlandii Północnej i Liechtensteinu! A luksemburskie Dudelange zdobyło więcej punktów niż wszystkie nasze zespoły. Ale nie może być inaczej, skoro zarządzający polskimi klubami w ogóle nie kierują się możliwością ugrania czegokolwiek na arenie europejskiej.

 

Gdyby tak było, mistrz Polski – Piast Gliwice nie sprzedałby swojego najlepszego zawodnika między pierwszym a drugim meczem z łotewską Rygą, tłumacząc, że 1,5 mln euro piechotą nie chodzi, taka okazja mogłaby się nie powtórzyć, a poza tym to piłkarz sam chciał wyjechać…

 

Pytam się dziś, co polska piłka ma z tych 1,5 mln euro za Joela Valencię uznanego za najlepszego gracza ESA w poprzednim sezonie? Fakt, że bez zaistnienia w międzynarodowych rozgrywkach jest tu i tak wystarczająca ilość pieniędzy, aby robić całkiem dobre interesy jest chyba największym przekleństwem naszej ligi. Ludzie z tego żyjący kiszą się w tym sosie, mają się całkiem dobrze, ale ich interes nie jest zbieżny z tym polskiej piłki.

 

Dziesiątki podobnie absurdalnych decyzji, włącznie ze sprowadzaniem idących już w setki przeciętnych zagranicznych zawodników i natychmiastowe wypychanie rodzimych, którzy tylko kilka razy kopnęli przyzwoicie piłkę, składa się na tę katastrofę. Tutaj po prostu wszyscy są do natychmiastowej sprzedaży i tak naprawdę nikt już nie myśli, że uda się zaistnieć w Europie.

 

Nawet w oficjalnych wypowiedziach decydentów, trenerów czy piłkarzy pobrzmiewa: „a jak przy okazji udało się jeszcze gdzieś awansować w pucharach to byłoby super”. Czyli, jak się nie uda, tragedii nie będzie. Już sam udział w kwalifikacjach jest sukcesem, niemal spełnieniem marzeń, zrealizowaniem celu. Nieco inaczej było może w najbogatszej i mającej największe tradycje Legii, ale też do czasu. „No i patrzcie, jak ci Rangers z Glasgow, którzy nas wyeliminowali, dziś świetnie grają w Lidze Europy, nie odpadliśmy z byle kim, a poza tym i tak to my zaszliśmy najdalej w eliminacjach i mieliśmy szanse awansować do ostatniej chwili rewanżu” -  słychać z Łazienkowskiej. Czyli, jakby nie patrzeć, tragedii nie ma. I piłka się toczy. Gra idzie o… mistrzostwo Polski, no i europejskie puchary.

 

To jest właśnie najgorsze, że się do takiego stanu zaczynamy przyzwyczajać, obojętniejmy. Jak pisał Stefan Kisielewski: „To, że jesteśmy w d.. jest jasne. Problem w tym, ze się zaczynamy w niej urządzać”.

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze