Wichniarek ostro o piłkarzach Widzewa: Oni lepiej grają w piłkę na... PlayStation

Piłka nożna

- Komentowałem mecz Widzewa z Legią w Pucharze Polski. Grałem w Widzewie i mam ten klub w sercu. Wiadomo, że ten zespół piłkarsko nie może grać na poziomie Legii, bo występuje w drugiej lidze, czyli ma trochę gorszych zawodników, którzy mogą się jeszcze czegoś nauczyć, mając dobrego trenera. Mnie jednak zszokował jeden fakt, że ci drugoligowi zawodnicy fizycznie i kondycyjnie nie byli w stanie zabiegać takiej Legii Warszawa - przyznał Artur Wichniarek w programie Cafe Futbol.

Zespoły Widzewa i Legii spotkały się w ramach 1/16 finału Totolotek Pucharu Polski. Piłkarze ze stolicy prowadzili już 2:0, ale gospodarze zdołali doprowadzić do remisu. W końcówce meczu przyjezdni za sprawą Igora Lewczuka strzelili gola na wagę awansu. Według Wichniarka łodzianie w tej rywalizacji nie byli w stanie sprostać fizycznie rywalom.

 

- Komentowałem mecz Widzewa z Legią w Pucharze Polski. Grałem w Widzewie i mam ten klub w sercu. Wiadomo, że ten zespół piłkarsko nie może grać na poziomie Legii, bo występuje w drugiej lidze. Czyli ma trochę gorszych zawodników, którzy mogą się jeszcze czegoś nauczyć, mając dobrego trenera. Mnie jednak zszokował jeden fakt, że ci drugoligowi zawodnicy fizycznie i kondycyjnie nie byli w stanie zabiegać takiej Legii Warszawa. Jeżeli ja jestem trenerem takich zawodników, to widzę, że potencjał piłkarski jest mniejszy, ale ja jestem w stanie tych młodych, zdrowych ludzi wytrenować tak, że przyjeżdża taka Legia i oni grają pressing 90 minut - tak, jak jest w stanie zagrać Liverpool w Salzburgu, czy Salzburg przeciwko Liverpoolowi. Siedzę potem z Jackiem Magierą, który mówi "Artur, to nie jest takie proste". Ale co nie jest proste? Nie jest proste to, żeby powiedzieć drugoligowemu zawodnikowi, który zarabia 10 tysięcy złotych, że ma przyjść o ósmej rano do klubu, zjeść wspólne śniadanie? I ja wtedy wiem co on je, o dziesiątej ma pierwszy trening, potem zje obiad i popołudniu ma trening indywidualny. Bo sztab szkoleniowy, powiedzmy pięciu trenerów, niech pracuje od ósmej do osiemnastej, a nie od dziewiątej do trzynastej - zaznaczył były reprezentant Polski.

 

Zdaniem eksperta Polsatu Sport rozgrywki drugiej ligi nie powinny być na poziomie zawodowym.

 

- Dzisiaj druga liga powinna być półprofesjonalna, ci chłopcy powinni mieć pracę i popołudniu powinni trenować. Wtedy mieliby szacunek do pieniędzy. Oni natomiast przychodzą na trening o dziesiątej, a o 12:30 podejrzewam, że w łódzkiej Manufakturze już są na pierwszej kawie. Popołudniu nic nie mają, więc grają na Play Station i robią to lepiej niż grają w piłkę. Problem tkwi w treningu, w podejściu do zawodu. Jeżeli ja przyjechałem do Niemiec, to przez pół roku musiałem dojść do siebie fizycznie. Będąc w "śmiesznej" Arminii Bielefeld, której prawie ja nie znałem, idę na trening i tam jest taka intensywność treningu od poniedziałku do piątku, że ja po prostu musiałem wymiotować po jednym treningu, bo byłem tak zmęczony - skwitował Wichniarek.

 

Wypowiedź Artura Wichniarka w załączonym materiale wideo.

KN, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze