Pindera: Runowski na razie cieszy się, że wrócił do gry

Sporty walki

Anglik Richard Riakporhe (11-0, 8 KO) chce być mistrzem świata w wadze junior ciężkiej, i mówi o tym głośno, ale jego ostatnia wygrana z Jackiem Masseyem (16-1, 8 KO) w Londynie nie potwierdza jego możliwości. Przemysław Runowski (18-1, 4 KO), który swój pojedynek w Nowym Dworze Mazowieckim skończył w pierwszej rundzie, marzenia ma skromniejsze, na razie cieszy się, że wrócił do gry.

Małe bokserskie gale potrafią mieć dużo uroku, ale najczęściej wielkiego boksu jest na nich jak na lekarstwo. Nawet te organizowane w Wielkiej Brytanii, która może poszczycić się całkiem pokaźną grupą mistrzów świata i ma wpływowych promotorów, takich jak Eddie Hearn.

 

W historycznej, działającej od 1929 roku York Hall w miniony czwartek nie zobaczyłem kandydatów na wielkich mistrzów. Wspomniany Riakporhe, który wygrywając z Masseyem został nowym czempionem Wlk. Brytanii niczym specjalnym nie zaimponował. Ma znakomite warunki fizyczne (196 cm wzrostu), to fakt, jest silny i pięknie zbudowany, ale charakteru twardego wojownika w nim nie widzę.

 

W ringu jest bojaźliwy, by nie określić tego mocniej, owszem mocno bije, ale twardy jak skała Massey nic sobie z tego nie robił. Być może Riakporhe potrzebuje jeszcze trochę czasu, doświadczenie wciąż ma bowiem niewielkie, ale ciężko będzie mu wygrywać z najlepszymi na świecie.Pozostali zwycięzcy tej gali być może też, podobnie jak Riakporhe, mają mistrzowskie aspiracje, ale do ich realizacji droga daleka.

 

O 25-letnim Przemku Runowskim od dawna mówi się, że to pięściarz sporych możliwości, choć nie ukrywam, jakoś mnie do siebie nie przekonywał. W Nowym Dworze Mazowieckim zbyt szybko znokautował Siergieja Mołczanowa, bym radykalnie zmienił zdanie, ale trzeba przyznać, że przygotowany był bardzo dobrze. Tak dynamicznego, szybkiego i zdecydowanego jeszcze go nie widziałem. Szkoda tylko, że niepokonany Mołczanow po otrzymaniu mocnego uderzenia nie wykazał chęci do dalszej walki.

 

Sądzę, że tak przygotowany Runowski mógłby w kwietniu tego roku stoczyć zupełnie inny pojedynek z Joshem Kellym (10-0-1, 6 KO) z którym przegrał  wyraźnie w Londynie.

 

Kolejną walkę na bokserskim, zawodowym ringu wygrał w Nowym Dworze Jan Lodzik (2-0, 1 KO), utytułowany kickbokser. Komentowaliśmy z Grzegorzem Proksą jego debiut w Raszynie, teraz był jeszcze lepszy. Lodzik walczy w wadze superlekkiej, jest szybki, dynamiczny, ale  coś więcej o jego możliwościach dowiemy się po kolejnych występach, gdy zmierzy się z kimś potrafiącym boksować.

 

Czasy jednak, gdy kickbokserzy traktowani byli z góry przez bokserów dawno minęły. Pamiętam jak były trener naszej kadry narodowej mówił, że Marka Piotrowskiego, wtedy już amatorskiego mistrza świata w kickboxingu, znokautowałby pierwszy, lepszy drugoligowy pięściarz. Nie miał racji, co zresztą potwierdzali nasi czołowi wtedy amatorzy, którzy z Markiem sparowali. A później jak wiemy Piotrowski (21-0, 11 KO) był o krok od walki o zawodowe MŚ i skończył karierę bokserską z powodu postępującej choroby niepokonany.

Znanych kickbokserów, którzy podbili zawodowe ringi bokserskie jest wielu: u nas sztandarowym przykładem jest Przemek Saleta, na świecie Witalij Kliczko, a teraz Dillian Whyte.

 

Nie wiem czy Lodzikowi pisana jest wielka kariera, wiem tylko, że zobaczymy go jeszcze w wielu zwycięskich pojedynkach, czego nie mogę napisać o niektórych naszych czołowych pięściarzach amatorach, którzy próbują już swych sił w zawodowej rywalizacji.

 

I na koniec jeszcze jedno. Na ogół nawet znani amatorzy ostrożnie rozpoczynają zawodowe kariery tocząc walki czterorundowe z przeciwnikami, którzy nie mogą im zrobić krzywdy. Wyjątkiem jest Wasyl Łomaczenko, który już w drugiej walce bił się o mistrzostwo świata, a w trzeciej je zdobył. Tyle że Ukrainiec to ktoś zupełnie wyjątkowy, więc nie jest tu najlepszym przykładem.

 

Ale 33-letni Wenezuelczyk Maestre (2-0, 2 KO) to taki solidny, choć bez wybitnych osiągnięć pięściarz, uczestnik pięciu mistrzostw świata, brązowy medalista tej imprezy w Ałmatach (2013) w wadze półśredniej, ćwierćfinalista igrzysk w Londynie (2012) i Rio de Janeiro (2012). W obu przypadkach przegrywał z późniejszymi złotymi medalistami olimpijskimi. Z powodzeniem występował też w rozgrywkach WSB (World Series of Boxing), był między innymi w Pruszkowie, gdzie pokonał walczącego w barwach naszej Husarii Irlandczyka Stevena Donelly’ego, zresztą też olimpijczyka z Rio de Janeiro.

 

I tenże Maestre swój pierwszy zawodowy pojedynek stoczył na dystansie 10 rund (stawką był wakując pas WBA Fedebol w wadze junior średniej) z niepokonanym 24-letnim Kolumbijczykiem Jeovanisem Barrazą (20-0, 14 KO) na jego terenie. Maestre znokautował go w drugiej rundzie, a w kolejnej walce równie bolesną porażkę ( 4 runda tko) zafundował byłemu mistrzowi świata, 33-letniemu Argentyńczykowi Diego Gabrielowi Chavesowi (27-5-1, 23 KO), też na ringu w Kolumbii.

 

Jak widać różne drogi prowadzą do bokserskiego nieba. Ta, którą obrał mieszkający w Barcelonie Gabriel Maestre z pewnością jest drogą na skróty w poyztywnym sensie oczywiście. 

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze