Kostro: Szachowe spotkania z Wojtyłą, Castro i Dudą

Inne
Kostro: Szachowe spotkania z Wojtyłą, Castro i Dudą
fot. PAP

- Moimi idolami są Duda i Trump. Chodzi o polskiego arcymistrza Jana-Krzysztofa Dudę i mistrza świata w snookerze Brytyjczyka Judda Trumpa - powiedział Jerzy Kostro. Dwukrotny mistrz Polski w szachach wspomniał też o spotkaniach z Karolem Wojtyłą i Fidelem Castro.

- Trump i Duda mają ze sobą wiele wspólnego. Potrafią - jeden na zielonym stole, drugi na szachownicy - zobaczyć coś, czego rywal, nawet bardzo mocny gracz, jeszcze nie widzi. Mają swoisty instynkt. Oglądam dokładnie partie Jasia w internecie i wielokrotnie jego gra mnie zaskakuje, bo sam zrobiłbym zupełnie inny ruch. Po jakimś czasie okazuje się, że miał rację. Jego niejasne - wydawałoby się - posunięcie, przy którym postawiłbym znak zapytania czy malutki minusik, okazuje się znakomitym rozwiązaniem. To jego wrodzona cecha - kontynuował.

 

Duda to wielka nadzieja polskich szachów, klasyfikowany na 12. miejscu w rankingu FIDE, siódmy arcymistrz globu w szachach szybkich, w rozgrywanym właśnie turnieju w Moskwie broniący tytułu wicemistrzowskiego w błyskawicznych. 21-letni talent z Wieliczki musiał spotkać na swojej drodze mieszkającego w Nowej Hucie Kostrę, czołowego polskiego szachistę lat 70. XX wieku.

 

- Pierwszy raz spotkałem Janka, gdy miał dziewięć lat, a było to na zgrupowaniu Młodzieżowej Akademii Szachowej w Dębicy. Uczestniczył w zajęciach 10-latków jako brązowy medalista mistrzostw kraju w tej kategorii. W trakcie mojego 40-minutowego wykładu sytuacja się zmieniała - raz widziałem go pod stołem, raz na stole. "Nic z niego nie będzie" - pomyślałem. To była wiosna, ale na jesieni potrafił już całą godzinę wysiedzieć przy szachownicy. Mało tego - przychodził do mnie ze swoimi partiami na konsultacje. Od dziecka był bardzo dynamiczny, denerwował się, gdy przegrał ze starszymi, ale też szybko dorastał. Już jako 10-latek zdobył mistrzostwo świata w tej kategorii. Szachy w pozytywnym sensie ustawiły mu życie. Teraz po porażce mobilizuje się i jest gotowy grać następną partię w pełnym "uzbrojeniu" - podkreślił mistrz międzynarodowy, urodzony w Moczydłach w woj. białostockim.

 

Pokoleniowo Kostro jest dla Dudy "szachowym dziadkiem". Jeździł do niego do domu, ukierunkowywał na debiuty. W jakim momencie dostrzegł, że z utalentowanego chłopca wyrośnie szachista światowej klasy?

 

- Że będzie arcymistrzem, wiedziałem już jak miał 12 lat. Jak daleko dojdzie, trudno było określić. To zależy od wielu czynników. Moja rola była niewielka. Pracę rzemieślniczą robili z nim początkowo Andrzej Irlik, potem Leszek Ostrowski. Strategię i technikę podciągnął w ostatnim czasie z arcymistrzem Kamilem Mitoniem. Janek zaczął sypiać z książkami szachowymi. Uzupełniam jego bibliotekę swoimi zbiorami. Mam z nim stały kontakt, wymieniamy się sms-ami. Jest wobec siebie krytyczny. Technicznie bardzo dobrze rozgrywa partie, rzadko robi błędy. Ma swój styl. Piętą achillesową są debiuty - ocenił.

 

Wskazał przy tym na olbrzymi wkład matki szachisty, Wiesławy, w rozwój kariery syna.

 

- Włożyła mnóstwo środków i zaangażowania, ukierunkowywała jego charakter. Znam dwie mamy, które uczyniły z synów znakomitych szachistów. Jedna to Wiesia Duda, z domu Grochot, a druga - Klara Kasparow, która wychowywała Garrego po śmierci ojca, wszędzie z nim jeździła, była dla niego swego rodzaju talizmanem - przypomniał.

 

Kostro 25 stycznia skończy 83 lata. Mistrz Polski z 1966 i 1970 roku w latach 1958-74 sześciokrotnie reprezentował biało-czerwone barwy na olimpiadach szachowych. Z wyjazdów w różne części świata przywiózł wiele ciekawych wspomnień.

 

W 1966 roku w Hawanie, podczas meczu z USA, gdy czekał na ruch rywala, w pewnym momencie ktoś klepnął go w plecy. Gdy się odwrócił, zobaczył... przywódcę państwa kubańskiego Fidela Castro, skądinąd zapalonego szachistę.

 

- "Are you Kostro? I'm Castro" - usłyszałem. Później w hotelowym pokoju czekał na mnie prezent od niego - szachowe figury w szufladkach schowanych w kubańskiej chatce, szachownica z hebanu, 10 butelek rumu i lokalnych likierów oraz pudełko cygar - wspomniał były mistrz kraju, pokazując wizytówkę, jaką otrzymał wówczas od kubańskiego dyktatora: "Dr Fidel Castro Ruz, prime minister", z jego podpisem.

 

W Hawanie Kostro grał na trzeciej szachownicy w polskiej reprezentacji, więc nie trafił na słynnego Roberta Fischera, ale miał z nim zagrać dwa lata później w Lugano, gdy awansował na pierwszą. Genialny Amerykanin nie przyjechał jednak na turniej.

 

- Zamiast niego grałem z Samuelem Reshevskym (urodzony w 1911 r. w Ozorkowie jako Szmul Chaim Rzeszewski, Żyd polskiego pochodzenia, w latach 20. jego rodzina wyemigrowała do USA, czołowy szachista świata w połowie XX wieku). Mówił po niemiecku. Z Fischerem miałem luźny kontakt, przeważnie przy okazji olimpiad - dodał.

 

W swoich zbiorach ma przetłumaczoną na rosyjski książkę napisaną przez któregoś z amerykańskich arcymistrzów, a przedstawiającej przegrane partie Fischera.

 

- W prezentowanej tam partii sycylijskiej, którą Fischer grał białymi z Wiktorem Korcznojem, była nowinka w 16. ruchu. Wszyscy okrzyknęli, że to wielkie odkrycie Fischera. Tymczasem on napisał w komentarzu: "niestety nie jest to moje odkrycie, bo bardzo dokładną analizę tego posunięcia w "Szachach" przeprowadził polski mistrz Jerzy Kostro". Był już wtedy gwiazdą, a czytał polskie czasopisma fachowe, wszędzie szukał inspiracji. Podczas olimpiady w Hawanie wszedłem do jego pokoju z kolegą z reprezentacji Witoldem Balcerowskim. Fischera zainteresowała partia Witka z Izakiem Alonim i chciał o niej porozmawiać. Na szachownicy miał ustawioną pozycję z turnieju... kobiet. "Studiujesz partie kobiet?" - zapytałem. On popatrzył ze zdziwieniem: "Dlaczego nie? Kobiety mają wielką intuicję i nawet jak wykonają ruch, o którym nie wiedzą, że jest dobry, to ja wiem, czy jest" - odpowiedział - relacjonował Kostro.

 

Na swoją pierwszą olimpiadę pojechał z reprezentacją do Monachium w 1958 roku. Turniej trwał od 30 września do 23 października. Po powrocie do Krakowa Kostro wielokrotnie dzielił się wrażeniami z tamtej podróży.

 

- Pytania dotyczyły nie tylko wyników sportowych. W tamtych latach ktoś, kto wracał z wyjazdu na Zachód wzbudzał ogólne zainteresowanie. Na AGH znali mnie wszyscy na roku. Podczas sesji egzaminacyjnej profesorowie pytali mnie o Monachium: jak przebiegał turniej, ale i jak wygląda miasto i życie w Niemczech Zachodnich. Na początku listopada miałem nawet prelekcję o olimpiadzie - powiedział.

 

Jak przypomniał, w końcu lat 50. krakowscy miłośnicy szachów spotykali się w Pałacu pod Baranami.

 

- Na pierwszym piętrze była sala na około 100 osób, gdzie popołudniami toczyły się gry. Na drugim była niewielka, zadbana salka, gdzie przychodzili pograć profesorowie UJ czy członkowie palestry. Dla mnie, wówczas 21-letniego studenta, spotkanie ze słynnymi adwokatami czy naukowcami było wielkim przeżyciem. Zwłaszcza że jednym z jego uczestników był... Karol Wojtyła, krakowski biskup pomocniczy, który pojawiał się od czasu do czasu w małej salce. Wiem, że przyszły papież Jan Paweł II prenumerował pismo "Szachy", doceniał tę dziedzinę sportu, wiedzy i kultury, chociaż bardziej zajmował się szachową kompozycją - zakończył Kostro.

AŁ, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze