Boniek: Ekstraklasa będzie 18-zespołowa, obecny system okazał się fiaskiem

Piłka nożna
Boniek: Ekstraklasa będzie 18-zespołowa, obecny system okazał się fiaskiem
Fot. Cyfrasport

Nie oszukujmy się, system ESA 37 poniósł fiasko, zaszkodził. Trzeba rozgrywki Ekstraklasy zdefiniować na nowo, przywrócić normalną ligę, taką jaka jest w większości krajów w Europie. Teraz to wygląda tak, że zaciągnęliśmy hamulec ręczny i nie istniejemy w Europie - mówi prezes PZPN w rozmowie z Cezarym Kowalskim, argumentując potrzebę redukcji tych rozgrywek do 18 drużyn. Jakie jeszcze pomysły ma Zbigniew Boniek?

CEZARY KOWALSKI: PZPN chciałby, aby od sezonu 2021/22 roku polska Ekstraklasa składała się z osiemnastu zespołów, z której spadałyby trzy drużyny. W obecnym okresie przejściowym, który jest drogą do nowej formuły rozgrywek przygotowywanej pod kolejny przetarg na sprzedaż praw telewizyjnych (najprawdopodobniej już na cztery lata, a nie jak teraz na dwa), liczba spadków już została powiększona do trzech. Kluby Ekstraklasy wnioskują jednak do PZPN o zredukowanie spadkowiczów do dwóch. Szykuje się kolejna awantura…

 

ZBIGNIEW BONIEK: W Ekstraklasie są siły, które bronią się przed osiemnastozespołową ligą, bo to powoduje inny podział finansowego tortu. Co innego rozmowy prywatne, w których większość deklaruje powrót do klasycznych rozgrywek ligowych z meczami i rewanżami, bez rudny dodatkowej. A co innego postawa podczas głosowania.

 

Kluby argumentują, że trzeci zespół, który awansuje z I ligi nie będzie lepszy od tego będącego najwyżej w strefie spadkowej z Ekstraklasy. A napływ słabych zespołów jeszcze bardziej obniży poziom…

 

A w jaki sposób to zostało wyliczone? Jakie są na to dowody, skoro jeszcze pierwszy sezon, w którym spadają trzy zespoły i trzy awansują się nie zakończył. Nie uważam, aby zespoły pierwszoligowe obniżały poziom rozgrywek. Nie ma tu reguły, są różne przypadki. Raków Częstochowa, mimo że jest beniaminkiem i nie gra na własnym stadionie, prezentuje się więcej niż przyzwoicie. To jedna z najciekawiej grających drużyn, bardzo dobrze zarządzana szkoleniowo, ciekawie dobrana personalnie. ŁKS jest nisko, ale też gra ładnie. Może się zdarzyć, że nawet ten trzeci zespół z I ligi po awansie zainwestuje kilkanaście milionów latem i będzie mocniejszy od wielu ugruntowanych w Ekstraklasie. Pamiętam jak w 2016 roku, kiedy Legia akurat była po występach w Lidze Mistrzów, a rok wcześniej w pucharach grał Lech, kluby narzekały na system rozgrywek.

 

Na spotkaniu w Jachrance kluby ustaliły, że nie da się tych wszystkich meczów w Ekstraklasie, Pucharze Polski i na arenie międzynarodowej pogodzić. Że to jest ponad siły. Ustaliliśmy, że to zmieniamy. Ja chciałem nawet jak najszybciej przejść na ligę osiemnastozespołową i zadeklarowałem, że te pieniądze dla dwóch dodatkowych drużyn, które traciliby uczestnicy rozgrywek z puli za prawa telewizyjne, płaciłby PZPN. Ale był opór. Zrezygnowaliśmy z meczów rewanżowych w rozgrywkach Pucharu Polski, żeby zajętych terminów było mniej. Mimo to, od tego czasu jednak żadna polska drużyna nie zagrała w fazie grupowej europejskich pucharów. Trzeba te rozgrywki zdefiniować na nowo, przywrócić normalną ligę, taką jaka jest w większości krajów w Europie. Teraz to wygląda tak, że zaciągnęliśmy hamulec ręczny i nie istniejemy w Europie.

 

Ale przecież pan także był przed laty za projektem ESA 37, nowy system rozgrywek miał sprawić, że będą one bardziej atrakcyjne, że walka toczyć się będzie do samego końca, a większa liczba meczów sprawi, że wzrosną wpływy i zaczniemy grać mniej więcej tyle co w najlepszych piłkarsko krajach.

 

Zgadza się, ale życie ten projekt zweryfikowało. Czasem trzeba zmienić zdanie, z czegoś co nie działa po prostu się wycofać. Okazuje się, że ludzie w Polsce nie chcą chodzić na mecze w grudniu, że w lutym, kiedy już gramy, też nie zawsze aura nadaje się do piłki nożnej, że poniedziałkowych meczów ostatniego wyboru nikt nie chce oglądać, że ustalenie godzin rozgrywania meczów, tak aby można było na żywo w telewizji obejrzeć wszystkie spotkania w kolejce to jest błąd. Bo jednak to odciąga ludzi od stadionów. Warto chyba jednak organizować te mecze w blokach godzinowych, tak jak jest w większości lig. Trafia też do mnie argument, że ta dodatkowa runda może przekreślać cały rok dobrej gry jakiegoś zespołu. No nie może być tak, że o mistrzostwie decyduje tylko siedem meczów w maju.

 

O co tak naprawdę chodzi klubom z tą niechęcią do trzeciego spadającego?

 

Boją się, że jak spadną to stracą pieniądze. Kalkulują, patrząc na historię, że po spadku wcale nie jest tak łatwo wrócić, że to za duże ryzyko. Ale przecież już mieniliśmy system w I lidze, gdzie dzięki temu nawet zespół z szóstego miejsca będzie miał możliwość zagrania w barażu o to trzecie premiowane miejsce, aby wszyscy o coś grali, aby więcej ośrodków w Polsce miało szanse doszlusować do czołówki. Jest wiele ośrodków, które są na to już teraz gotowe. Bielsko-Biała, Tychy, za chwilę Rzeszów, Olsztyn, chce wrócić mój Widzew. Nigdzie nie jest powiedziane, że w Ekstraklasie nie może być nieco słabszych zespołów. We Włoszech też jest Frosinone czy Sassuolo. Taki jest urok futbolu, Nieciecza klub z małej miejscowości, trzy razy nie dała się Legii.

 

Pojawia się argument, że w związku z powiększeniem ligi powstanie bardzo duża tzw. szara strefa, w której będzie wiele meczów o nic…

 

A czy komuś przeszkadza, że we Anglii Liverpool ma już teraz trzynaście punktów przewagi nad drugim zespołem Premier League? Żeby do tej szarej strefy się dostać to też trzeba sobie na to zapracować. Poza tym każde miejsce wyżej to więcej pieniędzy. Może też będzie okazja, aby dawać więcej szans młodzieży, bo tak to dba się przede wszystkim o to, aby nie podejmować zbędnego ryzyka, zabezpieczać się dojrzałymi zawodnikami.

 

Ale zgadza się pan, że od mieszania łyżką w zupie, nie będzie ona lepiej smakować? Ileż już było tych zmian regulaminów w ostatnich latach, ale liga spadła już na 32 miejsce w Europie.

 

Jasne, że zmiana systemu nie podniesie poziomu, ale przywrócenie normalnej ligi jest podstawą do tego, aby zacząć działać. Nie oszukujmy się, system ESA 37 poniósł fiasko, zaszkodził. Trzeba przywrócić normalność i zmienić myślenie o zarządzaniu piłką w klubach. Krytykuje się mnie za pomysł młodzieżowca, czy Pro Junior system. Ale gdyby nie on, to jestem przekonany, dziś nie byłoby wielu graczy, którzy już się ładnie pokazali, grają i nie odstają od reszty. Prezes PZPN nie ma takiej siły, aby cokolwiek nakazać właścicielom klubów w innych kwestiach. Chociaż na ich miejscu zastanowiłbym się, czy nie lepiej zamiast płacić wiecznie kontuzjowanemu Serbowi 350 tysięcy euro rocznie i jeszcze dwa miliony złoty dać za transfer, ściągnąć siedmiu siedemnastolatków, z których może dwóch albo trzech wypali.

 

Nie może być tak, że kluby miedzy jednym a drugim meczem decydującym o awansie do Ligi Europy czy Ligi Mistrzów sprzedają swoich najlepszych zawodników. Ta wyprzedaż za wszelką cenę, jak najszybciej, jak tylko piłkarz dwa razy prosto kopnie piłkę, to już jest jakieś szaleństwo. Teraz zimą będą sprzedawać kolejnych młodych. Pewnie wszyscy na tym zarobią, ale chłopaki mogą gdzieś zniknąć w drużynach juniorów albo na ławkach rezerwowych na Zachodzie. Takich przypadków mamy dziesiątki. Trzeba to przewartościować i robić coś, aby takich zawodników zatrzymać trochę dłużej, żeby oni pomogli w pucharach i przy okazji żeby skoczyła ich wartość. Może trzeba im więcej płacić, zamiast ścigać nie wiadomo kogo? Przecież na 15 obcokrajowców w klubie, 12 nie potrafi grać w piłkę. Awans do Ligi Mistrzów to jest teraz 40 mln euro za sam start. Wyobraźmy sobie dwa awanse z rzędu polskiego klubu. Przecież to jest fortuna, dzięki niej można zdominować ligę na lata. A tylko zdominowanie tej ligi pozwoli na jakiekolwiek nadzieję w Europie. Zdominowanie, a nie wygranie.

 

Ekstraklasa chwali się rekordowymi pieniędzmi za sprzedaż praw telewizyjnych. W tym obecnym rozdaniu to blisko 500 mln złotych za dwa lata. To nie jest mało…

 

Nie 500 tylko dwa razy po 225 mln, bo kosztów produkcji nie wliczamy do zysków. Poza tym właściciel głównego pakietu nie płaci więcej. Wpływy z praw marketingowych też są mniejsze niż w poprzednich latach. Różnicę robią pieniądze z telewizji publicznej, które udało się uzyskać ponad stan, co zresztą jest ewenementem w skali Europy. I to bardzo dobrze, ale nie ma pewności jak będzie w kolejnym rozdaniu. Wpływ na wzrost wartości polskiej Ekstraklasy mogą mieć tylko dwie rzeczy. Albo wyjątkowo zacięta walka stacji telewizyjnych o prawa do jej pokazywania, albo realny udział naszych drużyn w europejskich pucharach.

 

Jak się skończy ta kolejna przepychanka o kształt rozgrywek?

 

Tu nie chodzi o przepychankę, tylko o wprowadzenie normalności. Ekstraklasa zgodnie z ustaleniami z 2016 roku z Jachranki, będzie 18-zespołowa. I tego będziemy się trzymać.

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze