Iwańczyk o Plebiscycie PS i Polsatu: Z największą klasą wyszli ci, o których wybuchła wojna

Inne
Iwańczyk o Plebiscycie PS i Polsatu: Z największą klasą wyszli ci, o których wybuchła wojna
Fot. Cyfrasport

Robert Lewandowski wbrew swej woli doczekał się zastępu adwokatów, którzy postanowili pomścić jego drugie miejsce w plebiscycie na sportowca roku. Na szczęście nie zrobili tym najlepszemu polskiemu piłkarzowi wizerunkowej krzywdy, bo jak każdy świetny sportowiec ma on w sobie również mnóstwo klasy. Bartosz Zmarzlik jako niespodziewany zwycięzca przeszedł do historii. Ale niesmak pozostał.

„Gdy emocje już opadną, jak po wielkiej bitwie kurz. Gdy nie można mocą żadną, wykrzyczanych cofnąć słów”… Już na początku pozwalam sobie na patos, bo raz - będzie to kilka zdań o niezwykle wzniosłej chwili, dwa – traktuję występ Grzegorza Markowskiego podczas Balu Mistrzów Sportu z utworem „Niepokonani” jako nieprzypadkową koincydencję w obliczu tego, co wydarzyło się zaraz po ogłoszeniu werdyktu. Werdyktu kibiców, co w historii tej pozostaje nie bez znaczenia.

 

Otóż ci sami kibice, którzy najpierw oddawali głosy na najlepszą dziesiątkę, a później mieli wpływ na ostateczną kolejność, zakwestionowali swój wybór, łojąc w bezpardonowych słowach laureata, najczęściej przez media społecznościowe. Intuicja podpowiada mi, że najgłośniej grzmieli ci, którzy do głosowania w ogóle się nie palili, Zupełnie jak ci, którzy nie idą do wyborów, ale w sprawach politycznych gardłują aż miło.

 

Robili to również dziennikarze, ale do ich ocen po sobotnim wieczorze nie zamierzam się odnosić, bo nawet nie wiem, czy głosowali, a w ogóle to chyba najlepiej dla wszystkich, kiedy środowisko przestanie wreszcie zajmować się sobą. O tzw. sportowych ekspertach również mówić nie zamierzam, sami bowiem wystawiają sobie cenzurkę. I nie chodzi wcale o to, że kwestionują zwycięstwo Zmarzlika, bo każdy ma prawo do swoich sympatii, a o knajacki styl, w jakim to robią, odbierając sobie de facto mandat bycia kimś, z opinią kogo warto się liczyć.

 

Uczestnicząc w tej corocznej, dostojnej imprezie, trudno mieć pojęcie, co się dzieje w mediach społecznościowych, czy komentarzach pod artykułami. Dopiero nazajutrz można było przekonać się, ile żółci zamiast gratulacji wylało się pod adresem żużlowego mistrza świata, którego zmobilizowane środowisko swoimi głosami wyniosło na szczyt.

 

Kiedy ogłoszono werdykt, widać było, że zmieszany sytuacją był i Zmarzlik, i Lewandowski. W słowach tego pierwszego wybrzmiewało lekkie zawstydzenie przemieszane z pokorą, Lewandowski – choć pewnie spodziewał się, że wygra – z należną mistrzowi klasą pogratulował i podziękował koledze w sposób tak naturalny, że trudno posądzić go o zawiść lub nawet cień złych emocji. Napastnik Bayernu doczekał się za to zastępu adwokatów, którzy postanowili pomścić jego drugie miejsce w plebiscycie na sportowca roku. Były przytyki, były obelgi, czy nawet – o zgrozo – naigrywanie się z nazwiska laureata. Słowem żenada.

 

Siłą statystki, mniemam że wśród zajadłych wrogów Zmarzlika (Polak przecież musi mieć wroga), byli pewnie ci, którzy na co dzień bronią jak niepodległości np. Zenka Martyniuka, zamykając wszystkim gębę argumentem, że pieśniarz z Podlasia jest dobrem narodowym, a o gustach się nie dyskutuje. Nie mam nic przeciwko Panu Zenkowi, ale jak i on, tym samym regułom szacunku powinien podlegać każdy sportowiec, który reprezentuje Polskę. Niezależnie od gustów i skali popularności.

 

Kilkanaście godzin temu trzecim w historii Polakiem, który wygrał Turniej Czterech Skoczni, został Dawid Kubacki. Zatem już na starcie stał się mocnym kandydatem do tytułu sportowca roku, nawet biorąc poprawkę, że czeka nas rok olimpijski i futbolowe Euro. Jestem wręcz pewien, że na piłkarskiej imprezie pójdzie drużynie Jerzego Brzęczka nie najgorzej, a jednym z liderów będzie oczywiście Lewandowski, który raczej nie zatrzyma się również w klubowych rekordach snajperskich.

 

Pomni historii sprzed dwóch dni, możemy więc spodziewać się kolejnej wojenki polsko-polskiej, tym razem o skoczka, który interesuje garstkę Januszy znad Wisły, niszowości jego dyscypliny, etc. W ten zresztą sam sposób można zakwestionować każdego, kto para się innym sportowym zajęciem niż kopanie piłki. Bo ilu ludzi na świecie rzuca kulą uczepioną na drucie, ilu ludzi biega po stadionie przekazując sobie pałeczkę, etc.

 

Emocje opadły, odnosząc się do piosenki Markowskiego, po bitwie został kurz. Tylko trudno będzie teraz zapomnieć słowa, jakie wylały się na Bogu ducha winnego Zmarzlika.

 

I on, i Lewandowski z całej tej historii wyszli z największą klasą, jednak jak w starym dowcipie; portfel się znalazł, ale niesmak pozostał.

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze