Mielewski: Nominację do Telekamery odbieram jako sukces całej dyscypliny

Inne

- Nominacje do plebiscytu Telekamery są bardzo miłe. Ja to odbieram jako rozwój dyscypliny. Zdaje sobie sprawę, że sukcesy siatkarzy przyczyniają się do postrzegania mnie jako dziennikarza sportowego. Wiem, że rok temu wygrywając, załapałem się na euforię zwycięstwa na mistrzostwach świata. Nasza siatkówka eksplodowała, jeśli chodzi o rozwój sportowy - stwierdził w pierwszej części rozmowy Jerzy Mielewski, nominowany do Telekamery 2020 w kategorii komentator sportowy.

Michał Bugno: Spotykamy się z wyjątkowej okazji, ponieważ po raz kolejny jesteś nominowany do Telekamery w kategorii najlepszy komentator. Rok temu było zwycięstwo, teraz jest duża szansa na kolejną statuetkę. Jest jeszcze trochę miejsca w gablocie?

Jerzy Mielewski: Stoi w niej dopiero jedna statuetka, więc miejsca jest sporo. Fajnie, że spotkaliśmy się w "Volley Bajce", ponieważ jest to skarbiec polskiej siatkówki. Człowiek który kocha siatkówkę, jak ja, czuje tutaj ciepło w sercu. Mamy tu wszystko co, Polacy zdobyli w tej dyscyplinie. Wracając do statuetki, mój młodszy syn bierze ją i wykorzystuje, jak na siłowni. Mówił, że potrzebuje drugiej, żeby wyciskać na obie ręce, ponieważ ta nagroda jest ciężka. Mam nadzieję, że przyniosę mu drugą.

"Volley Bajka" to muzeum w Arenie Ursynów, który jest na pewno warte zobaczenia. Dawno ciebie tutaj nie było. Jesteś zaskoczony, jak wiele pamiątek przybyło?

Tak, ale wiem, że Grzegorz Szewczyk ciągle pracuje nad liczbą eksponatów. Warto zaznaczyć, że wiele tych pamiątek jest powiązana z moją karierą dziennikarską, ponieważ głównie zajmuje się siatkówką. Od 2003 roku jestem związany z tą dyscypliną i wiele tych rzeczy z przeszłości jest jakoś powiązane ze mną.

 

Wracając do Telekamer. Jaki wymiar ma dla ciebie ta nagroda?

Mógłbym odpowiedzieć, że to nie ma znaczenia, bo najważniejsza jest pasja. Jest to bardzo miłe i ja to odbieram jako rozwój dyscypliny. Zdaje sobie sprawę, że sukcesy siatkarzy przyczyniają się do postrzegania mnie jako dziennikarza sportowego. Wiem, że rok temu wygrywając, załapałem się na euforię z mistrzostw świata. Nasza siatkówka eksplodowała, jeśli chodzi o rozwój sportowy. Coraz lepiej spisują się mężczyźni i kobiety. Muszę podziękować wszystkim widzom naszego kanału Youtube "Prawda Siatki", ponieważ założyłem się z Marcinem Lepą i wiem, że oni wszyscy mi kibicują.

"Prawda Siatki" ma ponad 30 tysięcy subskrypcji. Jest to mocny siatkarski elektorat. Kanał rośnie wraz z sukcesami sportowymi.

Tak. Cieszy mnie też, że wśród kibiców siatkarskich jest coraz mocniejsza edukacja. Fanów nie da się oszukać, bo sami widzą, kto jak zagrał. Co więcej, widzowie skłaniają do innej analizy gry zawodnika. Czasami się kłócimy, bo każdy broni swojego zdania. Społeczność siatkarska jest bardzo mocna i to jest budujące.

Wraz z Marcinem Lepą jesteście wielkimi pasjonatami siatkówki. Ty od dziecka się interesowałeś tą dyscypliną, ale w tamtych latach chyba nie myślałeś, żeby komentować mecze?

Na pewno nie, jako dziecko raczej wolisz być policjantem lub strażakiem. W czasie wielkich imprez sportowych rośnie zainteresowanie dziennikarstwem. Pamiętam moje pierwsze igrzyska olimpijskie w 1988 roku. Często brałem wtedy jakąś łyżkę czy ogórka, który udawał mi mikrofon i coś tam do niego mówiłem. Nie spodziewałem się, że moje życie tak się potoczy, dużo było w tym przypadku.

 

Masz wykształcenie w zakresie zarządzania nieruchomościami. Skąd taki kierunek?

To była inna sytuacja, trochę rodzinna. Poszedłem tam ze względów właśnie na resztę familii. Jak ja się cieszę, że tego nie robię. Teraz jestem szczęśliwy, wiem, że jakbym wykonywał inną pracę, to bym się męczył. Też jesteś dziennikarzem, więc wiesz, co mam na myśli. Dlatego cieszę się, że znalazłem się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. 

 

Tym czasem był 2002 rok, a miejscem gabinet dyrektora Mariana Kmity. Z tym, że na początku chciałeś być kierownikiem produkcji. 

 

Wtedy dopiero tworzył się kanał. Rzeczywiście, nie patrzyłem na to pod kątem dziennikarstwa. Był taki pomysł, żeby przygotowywać produkcję telewizyjną, natomiast dyrektor Marian Kmita od razu powiedział: "W sobotę jedziesz zrobić wywiady". To była kwestia 10 minut rozmowy. Przyszedłem zielony jak szczypiorek, a trzy dni później pojechałem na pierwszą transmisję, która była dla mnie koszmarem. Nie spałem całą noc, a trzy proste pytania cały czas powtarzałem w głowie. A później zaczęła się niesamowita praca i chęć nadrabiania czasu, straconego w czasie studiów. I właściwie spałem w Polsacie. 

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo. 


W kategorii "Komentator Sportowy" możecie oddać swój głos na Jerzego Mielewskiego. WIĘCEJ TUTAJ.

 

Możecie również głosować na inne gwiazdy telewizji Polsat. Więcej TUTAJ.

Michał Bugno, MM, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze