Po ME szczypiornistów. Nie ma zwycięstw, nie ma punktów. A nadzieja?

Piłka ręczna
Po ME szczypiornistów. Nie ma zwycięstw, nie ma punktów. A nadzieja?
fot. Adam Warżawa / PAP
Trener Patryk Rombel ma o czym myśleć po mistrzostwach Europy

Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało, nie było źle, a będzie jeszcze lepiej. Po trzech porażkach w mistrzostwach Europy piłkarzy ręcznych polscy fani sięgnęli do repertuaru sprawdzonych kibicowskich zaklęć. Ale o ile w istocie nie stało się nic, czego się nie spodziewaliśmy, o tyle nadzieja na przyszłość jest, moim zdaniem, bardzo wątła.

Optymizm podzielany przez wielu kibiców budowany jest na dwóch głównych argumentach. Po pierwsze: byliśmy bardzo blisko pokonania faworyzowanych Słoweńców i Szwedów. Po drugie: przekonaliśmy się, że mamy dużo zdolnej młodzieży, która w dającej się przewidzieć przyszłości stworzy mocną reprezentację. Niestety, nic na to nie poradzę, ale oba argumenty uważam za z gruntu fałszywe.

 

Chcieli nas ograć. I ograli

 

Mistrzostwa Europy uchodzą - i słusznie - za najtrudniejszy z turniejów piłki ręcznej. Wysoki poziom i brak słabeuszy sprawiają, że bardzo wysokie zwycięstwa, nie mówiąc o pogromach, zdarzają się rzadko. Zresztą drużyny naprawdę mocne, które celują w strefę medalową tak przygotowują formę, by jej szczyt osiągnąć w decydującej fazie turnieju.

 

Dlatego faworyci w meczach pierwszej fazy skupiają się wyłącznie na tym, by zgromadzić liczbę punktów wystarczającą do awansu do kolejnej rundy. Styl i rozmiary poszczególnych zwycięstw nie mają znaczenia.

 

W ostatniej dekadzie to Biało-czerwoni często występowali w trudnej roli faworytów. Jadąc na mistrzostwa świata lub Europy po to, by bić się z najlepszymi o medale, "po drodze" musieli wygrać z niżej notowanymi rywalami. Byle jak, byle wygrać. I często tak właśnie wygrywali.

 

W 2010 roku z Czechami 35:34, w 2011 ze Słowacją 35:33 i z Argentyną 24:23, w 2014 z Białorusią 31:30, w 2016 z Macedonią 24:23. W każdym z tych starć byliśmy faworytem ale musieliśmy udowodnić to na boisku. I udowadnialiśmy. Robiliśmy dokładnie to, co do nas należało. Dokładnie to, co w ostatnim tygodniu zrobiły w meczach z nami Słowenia i Szwecja.

 

I nie, nikłe porażki ze Słoweńcami i Szwedami w tym roku, nie oznaczają, że już za rok-dwa my tych rywali dogonimy i przegonimy. Tak, jak po 2010 roku nie przegonili nas Czesi, a po 2011 w światowej hierarchii nie wyprzedzili nas Słowacy ani Argentyńczycy. Bo to tak nie działa.

 

W bramce nie jest źle

 

Jeśli w dającej się przewidzieć przyszłości spotkamy się ponownie ze Słowenią lub ze Szwecją w meczu o stawkę, to ponownie nasi rywale będą faworytem. I bardzo prawdopodobne, że znowu wygrają. Tym bardziej, że - i tu dochodzimy do drugiej fałszywej przesłanki, na której część kibiców buduje swój optymizm - trzy grupowe mecze ME 2020 wcale nie pokazały, że polski szczypiorniak ma jakiś niesamowity potencjał.

 

Do obalenia tezy o rzekomym potencjale wystarczy na dobrą sprawę wspomnienie meczu ze Szwajcarią, ale gwoli rzetelności przyjrzyjmy się dokonaniom naszej kadry bliżej.

 

O tym, że mamy przyzwoitych bramkarzy - wiedzieliśmy. Mateusz Kornecki i Adam Morawski wypadli tak, jak można było się spodziewać. Obaj trzymali przyzwoity poziom, ale też żaden z nich w najlepszej siódemce turnieju nie wyląduje. Tak czy siak, ten duet plus pozostający w odwodzie Piotr Wyszomirski, pozwalają myśleć o obsadzie bramki ze spokojem.

 

Trzech skrzydłowych - jeden zdrowy

 

Analizując kolejne pozycje, trudno jednak ten spokój zachować. Już w przypadku skrzydłowych widać jak na dłoni, jakim nieporozumieniem jest mówienie o potencjale polskiej drużyny. Talent na miarę skrzydłowego europejskiego formatu ma Arkadiusz Moryto, to prawda, ale żeby snuć optymistyczne plany na przyszłość musielibyśmy mieć takich Morytów czterech - tylu, ilu skrzydłowych zabiera się na wielkie imprezy.

 

A oprócz skrzydłowego Vive mamy tylko duet z Płocka. Czyli znakomitego, ale już nie najmłodszego Przemysława Krajewskiego i Michała Daszka, którego z EURO wykluczyła kontuzja, a którego Patryk Rombel i tak szykował raczej na środek rozegrania.

 

Kontuzje Daszka (przed turniejem) oraz Krajewskiego (już w trakcie) sprawiły, że w meczach ze Szwajcarią i Szwecją polskie orły machały skrzydłami bardzo nieśmiało. Dość powiedzieć, że w dwóch wspomnianych meczach Moryto rzucił sześć bramek, a jego trzech kolegów po fachu (Jarosiewicz, Bondzior, Czuwara) - w sumie - dwie! Trzech skrzydłowych, przez 120 minut, dwie bramki, w sumie! Jak to w ogóle brzmi...

 

Na kole bez szału

 

Na kole kłopotów bogactwa też nie ma. Kamil Syprzak kolejny raz nie udźwignął niestety roli lidera. Numerem jeden na tej pozycji wydaje się zatem Maciej Gębala. I tak, zdrowy i w formie może dać reprezentacji dużo. Ktoś jeszcze? Oczywiście Dawid Dawydzik - jeden z najbardziej przejmujących przykładów smutnego losu polskich kibiców.

 

Chłopak urodził się w 1994 roku, w Szwecji rozegrał 53 minuty i rzucił trzy bramki. Jeśli wynikiem tego równania jest "młody - zdolny" to świadczy to o desperacji oceniających, a nie klasie ocenianego. Może Dawydzik okaże się zbawcą kadry, a może nigdy nie odegra w niej poważniejszej roli. Nie wiem. Wiem, że tego nie da się stwierdzić na podstawie turnieju, w którym rozegrał w sumie 53 minuty - mniej niż trwa jeden mecz!

 

Desperacja kibiców

 

Drugim, jeszcze bardziej jaskrawym przykładem na to, z jak wielkim utęsknieniem polscy fani wypatrują jakichkolwiek promyków nadziei jest Michał Olejniczak. Środkowy rozgrywający rzucił w mistrzostwach Europy trzy bramki (na siedem prób), zaliczył jedną asystę, a na parkiecie spędził raptem 41 minut. Wypowiadać się wiążąco o przyszłości Olejniczaka, mając tak niewiele danych, mógłby chyba tylko wróżbita Maciej.


Jasne, Olejniczak ma talent, tak, jest młody, ale też nie udawajmy, że 19-latek na środku rozegrania to historia bez precedensu. Sander Sagossen na EURO 2016 do Polski przyjechał jako 20-latek. I skończył w najlepszej siódemce turnieju. Aron Palmarsson w wieku 19 lat trafił do THW Kiel i w pierwszym sezonie wygrał Ligę Mistrzów, a w jego trakcie zdobył brąz ME w Austrii. Michał Olejniczak nie zadebiutował jeszcze w polskiej Superlidze.

 

Nie odmawiam Olejniczakowi talentu, nie odbieram prawa do marzeń o wielkiej karierze. Ale warto zachować umiar w kreśleniu przed nim świetlanej przyszłości. Innych środkowych rozgrywających na poziomie gwarantującym sukces w wielkich imprezach nie widać.

 

Starsi, ale nie lepsi

 

Ubogo wyglądają również boki rozegrania. Antoni Łangowski i Rafał Przybylski kilka lat temu mieli minimalne szanse na grę w reprezentacji. Teraz grają. A przecież po tych kilku latach nie są lepsi, są jedynie starsi. Tylko konkurencja im się wykruszyła. Co nie zmienia faktu, że na nich reprezentacji zdolnej do ogrywania Słoweńców i Szwedów nie zbudujemy.

 

Zostaje więc Szymon Sićko - z 15 golami nasz najskuteczniejszy zawodnik EURO 2020. Ze zdrowym Tomaszem Gębalą może bez wątpienia stworzyć ciekawy duet na lewym rozegraniu. Ale czy na miarę zestawu Karol Bielecki - Michał Jurecki? Oj, będzie trudno.

 

Choć i tak łatwiej niż na prawej stronie rozegrania. Za Maciejem Majdzińskim pierwsza w karierze wielka impreza. Wciąż ma ich zatem na koncie mniej niż poważnych kontuzji. Za to chyba więcej niż realnych konkurentów do gry na tej pozycji.

 

Trzy lata na poprawę

 

Podsumowując: faktycznie nic się nie stało. Polacy zagrali w Goteborgu tak, jak umieli. Trudno na poważnie wnosić pretensje, że nie zagrali tak, jak grać nie umieją. Ale trudno też na poważnie traktować głosy mówiące o tym, że w Szwecji widzieliśmy drużynę, której właściwie już tylko doświadczenia brakuje do skutecznej rywalizacji z najlepszymi. Nie, brakuje zdecydowanie więcej.

 

Czy te braki uda się wyeliminować? Nie wiem. Wiem tylko, że na ich nadrobienie mamy trzy lata. Jeśli na mistrzostwach świata, które w 2023 roku zorganizują wspólnie Polska i Szwecja nie wystawimy zespołu, który porwie kibiców, to stracimy kolejną okazję na wyciągnięcie polskiej piłki ręcznej z głębokiego kryzysu...

Szymon Rojek, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze