Wszystkie przypadki Fabiańskiego. Kontuzja zabierze mu występ na Euro 2020?

Piłka nożna
Wszystkie przypadki Fabiańskiego. Kontuzja zabierze mu występ na Euro 2020?
Fot. Cyfrasport

W 2006 i 2008 roku pobierał turniejowe nauki. W 2012 roku z Euro wykluczyła go kontuzja, a w 2016 i 2018 przegrał rywalizację z Wojciechem Szczęsnym. Czy uraz biodra, którego doznał niedawno, może przeszkodzić mu w tym, by w końcu rozpoczął wielki turniej będąc numerem 1? W czasie gdy "Fabian" rozpoczął kolejny w swej karierze wyścig z czasem, przypominamy historię jego wzlotów i upadków. Te drugie powodowane były głównie przez kontuzje.

To był jeden z najbardziej pechowych dni w życiu Łukasza Fabiańskiego. Trening w austriackim Lienz dobiegł końca, zmęczeni reprezentanci schodzili już do szatni. Na boisku zostało jeszcze kilku z nich, między innymi Fabiański i Marcin Wasilewski. Ten pierwszy – bronił, drugi strzelał rzuty karne. Właściwie to wystrzelał już cały magazynek, ale poprosił o jeszcze jeden raz. Uderzył, Fabiański rzucił się, obronił – i przez kilka kolejnych tygodni nie obronił już żadnego strzału.

 

Ostatni strzał przed Euro

 

Uraz barku zaprzepaścił wielomiesięczną rywalizację z Wojciechem Szczęsnym o to, kto stanie w bramce kadry w meczu z Grekami, inaugurującym Euro na polskiej ziemi. Murowanym faworytem był Szczęsny, ale gdyby nie kontuzja, prawdopodobnie to Fabiański (który wcześniej zagrał świetnie z Łotwą), a nie Przemysław Tytoń, wszedłby do bramki po czerwonej kartce Szczęsnego z Grecją. Zamiast tego, „Fabian” turniej obejrzał rehabilitując się. – Rozumiem jego ból, przechodziłem przez to cztery lata temu, przed Euro 2008. To bardzo mocny chłopak, wszyscy jesteśmy razem z nim. Wierzę, że wróci do nas silniejszy – mówił wtedy kapitan reprezentacji Jakub Błaszczykowski.

 

Na ten turnieju już nie wrócił. Fabiański poleciał do Londynu, a z Wysp Kanaryjskich Franciszek Smuda sprowadził Grzegorza Sandomierskiego, który cały turniej był trzecim bramkarzem. Co ciekawe – podobno głównie z powodu urazu – upadł wtedy transfer „Fabiana” do… West Hamu.

 

Na mundial zamiast Dudka

 

Powołanie Sandomierskiego było zaskakujące, choć nie tak, jak decyzja Pawła Janasa, który w 2006 roku postanowił zabrać Fabiańskiego na mundial do Niemiec. Szalone wtedy było wszystko – i wybory Janasa, który nie powołał na mundial Jerzego Dudka i sposób informowania o powołaniach - zawodnicy dowiadywali się o nich z telewizji; szalone było też włączenie do kadry 21-latka z Legii Warszawa, który o tym, że jedzie na mistrzostwa, dowiedział się na lotnisku w Szwajcarii, gdzie poleciał rozegrać mecz młodzieżówki. Podróż za Odrę (nota bene Fabiański przez granicę przechodził wielokrotnie piechotą, bo wychował się w Kostrzynie nad Odrą), miała być, w planie Janasa, przetarciem dla Fabiańskiego, który na lata mógł być numerem jeden w polskiej bramce. Ale los bywał dla Fabiańskiego bezlitosny.

 

W 2012 roku wyeliminowała go kontuzja barku. Cztery lata wcześniej – będący w życiowej formie Artur Boruc. Cztery lata później – Wojciech Szczęsny. Tak samo jak w 2018 roku. Kilka miesięcy temu wydawało się, że w końcu nadchodzi czas „Fabiana”. We wrześniu selekcjoner Jerzy Brzęczek ogłosił, że w eliminacjach mistrzostw Europy to Łukasz będzie numerem 1. Na niecały rok przed Euro 2020 stał się faworytem wyścigu. Gdy wszystko zaczęło się układać, przyszła, a jakżeby inaczej, kontuzja.

 

Tym razem jest dużo lepiej, niż w 2012 roku, ale sytuacja i tak jest trudna. W październiku ubiegłego roku bramkarz West Hamu doznał kontuzji, która zakończyła się operacją stawu biodrowego. Polak miał pauzować przez trzy miesiące, ale do gry udało mu się wrócić wcześniej – w grudniu. W meczu z Leicester Fabiański nie zachował co prawda czystego konta, ale udało mu się obronić rzut karny. Gdy wydawało się, że 34-letni golkiper problemy zdrowotne ma za sobą, opuścił boisko już w 15 minucie meczu 22. kolejki Premier League z Sheffield. Odnowiony uraz stawu biodrowego sprawił jednak, że piłkarz znów wypadł z gry na kilka tygodni. Angielscy dziennikarze prognozowali nawet, że Polak może pauzować do końca sezonu, ale ostatecznie West Ham poinformował na oficjalnym koncie na Twitterze: „Badania wykazały, że Łukasz będzie kilka tygodni poza akcją. Jesteśmy razem z tobą!”. Nawet kilka tygodni zmniejsza jednak szanse Polaka na bycie pierwszym wyborem Brzęczka, szczególnie, gdyby okazało się, że nie wróci do gry przed marcowymi meczami z Finlandią i Ukrainą.

 

Długa lista kontuzji

 

Lista kontuzji Fabiańskiego jest długa. W 2011 roku na rozgrzewce przed meczem z Manchesterem City odbił piłkę kopniętą przez Szczęsnego, upadł nieszczęśliwie i miesiąc później musiał przejść zabieg barku. Po powrocie do zdrowia zagrał kilka meczów, w tym w Lidze Mistrzów z Olympiakosem Pireus i skręcił kolano. Kolejny uraz miał miejsce w kwietniu 2013 roku, gdy został kopnięty w żebra podczas meczu Arsenalu z Norwich City.

 

Żaden uraz nie przeszkodził mu w 2008 roku. Wtedy kontuzja wykluczyła z powołania na turniej w Austrii i Szwajcarii Tomasza Kuszczaka, który na jednym z treningów stłukł pośladek. Walka o miejsce w bramce toczyła się między Fabiańskim, a Borucem, ale w rzeczywistości grać mógł tylko gwiazdor Celticu. Mimo, iż na mistrzostwach w 2008 roku Polska zdobyła tylko jeden punkt, Boruc był jedynym światełkiem w ciemnych czasach polskiego futbolu.

 

Decyzję o tym, że w bramce stanie Boruc, podjął m.in. Andrzej Dawidziuk, wychowawca Fabiańskiego z MSP Szamotuły, współpracownik Leo Beenhakkera (za bramkarzy odpowiadał także Holender Frans Hoek). Nawet Dawidziuk, fan talentu „Fabiana”, nie miał wątpliwości, że bronić musi Artur. Kilka miesięcy później, gdy z kadry wyleciał Kuszczak, a Boruc znalazł się w centrum afery lwowskiej, Dawidziuk przyznał: –  Po to pojechał na mistrzostwa świata w Niemczech i EURO 2008, żeby się otrzaskać i być gotowym gdy nadejdzie jego czas. Okazuje się, że ta godzina właśnie wybiła. Czy Fabiański jest faworytem moim i Fransa Hoeka? Nie, Fabiański jest faworytem polskiej piłki.

 

Bohater ze łzami w oczach

 

Znacznie większe oczekiwania mógł mieć Fabiański – i miał – przed Euro 2016. Gdy usłyszał, że bronić będzie Szczęsny, wściekł się. Nie mógł wtedy wiedzieć, że los w końcu miał się do niego uśmiechnąć. Tym razem – kosztem młodszego kolegi. Bramkarz AS Romy zderzył się z jednym z Irlandczyków i doznał stłuczenia uda, które wykluczyło go z całych mistrzostw Europy. Od spotkania z Niemcami, aż po mecz z Portugalią, do bramki wskoczył Fabiański, który bronił jak w transie. Przede wszystkim w dramatycznym meczu ze Szwajcarią, gdy w końcówce dogrywki odbił strzał głową Erena Derdiyoka.  

 

Niestety, puenta turnieju nie była dla bramkarza piękna, choć zapamiętała ją cała piłkarska Polska. Fabiański nie obronił żadnego rzutu karnego Portugalczyków (wcześniej nie udało mu się też odbić żadnej piłki uderzanej z jedenastu metrów przez Szwajcarów) i w wywiadzie dla Polsatu Sport popłakał się. – Mam do siebie wielkie pretensje. Nie pomogłem naszej drużynie w dwóch seriach rzutów karnych. Odpadnięcie po rzutach karnych bardzo boli – przyznał na antenie.

 

Gdy łzy wyschły, Fabiański wyciągnął wnioski – po mistrzostwach zaczął trenować rzuty karne, zawziął się, że nigdy nie powtórzy się sytuacja, gdy za każdym razem błędnie wybierał kierunek interwencji. Od meczu z Portugalią na Euro 2016 Polak obronił strzały z jedenastu metrów Joe’a Rallsa z Cardiff, Demaraia Gray'a z Leciester City, Wayne'a Rooneya z Evertonu czy Xherdana Shaqiriego ze Stoke City.

 

Ostatnia szansa?

 

Okazji do bronienia rzutów karnych nie miał na mistrzostwach świata w Rosji, na które jechał jako jedyny z reprezentantów, który miał jakiekolwiek czynne doświadczenie z mundialu. Ale w bramce znów stanął Szczęsny, którego forma z przegranych meczów z Senegalem i Kolumbią pozostawiała wiele do życzenia. Fabiański finalnie zadebiutował jednak na mistrzostwach – zagrał z Japonią. Polska nie tylko wygrała. Łukasz został najlepiej ocenionym piłkarzem drużyny Adama Nawałki.

 

Dziennikarze podkreślali, że przez pierwszy kwadrans obronił więcej strzałów, niż Szczęsny w dwóch meczach. Nie zabrakło oczywiście dywagacji, co by było, gdyby od początku turnieju grał Fabiański. Ale nie grał. Być może ostatnią szansę, aby rozpocząć wielki turniej w bramce, będzie miał w tym roku. I wydaje się, że jeśli 34-latek będzie zdrowy, to nie jest wykluczone, że mu się w końcu uda. 

 

Na szczęście uraz, którego doznał podczas meczu z Sheffield, dodajmy po zaledwie dwóch ligowych występach poprzedzonych trzymiesięczną przerwą na zabieg i rehabilitację, nie jest bardzo groźny. To tak naprawdę stan zapalny w okolicach szwów po poprzedniej operacji stawu biodrowego. Przerwa w treningach ma potrwać kilka tygodni. Fabiański zaczął swój kolejny w karierze wyścig z czasem.

Sebastian Staszewski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze