Historyczna zmiana warty pod Wawelem. Cracovia walczy o mistrzostwo, Wisła - o utrzymanie

Piłka nożna
Historyczna zmiana warty pod Wawelem. Cracovia walczy o mistrzostwo, Wisła - o utrzymanie
fot. Cyfrasport

Czasy, gdy Wisła Kraków seryjnie zdobywała mistrzostwa Polski, a Cracovia jej tylko zazdrościła, już minęły. Dziś to „Pasy” walczą o tytuły i szczycą się stabilną kondycją finansową, a Wisła, uwikłana w budżetowe i organizacyjne problemy, nerwowo chwyta się brzytwy, by utrzymać się w Ekstraklasie.

Kibice z wiślackiej strony Błoni wciąż lubią sentymentalnie zanucić, że „każdy to powie, Wisełka rządzi w Krakowie”. Dziś przyśpiewka jest jednak co najwyżej reliktem złotych czasów Wisły, która rządziła nie tylko w mieście, ale i całej piłkarskiej Polsce. Gdy „Biała Gwiazda” rozpaczliwie poszukuje środków na przetrwanie i drży o utrzymanie, Cracovię na przeciwległym krańcu tabeli PKO BP Ekstraklasy wyprzedza już tylko lider, Legia Warszawa, która nad podopiecznymi Michała Probierza ma zaledwie dwa punkty przewagi. I wiele wskazuje na to, że obecny układ sił w Krakowie może nie zmienić się przez kilka lat.

 

Pan M. bez matury

 

Rozpisany na akty dramat Wisły to kolaż wszystkich plag, które przez kilka lat nawiedziły stadion przy Reymonta. W 2013 roku Tele-Fonika, firma miliardera Bogusława Cupiała, który na dwie dekady wcielił się w rolę mecenasa „Białej Gwiazdy”, popadła w tarapaty finansowe. Aby ją ratować, Cupiał zdecydował się na pożyczki, tym razem dla siebie, z których uzyskaniem miał jednak problem, bo banki nie chciały finansować m.in. deficytowego klubu. W końcu biznesmen podjął trudną dla siebie decyzję i w 2017 roku postanowił sprzedać Wisłę. Jak podliczył „Forbes”, kilkunastoletni mariaż z Wisłą kosztował go ponad 200 mln zł. Jak ponury żart brzmi więc informacja, że Cupiał oddał swoje „dziecko” za… 300 tys. zł (choć umowa zakładała spłatę 5 mln zł). Nabywcą był Jakub M., który - jak okazało się po kilku tygodniach - podrobił gwarancje bankowe, nie posiadał żadnego majątku i został skazany prawomocnym wyrokiem za posługiwanie się sfałszowanym świadectwem dojrzałości.

 

„Pan Marek Citko zaproponował, że w świetle zamieszania medialnego, które powstało wokół mojej osoby, jest gotowy przejąć sto procent udziałów. Ze względu na to, że nie wyraziłem zgody na natychmiastową sprzedaż wszystkich udziałów, podjął decyzję o rezygnacji” – mówił oficjalnej stronie internetowej Wisły M., tłumacząc uciekającego z projektu agenta, który także mu uwierzył. Zaraz po tym chęć kontynuowania zabawy w szefa klubu stracił sam M., ale niesmak, jak w dowcipie, pozostał.

 

Krakowska wojenka

 

Jeżeli ktoś sądził, że pojawienie się i zniknięcie Jakuba M. było kulminacją wiślackiego dramatu to kolejne tygodnie brutalnie wyprowadzały z tego błędu. Przejęcie klubu przez Towarzystwo Sportowe, nieoficjalne rządy Pawła M. ps. „Misiek”, Grzegorza Z. ps. „Zielak” i pozostałych bandytów z gangu Sharksów, budzące dziś tylko śmiech „kupowanie” klubu przez rzekomego członka kambodżańskiej rodziny królewskiej Vannę Ly i Szweda Matsa Hartlinga, przelew na 12 mln zł, który do dziś nie dotarł do Krakowa i nigdy tam nie dotrze. Tak samo jak szemrani „biznesmeni”, którzy zniknęli bez śladu…

 

Jednocześnie na światło dzienne, m.in. dzięki reportażowi Szymona Jadczaka z TVN24, wyszło wiele faktów: rządom kiboli towarzyszyło wyprowadzanie z kasy pieniędzy (za pomocą Marzeny S. i Damiana D.), zatrudnianie na Reymonta chuliganów, doprowadzenie drużyny na skraj zapaści. Gdyby nie misja ratunkowa Jakuba Błaszczykowskiego, Jarosława Królewskiego oraz Tomasza Jażdżyńskiego, z udziałem Rafała Wisłockiego, który z trenera młodzieży stał się nagle prezesem, Wisła grałaby co najwyżej na poziomie IV ligi. Sytuacja wciąż jest trudna, o czym przypomina prezes Piotr Obidziński. „Doprowadziliśmy klub do tego, by operacyjnie nie generował strat. Zyski z transferów i dodatkowych sponsorów idą jednak na spłatę długów. Spłacamy też ugody z piłkarzami, które kosztują miesięcznie Wisłę kilkaset tysięcy złotych” – pod koniec roku tłumaczył „Przeglądowi Sportowemu” Obidziński.

 

Dodatkowo w Krakowie od jakiegoś czasu głośno o kolejnej wewnętrznej wojence, tym razem między „grupą ratunkową”, a Towarzystwem Sportowym. O co chodzi? Błaszczykowski, Królewski i Jażdżyński mieli przejąć pakiet 100 proc. akcji piłkarskiej Wisły, ale przez kolejne miesiące nie mogą porozumieć się z TS-em. Tak samo, jak w kwestii akademii piłkarskiej, herbu i nazwy oraz długu wobec Tele-Foniki.

 

Plan Profesora

 

W tym samym czasie po drugiej stronie Błoni trwała zaplanowana na wiele lat operacja budowy silnej Cracovii. Gdy w 2002 roku Wisła ogrywała w Pucharze UEFA Parmę i Schalke, jej sąsiadka błąkała się po trzecioligowych boiskach. Przyjście dwa lata później profesora Janusza Filipiaka, który dopiero w 2011 roku został większościowym akcjonariuszem „Pasów”, odmieniło wszystko. Filipiak, także miliarder, właściciel informatycznego giganta Comarchu, poszedł całkiem inną drogą niż Cupiał: budował organicznie, czasem mozolnie, nie palił pieniędzmi w transferowych piecach. Chociaż jemu też zdarzały się dziwne decyzje, jak zwolnienie zatrudnionego chwilę wcześniej na dziesięć lat trenera Wojciecha Stawowego.

 

Filipiak po kolejnych chudych latach wyciągnął wnioski i latem 2017 roku zatrudnił Michała Probierza, twórcę sukcesów Jagiellonii Białystok, który, siedząc na walizkach, czekał na oferty z Grecji i Turcji. Zadzwonił jednak właściciel Cracovii, zaproponował imponującą pensję i Probierz zamiast na południe, wybrał się do Krakowa. A tam w styczniu 2019 roku został… wiceprezesem klubu. To była bezprecedensowa decyzja profesora, który sprawił, że przełożonym Michał Probierza został Michał Probierz. Ale Janusz Filipiak wrzucił jednocześnie na barki szkoleniowca jeszcze większą odpowiedzialność za Cracovię. Takiej władzy w Ekstraklasie nie miał dotychczas żaden trener.

 

A Probierz trener-wiceprezes szybko udowodnił, że biznesowy zmysł Filipiaka jest wytrawny. Cracovia to jeden z najmądrzej zarządzanych polskich klubów. I jeden z najbogatszych, a na pewno najstabilniejszych finansowo. W maju 2019 roku Filipiak mówił „Gazecie Krakowskiej”: „Będziemy mieli większy budżet, głównie przez to, że będziemy mieć więcej zawodników „wysokobudżetowych” (…) Zaczynamy więc działać, powiedziałbym, na bogato”.

 

Transferowy dysonans

 

Trudno dziwić się, że targana problemami Wisła, którą w międzyczasie opuściło kilku piłkarzy (Zoran Arsenić, Jesus Imaz, Martin Kostal czy Tibor Halilović), zaczęła zmierzać w stronę dna tabeli. Ofiarą kłopotów stał się trener Maciej Stolarczyk, bez którego Wisła nie przetrwałaby najtrudniejszych chwil. Dziś zespół prowadzony przez Artura Skowronka zajmuje piętnaste, przedostatnie miejsce w PKO BP Ekstraklasie i do bezpiecznej strefy traci cztery punkty.

 

By uciec spod czerwonej latarni szefowie Wisły chwycili się brzytwy i rzucili się w wir transferów. Do drużyny na zasadzie wypożyczenia trafili: Nikola Kuveljić z Javora Ivanjica, Mateusz Hołownia z Legii Warszawa, Lubomir Tupta z Hellas Verona i znany z Piasta Gliwice Hebert, który ostatnio grał w drugiej lidze japońskiej. Na stałe sprowadzono także reprezentanta Kazachstanu Gieorgija Żukowa z Kajratu Ałmaty. A podobno wciąż możliwe jest ponowne pozyskanie Sławomira Peszki z Lechii Gdańsk. Wszystko po to, aby Wisła nie spadła z ligi, choć nerwowe, nieco chaotyczne transfery, nie ułatwią i tak skomplikowanej pracy Skowronka.

 

Ze znacznie większym rozmachem zaczęły działać „Pasy”. Majstersztykiem transferowym było już sprowadzenie za mniej niż 100 tys. euro reprezentanta Rumunii Sergiu Hanci, ale zimowe okno pokazało, że Cracovia mierzy wyżej. Tak oceniać trzeba transfer Marcosa Alvareza, podstawowego napastnika drugoligowego niemieckiego Osnabrucka, który do klubu dołączy 1 lipca. Probierz na swojej liście miał także Damjana Bohara z Zagłębia Lubin, Jorge Felixa z Piasta Gliwice i Dino Hoticia z NK Maribor, ale tu ceny były zaporowe (Hotić ostatecznie opuścił Słowenię, przenosząc się do Belgii za 1,2 mln euro). Patrząc jednak na pracę, jaką przy Kałuży wykonał szkoleniowiec "Pasów", można podejrzewać, że pozostałe zimowe zakupy - Thiago i Florian Loshaj - wiosną mogą przynieść klubowi sporo pożytku.

 

„Potrzebujemy kreatywnych zawodników, którzy robią coś z niczego. Cieszę się, że wyprzedziliśmy innych. Chciało go wielu, wybrał nas” – tak Probierz mówił o kupionym z Sandecji Nowy Sącz Thiago.

 

Liga z derbami Krakowa

 

Mądrze prowadzone finanse (budżet Cracovii wynosi dziś ok. 50 mln, dla porównania Wisły - 30 mln zł) oraz zaufanie, które otrzymał Probierz, wydają się kluczowe w planie Filipiaka. Tym samym, czym teraz w Krakowie, Probierz odwdzięczył się prezesowi Jagielloni Cezaremu Kuleszy, który wielokrotnie był namawiany, aby Probierza zwolnić. Nie zrobił tego jednak nawet w sytuacji, gdy klub z Białegostoku był w strefie spadkowej.

 

Kulesza wytrzymał ciśnienie, Probierz utrzymał drużynę, a w kolejnym sezonie zdobył wicemistrzostwo Polski. Podobnie wygląda droga Probierza przy Kałuży. W pierwszym sezonie klub zajął dziewiąte miejsce, kończąc ligę w grupie walczącej o utrzymanie, w drugim awansował do europejskich pucharów (czwarte miejsce w lidze), teraz jest tuż za podium, tracąc do liderującej Legii Warszawa tylko dwa punkty.

 

Ale momentów kryzysowych nie brakowało, jak wtedy, gdy we wrześniu 2017 roku po porażce 1:3 z Wisłą Płock drużyna Probierza nie potrafiła odnieść zwycięstwa w ósmym kolejnym spotkaniu i z dorobkiem sześciu punktów zajmowała ostatnie miejsce w tabeli. „Posada Probierza zagrożona” – donosili dziennikarze, ale Janusz Filipiak nie zrobił nerwowych ruchów i dziś dumnie może nazywać się właścicielem wicelidera PKO BP Ekstraklasy i jednej z najlepszych ligowych ekip.

 

W Wiśle nastroje są odmienne. Nadziei jest niewiele - główną jest osoba Jakuba Błaszczykowskiego, który ma przecież 34 lata i sporo za sobą. Inne? Wysoka forma 36-letniego Pawła Brożka i 35-letniego Rafała Boguskiego czy brak kontuzji 39-letniego Marcina Wasilewskiego. Wszyscy liczą też na warsztat szkoleniowy trenera Skowronka, odrobinę szczęścia i wsparcie kibiców. Nie tylko zresztą po tej stronie Błoni powinno zależeć, aby Wisła utrzymała się w lidze. Przecież trudno wyobrazić sobie krajobraz piłkarskiej Polski bez derbów Krakowa. Bez różnicy, który klub jest akurat w tabeli wyżej. 

 

Sebastian Staszewski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze