Frankowski: W Chicago Fire wiedzą, że reprezentacja to dla mnie priorytet

Piłka nożna
Frankowski: W Chicago Fire wiedzą, że reprezentacja to dla mnie priorytet
fot. Cyfrasport

Przemysław Frankowski po noworocznej przerwie wrócił do USA pełen entuzjazmu, bo przez rok spodobały mu się życie w USA i liga MLS. - Choć liczę na udany sezon w klubie, to w tym roku jednak priorytetem jest kadra i mistrzostwa Europy - powiedział 24-letni skrzydłowy Chicago Fire.

Wrócił pan do USA po dłuższej przerwie. W jakim nastroju?

 

Przemysław Frankowski: Jestem podekscytowany, bo wróciłem do tego samego miejsca, ale do jakby zupełnie nowego klubu. W przerwie zimowej w Fire nastąpiło bardzo dużo zmian. Będziemy grać na innym stadionie, mamy nowego szkoleniowca, drużyna też nie będzie taka sama. Jestem ciekawy, jak ten projekt będzie wyglądać.

 

Zanim porozmawiamy o jubileuszowym, 25. sezonie MLS, proszę podsumować swój pierwszy rok za oceanem. Jakie plusy i minusy?

 

Po stronie plusów z pewnością można zapisać dwa ostatnie miesiące w lidze, kiedy w każdym meczu zaliczyłem albo asystę, albo bramkę. Kilka razy strzeliłem gola i miałem asystę w jednym spotkaniu. To były ważne momenty, bo walczyliśmy o miejsce w play off i czułem, że pomagam drużynie. Niestety, do awansu trochę zabrakło, co jest oczywiście minusem. Wydaje się też, że moje statystyki mogły być lepsze, ale to wynikało głównie z początku sezonu, kiedy potrzebowałem trochę czasu na aklimatyzację w USA i poznanie ligi.

 

Ekipa Fire kadrowo wyglądała na bardzo silną. Bastian Schweinsteiger, Nemanja Nikolic, Aleksandar Katai, Nicholas Gaitan - te nazwiska są znane kibicom na całym świecie. Kto spośród tej czwórki wywarł na panu najlepsze wrażenie?

 

Trudno powiedzieć, bo to naprawdę świetni zawodnicy. Bastian to klasa sama w sobie. "Niko", z którym dzieliłem pokój na wyjazdach i zgrupowaniach, jest wiecznie uśmiechnięty. Myślę, że gdybym musiał wskazać jednego, którego podpatrywałem to jednak Katai. To piłkarz o ogromnych możliwościach, który jedną dobrą akcją mógł odmienić losy meczu. Szczególnie skuteczny był w pojedynkach jeden na jeden. Gdybym na skrzydle uzyskał takie ogranie jak on, to byłoby świetnie. Jego problemem była jednak niestabilna forma. Dobre mecze przeplatał słabymi.

 

MLS to inna liga niż polska ekstraklasa, ale czy da się je jakoś porównać?

 

Inne jest całe otoczenie. Kilkugodzinne loty na mecze, dużo czasu w hotelach, a mniej na treningi. Mecze o różnych porach w różnych strefach czasowych. Jednak poziomem wcale nie ustępuje ligom w Europie. Tutaj naprawdę nikt nie odpuszcza. Pamiętam jak raz podczas gry towarzyskiej nasz zawodnik Dax McCarty ruszył całym impetem do wślizgu. Zawodnik po drugiej stronie zacisnął zęby i... doszło do potężnej kolizji. Myślałem, że obaj po tym wszystkim będą ciężko kontuzjowani, a oni wstali i natychmiast pogonili za piłką.

 

Wspomniał pan o powrocie do niejako nowego klubu. Podoba się logo?

 

Przemilczę. Nie wiem, kto za to odpowiada, ale na szczęście grają piłkarze, a nie herby. Nie ma już trenera Veljko Paunovica, którego bardzo szanowałem. Po wiadomości o jego zwolnieniu podziękowałem mu, że stałem się lepszym piłkarzem. To dobry szkoleniowiec, który bardzo przeżywał mecze, ale chyba zaważył fakt, że nie awansowaliśmy do play off. W szatni też się przewietrzyło. Nie ma "Schweiniego", "Niko" czy Gaitana. Katai przeniósł się do Los Angeles, a McCarty do Nashville. Ale dla mnie najważniejsze jest, aby się przygotować się do sezonu najlepiej jak się da. Nie będę patrzył, ilu zawodników zostało, bo przyjdą nowi. Wiem, że sporo będzie też teraz zależeć ode mnie.

 

Co wie pan na temat nowego trenera Raphaela Wicky'ego?

 

Niewiele. Szwajcar grał w Werderze Brema, Atletico Madryt i Hamburgerze SV. Pracował z młodzieżówkami w Basel, gdzie odnosił spore sukcesy. Ostatnio trenował kadrę USA do lat 17, więc z pewnością zna się na rzeczy. Na pewno trzeba mu dać czas i... ciężko pracować z przekonaniem, że będzie lepiej. I grać tak, abyśmy w 2020 powrócili do play off.

 

Pana postawa w MLS toruje drogę kolejnym Polakom. Czuje się pan odpowiedzialny za to, że w MLS jest moda na Biało-Czerwonych?

 

Nie tylko ja na to pracuję! Kacper Przybyłko miał świetny sezon, był skuteczny. Przemek Tytoń w końcówce sezonu bronił rzuty karne i zachowywał czyste konto. Każdy z nas robi swoje i dzięki temu czuć, że polski rynek nie jest pomijany przez skautów z MLS. Cieszę się, że dołączył do nas Adam Buksa i najprawdopodobniej już wkrótce Jarek Niezgoda. Jest także dwójka braci Słonina, którzy tu się urodzili, ale świetnie mówią po polsku. Są w szerokiej kadrze Fire. Młodszy, zaledwie 15-letni Gabriel to bardzo utalentowany bramkarz, a trzy lata starszy Nicholas to dobrze spisujący się w akademii obrońca. Będzie z nich pociecha.

 

Czy Niezgoda lub Buksa pytali pana o MLS?

 

Jarek nie, a Adam pytał o miasto, o ligę. O MLS i Bostonie opowiadałem mu w samych superlatywach. Powiedziałem mu, żeby się pakował i przyjeżdżał. Dostał szansę, żeby wyjechać z Polski i sprawdzić się w lidze, która wciąż idzie do przodu. Nie można też przecenić tego, że życie tutaj jest zupełnie inne niż nad Wisłą. Ja i moja rodzina jesteśmy tutaj szczęśliwi. Zostaliśmy dobrze przyjęci również przez Polonię. Nie miałem jeszcze okazji zwiedzić Stanów Zjednoczonych, bo zwykle oglądamy drapacze chmur w drodze z lotniska do hotelu albo odwrotnie, ale osobiście najbardziej podobało mi się w Los Angeles i Orlando. Tam jest ciepło, a ja lubię taki klimat.

 

Rok 2020 to jednak przede wszystkim mistrzostwa Europy. Będą zgrupowania, mecze towarzyskie, wreszcie sam turniej. Czy klub nie będzie robił problemów z puszczaniem pana na kadrę?

 

Powiem szczerze, że nie myślałem o tym. Nie patrzę zbyt daleko w przyszłość, bo wiem, że to, czy znajdę się w kadrze będzie zależeć od mojej dyspozycji w pierwszych meczach sezonu. Co będzie dalej, zobaczymy. Klub od samego początku wie, że kadra to dla mnie priorytet, więc jeśli będzie forma i przyjdzie powołanie to nikt nie będzie mi robić żadnych problemów.

 

Pana gol z Macedonią zadecydował o zwycięstwie, zdobyciu trzech punktów i przypieczętował nasz awans na Euro. Czy to było najważniejsze trafienie w pańskiej karierze?

 

Z pewnością to była dla mnie wymarzona bramka, bo każdy piłkarz - już jako dziecko - myśli o strzelaniu dla reprezentacji. Ale przede mną sporo gry i myślę, że ten najważniejszy gol dopiero przyjdzie.

 

Na co będzie stać "Frankiego" w MLS w 2020 roku?

 

Teraz dbam o zdrowie i zasuwam, aby ruszyć z wysokiego C. Myślę o marcu i dobrym wejściu w sezon. Będę mieć chyba cztery spotkania, aby pokazać moje umiejętności trenerowi Brzęczkowi. A w klubie stać mnie, by strzelić osiem goli i dołożyć do tego z 10 asyst.

A.J., PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze