Polski hokej halowy coraz mniej liczy się w Europie

Inne
Polski hokej halowy coraz mniej liczy się w Europie
fot. Cyfrasport

Reprezentacje Polski w hokeju na trawie nie spełniły oczekiwań podczas halowych mistrzostw Europy. Męski zespół spadł z elity, a kobieca drużyna do niej nie awansowała. A nie tak dawno obie ekipy sięgały po medale na najważniejszych imprezach.

Polscy hokeiści na trawie prowadzeni przez tymczasowego trenera Jacka Adriana byli blisko zajęcia piątego, czy szóstego miejsca podczas mistrzostw Europy w Berlinie. Ostatecznie byli siódmi i nie utrzymali się w elicie. Z kolei podopieczne Macieja Wrzesińskiego w minioną niedzielę zakończyły rywalizację w europejskim czempionacie drugiej dywizji dopiero na czwartej pozycji, choć w gronie uczestników legitymowały się najwyższym rankingiem.

 

Polski Związek Hokeja na Trawie w związku z kłopotami finansowymi zastanawiał się, czy w ogóle wysłać reprezentacje na turnieje. Wycofanie drużyn oznaczałoby jednak konieczność gry w kolejnej edycji od trzeciej dywizji. Biało-czerwoni wystąpili na obu imprezach, ale też przygotowania męskiej kadry były mocno ograniczone.

 

Kierownik wydziału wyszkolenia PZHT Krzysztof Rachwalski nie krył rozczarowania wynikami obu polskich zespołów.

 

- Od męskiej reprezentacji nikt nie oczekiwał cudów, nie myśleliśmy o czwórce. Nie wykorzystaliśmy szansy w grupie spadkowej, gdzie mieliśmy już trzy punkty zdobyte z Ukrainą i został tylko jeden krok do wykonania, żeby się utrzymać. Straciliśmy kontrolę nad tymi ostatnimi meczami z Czechami i Belgią. Nikt nie będzie pamiętał, że pięknie przegraliśmy z Austrią czy Rosją, istotne jest miejsce, w którym znaleźliśmy się w niedzielę po południu. Jeśli chodzi o dziewczyny, to na pewno uraz Pauliny Reder miał wpływ na postawę drużyny, ale Turcja i Szkocja, z którymi przegraliśmy, były na pewno w naszym zasięgu - powiedział były selekcjoner żeńskiej reprezentacji.

 

Obie reprezentacje straciły również szansę na udział w przyszłorocznych halowych mistrzostwach świata, na których w ostatnich latach regularnie występowały. Polacy to trzykrotni srebrni medaliści tej imprezy.

 

- Mistrzostwa świata może poziomem nieco odstają od mistrzostw Europy, to jednak dla trenerów i zawodników były one prestiżową imprezą. Ona budziła zawsze takie pozytywne emocje nawet podczas samych przygotowań. Jest mi smutno i żal, że na nich nie zagramy - dodał.

 

Były trener męskiej kadry Karol Śnieżek przyczyn niepowodzeń szukał też w zmianie pokoleniowej i braku doświadczenia.

 

- Hokej na hali jest bardzo specyficzny. O wielu rzeczach decydują detale i naprawdę ważną rolę odgrywa doświadczenie, które można nabyć tylko grając dużo meczów na wysokim poziomie. Tu jedna bramka decyduje czasami o tym, czy grasz o medale, czy o utrzymanie. W przypadku męskiej reprezentacji tego doświadczenia zabrakło, szczególnie w końcówkach spotkań, gdzie "uciekał" nam wynik. Potrafiliśmy walczyć jak równy z równy z mistrzem Europy Austrią, ale tak samo graliśmy ze znacznie słabszą reprezentacją Czech - stwierdził.

 

Rachwalski uważa, że polskie drużyny będą miały coraz większy kłopot, by zakwalifikować się do grona ośmiu najlepszych reprezentacji Starego Kontynentu i ponownie walczyć o medale.

 

- Po około 10 latach przerwy Hiszpanie znów postawili na halowy hokej. Zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn wystąpią w drugiej dywizji i za dwa lata będą faworytami. To mocna nacja, mają w kim wybierać. Z kolei spadkowicze z pierwszej dywizji u kobiet Belgijki i Szwajcarki to bardzo silne zespoły i też będą chciały szybko wrócić do elity - ocenił.

 

Śnieżek, który obecnie tymczasowo prowadzi Grunwald Poznań przyznał, że halowa odmiana hokeja na trawie zawsze była jednak traktowana po macoszemu przez ministerstwo sportu.

 

- Środki w głównej mierze idą na hokej na otwartym boisku, bo to jest dyscyplina olimpijska. Z drugiej strony uważam, że warto stawiać na coś, w czym jesteśmy dobrzy. Inwestycja w hokej halowy, to inwestycja w całą dyscyplinę. Sukcesy w "halówce" mogą tylko pomóc w rozwoju dyscypliny, zwiększeniu jej medialności i zbudowaniu odpowiedniego PR. Tymczasem zabraknie nas na przyszłorocznych halowych mistrzostwach świata i na dobrą sprawą o tej odmianie hokeja nic się nie będzie mówić i pisać przez kolejne dwa lata - zauważył.

 

Jego drużyna klubowa może jeszcze uratować halowy sezon w polski wydaniu, bowiem w połowie lutego wystąpi w Klubowym Pucharze Europy, który w połowie lutego rozegrany zostanie w Poznaniu.

 

- Ostrożnie oceniam szanse, celem będzie utrzymanie się w ósemce. To bardzo trudny turniej, a niektóre kluby jak Arminen Wiedeń, czy HC Mińsk w dużej mierze stanowią o sile swoich reprezentacji. To mogą być bardziej wymagające zawody niż mistrzostwa Europy - podsumował Śnieżek.

PAP, WŁ

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze