NBA: Toronto Raptors z dziewiątym zwycięstwem z rzędu

Koszykówka
NBA: Toronto Raptors z dziewiątym zwycięstwem z rzędu
fot. PAP

Broniący tytułu koszykarze Toronto Raptors odnieśli dziewiąte z rzędu zwycięstwo w lidze NBA. W czwartek m.in. dzięki 26 punktom Serge'a Ibaki pokonali na wyjeździe Cleveland Cavaliers 115:109. "Kawalerzyści" nie wygrali na własnym parkiecie od 26 grudnia.

To była już ich 19. porażka przed własną publicznością w tym sezonie. To spotkanie należało jednak do zaciętych i w pewnym momencie Raptors prowadzili zaledwie jednym punktem (105:014). Miejscowi nie poradzili sobie jednak w końcówce i musieli pogodzić się z 36. przegraną w tym sezonie.

 

"Tak naprawdę to trudno powiedzieć, kto zagrał lepszy mecz. Od początku do końca każda piłka była bardzo ważna. Ale również takie mecze trzeba po prostu wygrywać" - skomentował trener mistrzów Nick Nurse.

 

Ważne zwycięstwo odnieśli koszykarze Atlanta Hawks. To najgorsza drużyna Wschodu, obok Cavaliers. W czwartek pokonała jednak przed własną publicznością Philadelphia 76ers 127:117, a rekord kariery ustanowił lider zespołu Trae Young. Zaledwie 21-letni koszykarz zdobył 39 punktów, odnotował też rekordowe 18 asyst i miał sześć zbiórek.

 

"Wydaje mi się, że całkiem nieźle zagrałem i to od początku do końca. Każdego dnia staję się coraz lepszy" - ocenił Young.

 

Pochwały zebrał także od zawodników drużyny przeciwnej. "Był bardzo mocny w ofensywie. Skupialiśmy się na tym, by utrudnić mu zadanie, ale to było niemal niemożliwe" - przyznał Tobias Harris.

 

Young wypadł nawet lepiej niż gwiazdor 76ers Ben Simmons, który tym razem zdobył 31 punktów. Na wyróżnienie zasługuje za to postawa Shake'a Miltona. 22-letni koszykarz "Szóstek" zdobywał dotychczas średnio 4,9 pkt w meczu, a tym razem uzbierał ich 27.

 

Odbył się też pierwszy po tragicznej śmierci Kobe'ego Bryanta mecz ligi NBA w Los Angeles. Clippers przegrali z Sacramento King 103:124. Oba kluby z Miasta Aniołów grają w tej samej hali - Staples Center.

 

Zawsze przed meczami Los Angeles Clippers w hali zasłaniano wiszące pod sufitem koszulki z zastrzeżonymi numerami Bryanta, który całą karierę grał w barwach Lakers. Tym razem postanowiono jednak je pokazać.

 

Przed spotkaniem zaprezentowano także dwuminutowy film, w którym upamiętniono tragicznie zmarłego koszykarza. "Jesteśmy w hali, która stała się sławna dzięki Kobe'emu. On był takim samym symbolem Kalifornii jak codziennie świecące słońce" - zapowiedział spiker.

 

Po materiale, który pokazywał w skrócie życie Bryanta, nastała cisza. Trwała ona 24 sekundy, bo właśnie z takim numerem na koszulce grał. Potem kibice zaczęli skandować: "Kobe, Kobe, Kobe".

ch, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze