Pindera o Cieślaku: Z charakteru mistrz, ale pasa nie ma

Sporty walki

Michał Cieślak nie wróci z Kinszasy z pasem mistrza świata wagi junior ciężkiej. Przegrał zasłużenie z Ilungą Makabu z Demokratycznej Republiki Konga, nowym czempionem WBC. Ta pierwsza porażka 30-letniego pięściarza z Radomia niczego jednak nie zmienia w jego ocenie. Dalej jest kandydatem na mistrza świata i mam nadzieję, że to tylko kwestia czasu, kiedy nim zostanie.

W takich warunkach Cieślak jeszcze nie walczył. Walkę z Makabu poprzedziły bardzo długie przygotowania i kilkukrotne zmiany jej terminu. W samej Kinszasie od początku krótkiego pobytu, też było nerwowo, pojedynek do ostatniej chwili wisiał na włosku, gdyż organizatorzy zwlekali z wypłaceniem pieniędzy. Przynieśli je do hotelu dopiero w dniu walki i dali do zrozumienia, że i tak nie będzie można ich wywieźć poza granice tego kraju.

 

Ale Cieślak myślał tylko o jednym, o zielonym pasie organizacji WBC. Wierzył, że pokona starszego i bardziej doświadczonego Ilungę Makabu na jego ziemi, na oczach miejscowych kibiców i prezydenta Demokratycznej Republiki Kongo.

 

I był bliski spełnienia tych marzeń, po pierwszych rundach prowadził na punkty. Ostatecznie przegrał, ale ta pierwsza porażka 30-letniego pięściarza z Radomia niczego nie zmienia w jego ocenie. Dalej jest kandydatem na mistrza świata i mam nadzieję, że to tylko kwestia czasu, kiedy nim zostanie. Tym bardziej, że kategoria junior ciężka nie jest dziś najmocniejszą w swojej wcale nie tak długiej historii.

 

Cieślak rozpoczął walkę w Kinszasie bardzo dobrze. W pierwszych trzech rundach dyktował warunki i kto wie, jak ten pojedynek toczyłby się dalej, gdyby nie głupi błąd, który popełnił pod koniec czwartej rundy. Nagle opuścił ręce, czekając widocznie że kanadyjski sędzia ringowy udzieli reprymendy Ilundze Makabu po nieprawidłowym ciosie. Rywal to wykorzystał i naprawdę niewiele brakowało, by Cieślak przegrał przez nokaut. Na szczęście jakoś się pozbierał i dotrwał do końca tego starcia, które przegrał 8:10.

 

Ale już w kolejnej, piątej rundzie odrobił straty, gdy po jego ciosie Makabu dotknął maty i sędzia Griiffin zgodnie z regulaminem go liczył. Tyle że jeden z sędziów nie wypunktował tej rundy 10:8 dla Cieślaka, tylko 10:9. Na ogół jednak sędziowie było zgodni. Punktacja 114:112, 115:11, 116:111 zbytnio od siebie nie odbiega.  Makabu, który przeważał od połowy walki, zasłużył na wygraną. Cieślakowi zabrakło doświadczenia i sił w bardzo trudnych warunkach.

 

Z relacji tych, którzy byli obecni na stadionie Sharks Clubu wynika, że był to najgorętszy dzień podczas pobytu polskiej ekipy w stolicy Demokratycznej Republiki Konga. Duchota, wilgotność sięgająca 80 procent, bardzo ciężkie powietrze zrobiły swoje. Jeszcze  kilka godzin przed walką termometr wskazywał blisko 40 stopni C.

 

I te trudne warunki fizyczne lepiej wytrzymał, co zrozumiałe 32-letni Makabu. Nic dziwnego, walczył u siebie, to jego naturalne środowisko, choć przygotowywał się do tego pojedynku w Rumunii.  A przy tym jest znakomitym bokserem, tytuł mistrzowski dostał się więc w dobre ręce. Nie ukrywam jednak, że chętnie zobaczyłbym w przyszłości rewanż, może gdzieś w Europie, a najlepiej w Polsce.

 

Jedno nie ulega wątpliwości. Cieślak potwierdził tym pojedynkiem, że ma wszystko, by w zostać mistrzem świata. Pierwsze podejście w arcytrudnych warunkach było nieudane, ale kto wie, co by się stało, gdyby zaryzykował frontalny atak w początkowych rundach, gdy kilka razy czysto trafił Ilungę Makabu. Ten jest wprawdzie piekielnie twardym facetem, ale nie ma pewności, czy by nie pękł.

 

Sam Cieślak miał ponoć przyznać, że już w połowie trzeciej rundy dopadł go pierwszy, drobny kryzys, ale nie dał tego poznać po sobie. Później było trochę gorzej, ale ambitnie walczył do końca i nie dał się pokonać przed czasem.

 

Teraz czas na solidny odpoczynek, a później ci, którzy zajmują się jego karierą powinni się poważnie zastanowić co dalej. Michał Cieślak zasługuje na to, by się poważnie nim zająć i stworzyć warunki, które pomogą zasiąść mu na bokserskim tronie. Ma bowiem wystarczająco dużo argumentów, by wygrywać i zdobywać mistrzowskie pasy.

 

Ale jest jeden warunek. Jeśli chcemy mieć światowego boksera, to wszystko wokół też musza być światowe.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze