Kowalski: Ruszyła ESA i okazało się, że uciekinierzy wcale nie zgasili światła

Piłka nożna
Kowalski: Ruszyła ESA i okazało się, że uciekinierzy wcale nie zgasili światła
Fot. Cyfrasport

Wznowiła rozgrywki jedna z najbardziej irytujących lig w Europie. I najsłabszych (32 miejsce w rankingu UEFA). Nasz powód do frustracji, złorzeczenia, narzekania, wieszania psów, rwania włosów z głowy, czy po prostu wdzięczny temat do drwin. Ale jednak nasza, najbliższa ciału koszula, z tradycją, największymi polskimi firmami, w której mimo wszystko wciąż można znaleźć wielu ciekawym młodych graczy, w której w każdej kolejce trafiają się ciekawe mecze, piękne gole i emocje.

Liga, na którą co tydzień chodzą dziesiątki tysięcy kibiców (aż strach pomyśleć, jaki tłumy by waliły, gdyby rozgrywki w skali europejskiej byłyby choćby średnie). Z wieloma nowoczesnymi stadionami i potencjałem (w wielu dziedzinach) tak niewykorzystanym, że aż trudno w to uwierzyć.

 

Nie jest oczywiście prawdą, że futbolem ligowym żyje cała Polska, jak kiedyś bywało, ale jednak w 40-milionowym kraju nie jest to żadna nisza. Tylko zdecydowanie więcej. Mnóstwo Polaków zimą za tym brzydkim kaczątkiem zwyczajnie tęskniło. I trzeba powiedzieć, że powrót nie zawiódł. Mimo kolejnego okienka transferowego, w którym kluby na potęgę wyprzedawały swoich najlepszych graczy, w ogóle nie myśląc na dłużej niż kilka tygodni do przodu, sporo ciekawych rodzynków zostało. Ba, może to w jakiejś mierze dzięki tej wyprzedaży, rozwijają się kolejni młodzi.

 

Lech, który na dzień dobry rozbił Raków Częstochowa 3:0, łącznie z rezerwowymi wystawił siedmiu młodzieżowców, a gole strzelali mający mleko pod nosem Moder i Pucharz. Dla Legii (3:1 z ŁKS) Rosołek (świetnie grał Karbownik), dla Wisły Kraków (3:0 z Jagiellonią) Wojtkowski i Buksa. Generalnie zalała nas fala zagranicznych przeciętniaków, ale jeszcze polska młodzież jakoś się broni, jeszcze paru sensownych grajków zostało. A swoją drogą warto przypomnieć, że Wisła, mniej więcej rok temu miała przestać istnieć.

 

Ekonomiczni mądrale, twierdzili, że trzeba było potraktować bankruta, jak warsztat blacharski na obrzeżach Nowej Huty, czyli po prostu zamknąć, zdegradować do czwartej ligi. Dziś wciąż nie jest w krakowskim klubie różowo finansowo, ale sportowo całkiem całkiem. Ekipa trenera Artura Skowronka z przytupem rozpoczęła rundę rewanżową. A ludzie mają radochę (na meczu z Jagiellonią było 15 tysięcy).

 

Czyli warto było stawać na głowie, próbować niestandardowych formalnych wygibasów, zaprzęgać w ratowanie klubu ludzi nieoczywistych zamiast stawiać krzyżyk. To może zbyt mocna parabola, ale Wisła będąc wyrzutem sumienia naszej Ekstraklasy może być jednocześnie dla całego tzw. produktu, drogowskazem.

 

Trzeba na zarządzających klubami wywierać presję, próbować coś zmienić, wprowadzać nowych ludzi. To nie jest tak, że nic się nie da. Skoro Wisła utrzymała się na powierzchni mimo tego, że kilkanaście miesięcy temu stery w klubie przejęli jacyś przebierańcy bez grosza ze słynnym Vanną Ly spacerującym z parasolem po krakowskim magistracie i spotykającym się z prezydentem miasta, to znaczy, że nie jest tak łatwo zatopić tę łajbę.

 

Fundament w postaci tysięcy ludzi, którzy chcą tę ligę oglądać, chodzić na mecze, czy zwyczajnie są zainteresowani zainwestowaniem swoich pieniędzy, jest wbrew pozorom dosyć mocny, jest na czym murować.

 

Z drugiej strony ręce opadają, widząc akcję grupki kibiców Legii, którzy werbalnie (wpisy na portalach społecznościowych i transparent wywieszony na meczu z ŁKS), próbują zastraszyć inwestora, chcącego ratować warszawską Polonię, czyli znienawidzonego lokalnego rywala. Akcja jest oczywiście szkodliwa dla polskiej piłki i postrzegania całej naszej obyczajowości, ale jednocześnie tak głupia, że nawet nie ma sensu tłumaczyć pomysłodawcom, że podcinają gałąź, na której siedzą. Bo i tak nie zrozumieją. 

Cezary Kowalski, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie