NBA: Cavaliers ponieśli najwyższą porażkę we własnej hali

Koszykówka
NBA: Cavaliers ponieśli najwyższą porażkę we własnej hali
fot. PAP/EPA

Koszykarze Cleveland Cavaliers ponieśli najwyższą porażkę we własnej hali w lidze NBA, przegrywając z Los Angeles Clippers 92:133. Pobili niechlubny rekord z 2012 roku, gdy ulegli drużynie Chicago Bulls różnicą 39 punktów.

W barwach Cavaliers debiutował w niedzielę Andre Drummond, pozyskany z Detroit Pistons. Nie pomógł wiele, choć rozegrał dobry mecz, notując 19 punktów i 14 zbiórek w ciągu 29 minut. - Nie obchodzi mnie ten rekord. Nie obchodzi mnie tablica wyników. Obchodzi mnie tylko to, czy dzisiaj było już lepiej. Mój cel to popychać tych facetów, utrzymywać ich w pozytywnym nastawieniu, kontynuować ciężką pracę i nie rezygnować z tego sezonu - powiedział Drummond, dwukrotny uczestnik Meczu Gwiazd NBA.

 

W czwartej kwarcie goście, grający bez swojej gwiazdy Kawhiego Leonarda, prowadzili już różnicą 45 punktów i na końcowe minuty trener Doc Rivers posłał rezerwowych. Najwięcej punktów dla gości zdobyli Lou Williams - 25 i Paul George - 22, a debiutujący w barwach Clippers Marcus Morris dodał 10.

 

"Kawalerzyści" zajmują ostatnie miejsce w tabeli Konferencji Wschodniej z bilansem 13 zwycięstw i 40 porażek, natomiast Clippers powrócili na drugą pozycję na Zachodzie (37-16), którą dzielą z Denver Nuggets.

 

Bezpośrednio przed Cavaliers na dole tabeli plasują się Atlanta Hawks (15-39). W niedzielę poprawili dorobek, ale potrzebowali dwóch dogrywek, aby pokonać przed własną publicznością New York Knicks 140:135. W drużynie "Jastrzębi" aż 49 minut spędził na parkiecie John Collins, a po 47 - Trae Young, DeAndre Hunter i Kevin Huerter. W poniedziałek czeka ekipę Hawks starcie na Florydzie z Orlando Magic.

 

Bardzo wyrównany i zacięty mecz obejrzeli kibice w Houston, gdzie miejscowi Rockets ulegli ekipie Utah Jazz 113:114. W ostatniej kwarcie prowadzenie zmieniało się aż osiem razy. Bohaterem spotkania został Chorwat Bojan Bogdanovic, który zachował zimną krew i niemal równo z końcową syreną trafił za trzy punkty, dając zwycięstwo gościom. - Mieliśmy przy nim dwóch zawodników, ale obawiałem się, że popełnią błąd, bo było bardzo ciasno. Kapelusz z głowy przed nim za taki rzut - skomentował trener drużyny z Houston Mike D'Antoni.

 

Obie ekipy są blisko siebie w tabeli Konferencji Wschodniej - na czwartej pozycji Utah (34-18), a na piątek Houston (33-20).

A.J., PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze