Weekend Gwiazd NBA - dzień 2: Super Snajperzy w roli głównej

Koszykówka
Weekend Gwiazd NBA - dzień 2: Super Snajperzy w roli głównej
Fot. PAP

Jeden z najlepszych graczy NBA Damian Lillard  wystąpił w sobotnią noc w Chicago na scenie jako rapper (sceniczny pseudonim pasuje - "Dame D.O.L.L.A)”), a nie jako koszykarz, ale i tak zabawy w drugim dniu weekendu z gwiazdami NBA nie zabrakło. Tym razem nie zawiódł konkurs wsadów, a w ostatnich rzutach decydowali się zwycięzcy konkursu wszechstronności i najciekawszej chyba jednak rywalizacji soboty - konkursu rzutów za trzy punkty.  

Komisarz Silver: "Byłem 32 lata temu w Chicago. Jako kibic"

 

Jedną z tradycji Meczu Gwiazd jest godzinne spotkanie z dziennikarzami komisarza NBA - Adama Silvera. Oczywiście w tym roku główną część spotkania komisarz poświęcił śmierci swojego poprzednika, legendarnego Davida Sterna. "32 lata temu, kiedy ostatni raz Mecz Gwiazd był w tym mieście, byłem studentem trzeciego roku prawa na University of Chicago. Udało mi się dostać bilety, to było niesamowite przeżycie, ale nigdy nie przypuszczałem, że wrócę tutaj w roli komisarza National Basketball. I na dodatek, że burmistrzem miasta będzie moja koleżanka z klasy - Lori Lightfoot".

 

Komisarz poruszył także temat strat związanych z odwołaniem meczów przedsezonowych w Chinach ("straty około 400 mln dolarów") oraz słabnącą oglądalnością pierwszej części sezonu NBA w Stanach Zjednoczonych: "Pokazywaliśmy dużą liczbę spotkań Warriors bez Steph’a Curry i Pelicans, gdzie także kontuzjowany był Zion Williamson. Ludzie kochają oglądać gwiazdy, ale to problem tylko przejściowy".

  

Konkurs wszechstronności (Skills Challenge)

 

Jeden na jednego z przeszkodami i piłką w ręce - to w skrócie to, czym jest Skills Challenge, pierwsza z imprez sobotniej części Meczu Gwiazd. Amerykanie przyjmują zakłady na wszystko, więc nawet zabawa na parkiecie jest okazją do zarobienia (albo stracenia) pieniędzy. Domantas Sabonis miał wg bukmacherów najmniej szans na wygraną, ale już w pierwszej rundzie wyeliminował obrońcę tytułu z 2019 roku - Jaysona Tatuma. Ostatecznie to, kto wygra rozstrzygnęli między sobą gracze Boston Celtics, Bam Adebayo i Sabonis: obaj byli bezbłędni, ale wygrał ten pierwszy, trafiając za trzy, rozstrzygające rywalizację, punkty. Zaraz po konkursie, Bam stwierdził, że puchar za zwycięstwo będzie najlepiej wyglądał na półce… u mamy. Co zrobił z czekiem na 50 000 dolarów dla zwycięzcy - nie wiemy. 

 

Konkurs rzutów za 3: mnóstwo emocji ale bez radości dla Chicago

 

To miało być pocieszenie dla wszystkich kibiców Chicago Bulls, którzy już od lat przeżywają męki, oglądając słabą grę swojego zespołu - Zach LaVine, najlepszy gracz drużyny miał wygrać konkurs rzutów za trzy punkty. Tytułu z minionego roku bronił Joe Harris z Brooklyn Nets, a koszykarze mogli zdobyć w sumie 40 punktów - zwykle trafienie za 3 punkty było warte 1 punkt, specjalnie zaznaczone piłki były warte 2 punkty - i nowość w tym roku - trafienia z dwóch najbardziej oddalonych miejsc były warte aż 3 punkty.

 

LaVine (podobnie jak obrońca tytułu) odpadł już w pierwszej rundzie, ale nie dlatego rzucał słabo (23 punkty), ale dlatego, że  rywale trafiali znakomicie - do finału awansowali, z takim samym wynikiem (27 punktów) Devin Booker (Phoenix Suns) oraz Buddy Held (Sacramento Kings), a tuż za nimi był grający w Wizards Davis Bertans (26 pkt). 

 

Emocji w finale nie zabrakło, zwycięzcę poznaliśmy w ostatniej sekundzie  - Held (27 pkt) zarobił 50 000, bo trafił ostatni ze swoich rzutów, wyprzedzając jednym punktem Bookera (26 pkt/35 000). Czasu za darmo nie tracił prawie nikt - za 6. miejsce nagroda wynosiła 10 tysięcy dolarów. Czyli dla każdego z tych milionerów - drobne. "Wiadomo, że każdy ze snajperów w NBA marzy o tym, żeby wygrać ten konkurs. Mam to zaliczone!" - powiedział Held.

 

Gordon kontra Jones i nieudany powrót Supermana Howarda

 

Sport na najwyższym profesjonalnym poziomie to nie jest zabawa dla starszych ludzi, ale Dwight Howard, po jedenastu latach przerwy postanowił powrócić do konkursu wsadów. W 2009 roku pojawił się na parkiecie w pelerynie Supermana i wygrał, a kiedy w styczniu tego roku zaskoczył wszystkich zgłoszeniem się do konkursu, miał nadzieję, że zrobi coś w parze z Kobe Bryantem.

 

Tragiczna śmierć koszykarza Los Angeles Lakers przekreśliła te plany, ale już przed konkursem Howard zapewnił, że o koledze nie zapomniał. Jego nazwisko na pewno pomogło kiedyś jednej z najbardziej spektakularnych części trzydniowego spotkania z gwiazdami NBA - od lat ci najlepsi unikają konkursu, tłumacząc się "zmęczeniem i przygotowaniami do decydującej części sezonu".

 

"Trenowałem w Santa Monica z chłopakami grającymi na normalnych, asfaltowych boiskach. Nie mogłem spać, czekając na dzisiejszy konkurs" - mówił w sobotę Howard. Konkurs wsadów ma też najwyższą nagrodę - 100 tysięcy dolarów - więc warto było wygrać. Howard wyszedł w pelerynie Supermana, ale nawet numer 24 nie pomógł mu wygrać. Wszystko rozstrzygnęło się między faworytami - Aaronem Gordonem (Orlando) i Derrickiem Jonesem Jr. (Miami Heat), a o tym, kto zabierze 100 tysięcy musiały zadecydować dwie dogrywki  - w finale obaj koszykarze byli perfekcyjni, zbierając od sędziów (wśród nich Dwyane Wade, Scottie Pippen i Dominique Wilkins) maksymalną notę 100 punktów. Ostatecznie Gordon przegrał o 1 punkt z Jonesem Jr, pomimo, że zrobił wsad, skacząc nad mierzącym... 225 cm Tacko Fallem.

Przemysław Garczarczyk z Chicago, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze