Po walce w Las Vegas: Co dalej z Wilderem? "Król Cyganów" rozdaje karty

Sporty walki
Po walce w Las Vegas: Co dalej z Wilderem? "Król Cyganów" rozdaje karty
Fot. PAP

Fani boksu są już kilkadziesiąt godzin po wielkich emocjach i wielkiej walce nowego mistrza świata WBC Tysona Fury'ego z Deontay’em Wilderem, ale pytań, tak związanych z występem w Las Vegas, oraz przyszłością obu pięściarzy, niekoniecznie ubywa. Postarajmy się odpowiedzieć na te najważniejsze.

Czy Fury to najlepszy ciężki świata?

 

To pytanie retoryczne, bo jako jedyny z obecnych mistrzów lub tych co bili się o tytuł, z nikim nie przegrał. Często zadawane pytanie po sobotnim rewanżu w MGM Grand to "co się stało z Deontay’em Wilderem?". Odpowiedź jest prosta - Tyson Fury. "Król Cyganów" wygrał (wliczając pierwsza walkę) 17 z 19 rund przeciwko Wilderowi i jest oczywiste, że pięściarsko jest nieporównywalnie lepszy. Tak, Wilder ciągle ma mocniejszy pojedynczy cios, ale ta najnowsza wersja Fury’ego - większa waga i siła, agresja - zdecydowanie zmniejszyła to zagrożenie. Wilder potrafił w poprzednich pojedynkach odzyskiwać siłę nawet kiedy był w kryzysie i znokautować, ale Fury nigdy nie dał mu takiej szansy. Kiedy po trzeciej rundzie było widać, że Wilder nie radzi sobie z presją, że wysiadły mu nogi, "Król Cyganów" już wiedział, że wygrał. Jak wypadłby w konfrontacji z Joshuą, mistrzem WBA, IBF oraz WBO? U bukmacherów jest już solidnym faworytem - 3 do 1.   

 

Szanse na Fury - Joshua, mega walkę o wszystkie pasy?

 

Nie w tym roku. Anthony Joshua ma przed sobą dwie obowiązkowe obrony mistrzostwa świata - z Kubratem Pulewem (IBF) i Oleksandrem Usykiem (WBO), a nie po to zdobywał pasy, by je teraz oddawać bez walki. Istnieje oczywiście opcja, że Bułgar mógłby odstąpić od należącej mu się walki o tytuł, ale to nie miałoby żadnego sensu - promotorem zarówno Pulewa jak Fury'ego jest Bob Arum. Po co szef Top Rank miałby zarabiać raz, jak mógłby zarobić dwukrotnie? Eddie Hearn co prawda natychmiast po walce w Las Vegas rzucił hasło pojedynku Joshua - Fury, ale bardziej z przekory niż z wiary, że to da się zrobić. 

 

Co dalej z Bronze Bomberem?

 

1. Trzecia walka z Tysonem Fury. Najbardziej lukratywna opcja (około $20+ mln, przy ustalonym już podziale 60/40 wpływów dla Fury'ego), najłatwiejsza do zrobienia, bo już zapisana w kontrakcie. "Bronze Bomber" ma czas do 22 marca, by się zdecydować, ale w MGM Grand po porażce z Tysonem, zarówno on sam, jak trener Jay Deas i doradca Wildera Shelly Finkel uważali to za "sprawę przesądzoną".

 

Poważne ryzyko takiej opcji - trzecia (bo w pierwszej, remisowej, Fury był lepszy w 10 z 12 rund) przegrana, bo trudno wyobrazić sobie, żeby "Król Cyganów" zapomniał jak się bić z "Bronze Bomberem", a ten ostatni nagle wpadł na pomysł, jak z nim wygrać. Niewiele wskazuje też na to, że trzeciego pojedynku chcą kibice, więc wpływy z PPV nie byłyby wysokie. Ale finansowo lepszej opcji dla Wildera nie będzie. 

 

2. Walka ze zwycięzcą pojedynku Kownacki-Helenius O "Babyface" na drodze Wildera mówi się już od roku - walczą dla tego samego promotora, a obecny pojedynek, choć nie o pas jak wymarzył sobie Adam, miałby sens dla obu. Zwycięstwo nad  Wilderem daje Polakowi automatyczny status bycia w ścisłej elicie wagi ciężkiej, a dla Wildera odzyskanie respektu po jednostronnej porażce z Fury. Dodajmy do tego fakt, że po porażce z Fury'ym, walka z każdym rywalem byłoby dla Wildera być albo nie być i przyciągnęłaby uwagę fanów boksu. To recepta na pojedynek wielkiego formatu.

 

3. Walka ze zwycięzca pojedynku Whyte-Powietkin Podobna sytuacja jak z walką z Kownackim: wygranie z Whyte (uważanym za faworyta w rywalizacji z Rosjaninem), pięściarzem na 1 miejscu rankingu WBC, to natychmiastowy powrót do elity. To także, ze względów rankingowych, najszybsza droga do ponownej walki o pas. Podstawowy problem - Whyte bije się dla rywalizującej z Premier Boxing Champions stacji streamingowej DAZN.

 

Czy Mark Breland miał rację poddając Wildera?

 

Deontay Wilder mówił, że to błąd, że trener powinien mu pozwolić zakończyć walkę "nawet na tarczy", ale jest jedynym, który tak myśli. Od czwartej rundy Tyson Fury pomiatał nim, jak lalką po ringu, "Bronze Bomber" miał kłopoty z utrzymaniem się na nogach nawet bez ciosów Anglika. W momencie rzucenia ręcznika przez Brelanda, Fury prowadził w liczbie trafionych ciosów mocnych 58 do 18, a w ogólnej liczbie trafionych uderzeń aż 82 do 34. "Bronze Bomber" już nawet nie miał siły zadawać znaczących ciosów, a pozwolenie na kontynuowanie walki mogłoby się skończyć dla niego czymś znacznie gorszym niż kilka szwów na uchu plus urażoną dumą.

Przemysław Garczarczyk z Las Vegas, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze