Gang Marcela, czyli od pucybuta do lidera

Piłka nożna
Gang Marcela, czyli od pucybuta do lidera
fot. PAP/EPA

Nie tylko w Timo Wernerze zaklęta jest siła RB Lipsk. Trudno bowiem wyobrazić sobie niemieckiego faworyta rywalizacji z Tottenhamem bez Austriaka Marcela Sabitzera, który wypracował sobie status fundamentalnej postaci drużyny Juliana Nagelsmanna.

Przed rewanżowym spotkaniem 1/8 finału Ligi Mistrzów, które niespodziewanie w Londynie Niemcy wygrali 1:0, głośniej niż o supestrzelcu Wernerze mówi się o austriackim pomocniku, który stał się studium przypadku rozwoju w futbolu. W jakichkolwiek kategoriach nie zapytać o Sabitzera, usłyszymy same zachwyty, a on sam traktowany jest jako symbol harmonijnego wzrastania w piłce. Teraz mowa o dojrzałym już pomocniku, który na 35 możliwych spotkań RB w tym sezonie 33 rozpoczynał w podstawowym składzie, a na 3150 minut rozegrał aż 2827 minut. Na pewno w Lipsku nie znajdziemy piłkarza o większym wkładzie w grę drużyny niż ten Sabiztera – 89,7 proc. możliwego do rozegrania czasu.

 

Nic dziwnego – Sabitzer łączy w sobie cechy piłkarzy środka pola aż z trzech pozycji – klasycznej dziesiątki, ósemki, a w razie potrzeby także szóstki, która niczym żołnierz wypełnia wszystkie defensywne polecenia szkoleniowca.

 

Zwracaliśmy na niego uwagę już podczas eliminacyjnych spotkań reprezentacji Polski z Austrią w eliminacjach do zbliżającego się Euro. Choć nie był tak rozpoznawalny, jak największe gwiazdy naszego przeciwnika - David Alaba i Marko Arnautović, to jego bardzo odpowiedzialna rola kreatora w środku pola czyniła go coraz bardziej znaczącym piłkarzem. Podobnie było w RB Lipsk, gdzie w kilkanaście miesięcy stał się jednym z piłkarzy, bez którego trudno wyobrazić sobie trzecią drużynę Bundesligi poprzedniego sezonu i obecnych rozgrywek.

 

Urodził się w Wels, blisko granicy z Niemcami, ale piłkarskie szlify zdobywał w Villach, które prędzej znane jest ze skoków narciarskich niż kopania piłki. Ponieważ jednak ojciec Sabitzera - Herfried - sam grał w piłkę (rozegrał nawet sześć meczów w reprezentacji), Marcel na futbol był skazany. Przyszedł na świat w Wels, bo tata grał akurat nie nieodległym LASK Linz, a Villach wzięło się stąd, że senior rodu kończył karierę w pobliskim BSV Bad Bleiberg. I tak podążał z rodziną krok w krok (czyż to niepodobna historia do tej Erlinga Haalanda, dla którego Salzburg także był trampoliną do chwały), by wreszcie się usamodzielnić i w wieku 20 lat iść zupełnie na swoje.

 

25-letni Sabitzer jest wręcz modelowym przykładem piłkarzy wychodzących z produkcji energetycznego giganta. Pięć lat temu Austriak trafił z Rapidu Wiedeń pod skrzydła niemieckiego byka, ale najpierw przez rok terminował jako czeladnik w austriackiej filii RB w Salzburgu. Był to zresztą sprytnie wymyślony zabieg, bo klauzula 2 mln euro obowiązywała jedynie na zagraniczny transfer. Trzeba było więc wykupić go do Niemiec, a dopiero na zasadzie wypożyczenia zainstalować w Salzburgu, za czym stał odpowiedzialny wówczas za oba kluby Ralf Rangnick. Co ciekawe po roku Sabitzer wcale nie miał ochoty wynosić się do Lipska. Dopiero po czasie przyznaje, że było to dobre rozwiązanie.

 

Rozwijał się powoli, nie było w tym zbędnego pośpiechu, właściwie na każdym polu – nie tylko w aspektach technicznych, ale również fizycznych, taktycznych, rozumienia gry czy wreszcie mentalnych. W RB doskonale bowiem pamiętają, jak frustrował się po nieudanych zagraniach kolegów. Jego mowa ciała pozostawiała wiele do życzenia, Sabitzerowi trudno było godzić się z porażkami. Dziś przemiana na tym polu jest kolosalna. Jego karierę, zresztą nie tylko pod tym względem, jak w soczewce ilustruje sytuacja z obecnego sezonu, na początku którego Austriak był czwartym w kolejce do kapitańskiej opaski, a teraz z wielu powodów (m.in. kontuzja głównego kapitana Williego Orbana) już w dziewięciu spotkaniach tego roku wyprowadzał swój zespół jako szef. On Marcel. I jego gang gotowych na wszystko, ale nie stanowiących europejskiej czołówki kumpli, na których przed dwumeczem z Tottenhamem nie spoczywała żadna presja. To ważne, właściwie najważniejsze w całej tej historii. Z nieznośnego, pełnego złych emocji chłopaka, właściwie wyrobnika, Sabitzer stał się pełnym odpowiedzialności liderem zdolnym razem z Wernerem wieść RB do sukcesów. Droga do historycznego mistrzostwa Niemiec jeszcze się nie zamknęła, a ćwierćfinał LM to dla zespołu z Lipska otwarte drzwi z wyściełanym po pierwszym spotkaniu czerwonym dywanem.


Sylwetkę Marcela Sabitzera zaprezentujemy we wtorkowym studiu Ligi Mistrzów w Polsacie Sport Premium 1. Początek o godz. 18.

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze