Smarzek-Godek: Karetki, wojsko i policja na ulicach, a my możemy co najwyżej... poćwiczyć z Chodakowską

Siatkówka
Smarzek-Godek: Karetki, wojsko i policja na ulicach, a my możemy co najwyżej... poćwiczyć z Chodakowską
fot. Cyfrasport
Na zdjęciu atakująca reprezentacji Polski i Zanetti Bergamo Malwina Smarzek-Godek

Rozgrywki siatkarskie we Włoszech niedawno zostały zawieszone. To jednak nie koniec problemów. Zawodnicy klubów, mających siedziby w najbardziej zagrożonych regionach, nie mogą również trenować. W takiej sytuacji znalazła się atakująca reprezentacji Polski i Zanetti Bergamo Malwina Smarzek-Godek, która nie ukrywa obaw związanych z sytuacją. Opowiedziała o tym Marcinowi Lepie w "Prawdzie Siatki".

W poniedziałek sytuacja włoskich sportowców stała się jeszcze trudniejsza. Oprócz tego, że nie będą rozgrywać ligowych spotkań, muszą również ograniczyć aktywności prywatne. Nie mogą nawet przemieszczać się na dalsze odległości bez zgody odpowiednich organów.

 

  

 

- Nie mamy za bardzo co robić. Do poniedziałku w naszym regionie, czyli Lombardii, mogłyśmy się przemieszczać. Teraz przepisy się zmieniły i żeby gdziekolwiek się dostać potrzebujemy specjalnego pozwolenia - powiedziała Smarzek-Godek.

 

W poniedziałek siatkarki ekipy z Bergamo normalnie trenowały, lecz wieczorem dowiedziały się, że treningi zostają zawieszone. Nie odbywają się nawet zajęcia siłowni.

 

ZOBACZ: Koronawirus sparaliżuje Ligę Mistrzów? UEFA rozważa przerwę w rozgrywkach

 

Atakująca reprezentacji Polski przejmuje się tym, co będzie dalej. Do czerwonej strefy nie może wjechać nikt z zewnątrz, nikt nie może również z niej wyjchać. Kwestią czasu jest więc to, że w regionie niebawem zabraknie jedzenia i najpotrzebniejszych rzeczy.

 

- Sytuacja jest dla nas bardzo trudna. Przez kolejne trzy tygodnie będziemy w zawieszeniu. Będziemy trenować w takim stopniu, w jakim będziemy mogły. Nie mamy jednak pewności, czy w kwietniu wrócimy w ogóle do gry - oceniła.

 

Przerwa w rozgrywkach niesie również nieprzyjemne konsekwencje finansowe. - Włosi w wielu klubach zalegają nam z wypłatami. Sponsorzy nie płacą, więc my nie dostajemy pensji. Jeżeli liga zostanie odwołana, to zostaniemy bez pracy do października - skomentowała Smarzek-Godek.

 

We Włoszech mówi się, że możliwe są dwa rozwiązania. Albo liga zostanie anulowana, albo rozegrana w późniejszym terminie. To jednak wiązałoby się z ingerencją w sezon reprezentacyjny, a konkretnie w rozgrywki Ligi Narodów.

 

- Nie wiem, jak podejdzie do tego FIVB. Jeśli będzie szansa, to na pewno federacja będzie dążyć do rozegrania tego turnieju, bo wiąże się on z pieniędzmi - powiedziała zawodniczka.

 

ZOBACZ: Oficjalnie! Imprezy masowe w Polsce przy zamkniętych trybunach!

 

Z dnia na dzień liczba zakażonych osób we Włoszech wzrasta. Powoduje to wątpliwości, czy rozgrywki rzeczywiście będą mogły zostać wznowione w planowanym terminie. Siatkarze mają jednak na to nadzieję, bo sytuacja staje się coraz trudniejsza do zniesienia.

 

- Na ulicach widoczne są wojsko i policja. Karetki na sygnale widzi się co kilka minut. Wiem, że brakuje miejsc w szpitalach i ludzie nie mogą uzyskać pomocy tak szybko, jak to możliwe - opisywała siatkarka.

 

Smarzek-Godek planowała w wolnym czasie wraz z mężem chodzić po górach. Teraz jednak wie, że nie będzie to możliwe.

 

- To dla nas duży problem. Jeśli 3 kwietnia mamy zacząć grać, to trzymanie nas w domach jest bezsensowne. Tam możemy sobie co najwyżej poćwiczyć z Ewą Chodakowską - powiedziała.

 

Fragment "Prawdy Siatki" w załączonym materiale wideo. Cały odcinek do obejrzenia [TUTAJ].

CM, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie