Iwanow: Nie tylko u nas chcieli grać. Trudno rezygnować z pieniądza

Piłka nożna
Iwanow: Nie tylko u nas chcieli grać. Trudno rezygnować z pieniądza
Fot. Cyfrasport
Każdy mecz, nawet przy pustych trybunach, to realny dochód dla klubów

Tylko najwięksi optymiści mogli liczyć na to, że w ten weekend „normalnie”, choć bez kibiców, grać będzie polska, klubowa piłka. Ekstraklasie S.A. i polskiej federacji mocno się w ostatnich dniach „dostało”, że tak długo zwlekały z podjęciem jedynie słusznej decyzji. Ale przecież podobnie było w Niemczech i na Wyspach Brytyjskich. Tak samo działała UEFA. I tam chcieli grać. Oczywiście nie tylko dlatego, by nie zburzony został cały ligowy i pucharowy kalendarz.

Sam byłem już spakowany i niemal jedną nogą w samolocie do Liverpoolu, by z trybun Anfield, wraz z Andrzejem Niedzielanem skomentować mecz Liverpoolu z Atletico Madryt w 1/8 finału Champions League. Następnego dnia mieliśmy się udać pociągiem do Glasgow, by relacjonować spotkanie Rangersów z Bayerem Leverkusen w pierwszym boju o ćwierćfinał Ligi Europy.

 

Ostatecznie obie potyczki zobaczyliśmy – jak większość Polaków – na telewizyjnych monitorach. Jednak zarówno w Anglii, jak i w Szkocji kibice szczelnie wypełnili stadiony, choć od dawna było wiadomo, że to dość ryzykowna sprawa. Także we wtorek RB Lipsk zagrało z Tottenhamem i według naocznych świadków nie było tam żadnych nadmiernych kontroli, czy korzystania ze środków bezpieczeństwa, nikomu nie udzielała się jakakolwiek panika. Jakby koronawirus nie dotknął żadnego Niemca czy Anglika.

 

ZOBACZ TAKŻE: Sawicki: Euro zagrożone, we wtorek decyzja dotycząca reprezentacji

 

Futbol to tak duży biznes, że dopóki można (?) było, nikt nie chciał rezygnować z możliwości zarobienia. Każdy klub w Premier League, Szkocji, czy Bundeslidze chce na dniu meczowym zarobić, a w zależności od pojemności stadionu i marki drużyny każde spotkanie to okazja do przychodu kilku milionów euro. Dla jednych będą to dwa, dla innych cztery lub pięć. Wiedząc, co może się za chwilę wydarzyć, trudno się dziwić, że nikt nie naciskał, by zrzec się takiego wpływu na klubowe rachunki bankowe. Wszędzie chciano grać tak długo, jak tylko się da.

 

Co prawda w Polsce już wcześniej ogłoszono, że mecze odbędą się bez kibiców. Ale jest jeszcze kwestia transmisji telewizyjnych, które miały być odkodowane dla wszystkich, dostępne nie tylko dla posiadacza właściwego abonenckiego konta. Dzięki temu widz i to w dużo większej liczbie niż zazwyczaj, zobaczyłby nie tylko reklamy na stadionowych bandach ale i cały „branding” na grafikach meczowych.

 

Proszę sobie policzyć, ile i przy jakich okazjach pojawia się tam firm i marek. To wszystko pieniądze. I to duże. Sprawa jest więc dość łatwa do wytłumaczenia. Prosta i logiczna. Choć pojawiła się w tak skomplikowanych okolicznościach. Dotyczy ona zresztą nie tylko futbolowego biznesu. Nie trzeba mieć wielkiej wyobraźni by stwierdzić jak mocno uderzy to w turystykę, gastronomię, hotelarstwo i wiele innych gałęzi naszego życia.

 

Raport dotyczący koronawirusa TUTAJ

 

Raport dotyczący koronawirusa w sporcie TUTAJ

Bożydar Iwanow, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze