Lorek: Halo Paryż?! Tu Boston

Tenis
Lorek: Halo Paryż?! Tu Boston
fot. PAP
Tenisowa wojna rozgorzała na dobre. Francuska federacja, bez konsultacji z innymi stowarzyszeniami, podjęła decyzję, że wielkoszlemowy Roland Garros odbędzie się na przełomie września i października 2020 roku.

Tenisowa wojna rozgorzała na dobre. Francuska federacja, bez konsultacji z innymi stowarzyszeniami, podjęła decyzję, że wielkoszlemowy Roland Garros odbędzie się na przełomie września i października 2020 roku. Kolubrynę wytoczyła Tennis Australia, jeden z organizatorów Laver Cup. Amerykanie również są oburzeni.

Guy Forget to inteligentny jegomość. Konwersacja z nim zawsze jest wykwintnym daniem, bo to człowiek, który z niejednego tenisowego piecyka chlebek jadł. Odniósł sporo sukcesów na korcie. 25 marca 1991 roku Guy wspiął się na czwarte miejsce w rankingu singlistów. To apogeum jego możliwości w grze pojedynczej. Leworęczny Francuz wygrał 11 turniejów w singlu i złowił aż 28 tytułów w deblu. W 1982 roku urodzony w Casablance Guy Forget wygrał juniorski Roland Garros. Dwukrotnie zdobywał Puchar Davisa jako zawodnik (w 1991 oraz 1996 roku). Wyjątkowo smakował zwłaszcza dziewiczy triumf kiedy w Lyon, Forget pokonał Amerykanina Pete’a Samprasa: 7-6, 3-6, 6-3, 6-4 i zapewnił triumf trójkolorowym. W 1990 roku wspólnie z Jakobem Hlaskiem zwyciężył w deblowym Masters rozegranym w australijskim Sanctuary Cove. Grał fenomenalnie, z finezją porównywalną z legendarnym szwedzkim deblem: Stefan Edberg – Anders Jarryd.

 

Z tymże Hlaskiem, naturalizowanym Szwajcarem urodzonym w Pradze, osiągnął finał Roland Garros w 1996 roku. Dziewięć lat wcześniej Guy dotarł do finału gry podwójnej French Open z Yannickiem Noah. Na przełomie listopada i grudnia 2001 roku Forget poprowadził Francję w roli kapitana do zwycięstwa nad Australią. Mało kto zakładał, że Francuzi znajdą receptę na gospodarzy świetnie grających na trawie w Melbourne Park. A jednak Forget znakomicie dyrygował zespołem i radował się, gdy Lleyton Hewitt i Pat Rafter ocierali łzy…

 

Słowem, człowiek sukcesu. W tym roku Forget gościł w Melbourne. Idealnie zaplanował podróż. Wyleciał z lotniska Tullamarine w piątkowy wieczór w pierwszym tygodniu Wielkiego Szlema zanim rozpętała się burza wokół koronawirusa, który nawiedził stan Victoria. Perfect timing…

 

Roland Garros z nowym dachem i biurem prasowym

 

Forget jest dumny, że po latach starań udało się wybudować dach nad kortem Philippe’a Chatrier. Na dziennikarzy obsługujących turniej będzie czekało nowe, rozbudowane biuro prasowe. Forget podziwiał istny plac budowy w Melbourne Park, gdzie w trakcie rozgrywania Wielkiego Szlema trwały prace nad nowym kortem o pojemności trybun: 5000 widzów. Francja nie posiada tego luksusu co Australia. Melbourne Park leży w centrum miasta, a nad Sekwaną trzeba trochę czasu spędzić w metrze, aby dotrzeć na korty Roland Garros. W styczniu 2020 roku wydawało się, że współpraca pomiędzy australijską a francuską federacją układa się wzorowo. Wystarczyło jednak, że epidemia koronawirusa zaczęła dziesiątkować tenisowy kalendarz, aby miłe gesty zamieniły się w wojenny topór. Francuzi nie chcą pozwolić sobie na utratę gigantycznych przychodów generowanych przez Wielki Szlem. Stąd gorączkowe poszukiwania dogodnego terminu na rozegranie turnieju, bo dyrektor Roland Garros – Guy Forget, nie bardzo wierzy w europejskie zwycięstwo nad wirusem w końcówce maja. Pierwotnie paryski turniej miał się rozpocząć 24 maja, ale to termin, którego raczej nie zamierza honorować podstępny i szalejący wirus, więc znaleziono rozwiązanie, które ma uratować prestiż i finanse francuskiej federacji. Kiedy 17 marca oznajmiono, że Roland Garros odbędzie się w terminie: 20 września – 4 października, nie trzeba było długo czekać. Australijczycy otworzyli ogień i zaprotestowali, gdyż w dniach 25-27 września zaplanowano czwartą edycję Laver Cup. Na imprezę w Bostonie i słynne starcie: Europa – Reszta Świata od dawna nie ma już biletów.

 

Zobacz także: French Open przełożony! Znamy nowy termin

 

Komunikat prasowy nadesłany przez Tennis Australia jest aż nadto czytelny: „Dziś, we wtorek 17 marca 2020 roku, świat tenisa dowiedział się, że intencją Francuskiej Federacji jest rozegranie Roland Garros w terminie: 20 września – 4 października ze względu na zmasowany atak wirusa: COVID-19. Ten termin koliduje (dosłownie: zakłada się – cóż za żużlowe sformułowanie!) z turniejem Laver Cup. Wszystkie wejściówki na Laver Cup zostały wyprzedane. Turniej ma odbyć się w dniach: 25 – 27 września. Komunikat Francuskiej Federacji Tenisowej spotkał się ze zdziwieniem naszych partnerów: USTA (amerykańskiej federacji) i ATP. Ta decyzja rodzi pytania, dlatego oceniamy na bieżąco tą sytuację. Chcemy, aby nasi fani, globalni sponsorzy (Credit – Souisse i Mercedes – Benz), tenisiści, producenci telewizyjni, ochotnicy i miasto Boston wiedzieli, że Laver Cup zostanie rozegrany w zaplanowanym terminie”. A zatem nie ma zgody na podkradanie terminu przez Francuzów… 

 

Sarkazm Sandgrena

 

Amerykanin Tennys Sandgren, ćwierćfinalista Australian Open’2018 i 2020, słynnie z sarkastycznych wpisów na twitterze. Dał upust złości i podsumował działania Francuzów w swoim stylu. „Chrzanić to, zagrajmy trzy Wielkie Szlemy tydzień po tygodniu”. To idealny komentarz do decyzji Francuzów. Skoro nowojorski US Open ma odbyć się w niezmienionym terminie: 31 sierpnia – 13 września, oznacza to, że zawodowe tenisistki i zawodowi tenisiści będą mieli niespełna tydzień, aby przenieść się z kortów twardych na mączkę. Istne szaleństwo. Sandgren proponuje zatem, aby po US Open i French Open rozegrać Wimbledon i będzie cacy Pankracy. Skoro i tak nikt nie konsultuje terminów z głównymi aktorami widowisk, czyli tenisistami, to po cóż sobie nimi zaprzątać głowę? Na przestrzeni siedmiu tygodni można rozegrać trzy Szlemy i po… zabawie. Szkopuł w tym, że nawet nadludzko wytrenowany organizm tenisowego herosa nie wytrzyma takiej dawki wysiłku…

  

Ludzie, którzy nabywali bilety, aby oglądać gwiazdy podczas Laver Cup, nie zadowolą się trzecim garniturem. Można w ciemno obstawiać, że Roger Federer wybierze występ w Bostonie, gdyż jest jednym z pomysłodawców tego fascynującego tenisowego Triduum. Począwszy od pierwszej edycji rozegranej nad Wełtawą, Laver Cup cieszy się niesłabnącym powodzeniem. 300 tysięcy kibiców w Pradze – to był znakomity wynik frekwencyjny. Niezgorzej było w Chicago i w Genewie. Co więcej, tenis zyskał promocyjnie dzięki Laver Cup, bo dziś każdy miłośnik tego sportu wysupłałby sporo dukatów z trzosika za możliwość obejrzenia w akcji debla: Federer – Nadal. Atmosfera panująca podczas Laver Cup jest bliska szaremu zjadaczowi chleba. Rok temu w Genewie, Rafa Nadal niezwykle humorystycznie tłumaczył Stefanosowi Tsitsipasowi jak Grek ma przemieszczać się po korytarzach deblowych i na jaki sygnał ma stać w miejscu, a kiedy ma ruszyć z kopyta i zakończyć akcję wolejem. Kibic łaknie powiewu normalności, a nie nadętych klimatów… Przeto, zrozumiały jest gniew Australijczyków, którzy nie chcą konfliktu dat, bo rozumieją, że kibice płacą za gwiazdorską obsadę. W sytuacji, w jakiej Francuzi postawili resztę tenisowego świata, Rafa ma pozostać w Ameryce Północnej po US Open i grać w Laver Cup czy wracać do Europy, aby w Paryżu walczyć o trzynasty triumf w Roland Garros? Pomieszanie z poplątaniem.

 

Nikt nie chce oddać swojego skrawka tortu za darmo. Walka o to, kto bardziej napręży muskuły i postawi na swoim, osiągnęła apogeum. Nick Hilmy Kyrgios i Roger Federer zagrali rewelacyjnie w klipie przedstawiającym ich w hali chicagowskich Byków przed drugą edycją Laver Cup. Scottie Pippen, legenda Byków, spotkał się z Kyrgiosem. Pod kątem marketingowym, agent Federera – Tony Godsick – udowadnia, że jest łebskim gościem, a wsparty archiwaliami Tennis Australia, robi cacko z turnieju, który miał być jedynie towarzyską igraszką. Z drugiej strony mamy historię i niebywały prestiż Roland Garros, który sugeruje, że nic nie może równać się z turniejem Wielkiego Szlema. I bądź tu mądry i pisz wiersze: jak poukładać klocki w tej biznesowej układance, aby wilk był syty i owca cała? Nawet Salomon i jego siedemset żon Edomitek nie znalazłoby idealnego rozwiązania. Każdy potrzebuje chleba, ale świat sportowych krezusów choruje na wirus, na którego nie wynaleziono szczepionki – chciwość…

Tomasz Lorek, Polsat Sport  

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze