Adam Kownacki w zamkniętym Nowym Jorku: “Oglądam Wiedźmina... i walkę z Heleniusem”

Sporty walki
Adam Kownacki w zamkniętym Nowym Jorku: “Oglądam Wiedźmina... i walkę z Heleniusem”
fot. Polsat Sport
Adam Kownacki w zamkniętym Nowym Jorku: “Oglądam Wiedźmina... i walkę z Heleniusem”.

“Jestem zdrowy, rodzina także. Siedzę w domu i oglądam swoją walkę z Heleniusem. Poważnie. Z innych rzeczy to “Wiedźmina” na Netflix, zawsze też mogę “Ojca Chrzestnego” bo to mój ulubiony film. A walka? Smutne oglądanie. Wygrywałem walkę, dostałem cios, jeden drugi i nie wiedziałem jak zareagować" - mówi w obszernej rozmowie Adam Kownacki (20-1, 15 KO).

"Najbardziej mnie boli, że wszystkie federacje w których byłem wysoko w rankingach, teraz nagle o mnie zapomniały. Ale kibice nie - dziękuję Wam za to” -  rozpoczął Kownacki.

 

Przemysław Garczarczyk: Z Adamem Kownackim, rozmawiamy w trudnych czasach. Najważniejsze pytanie: jak tam syn Kaziu, Justyna, jak Twoje zdrowie?

 

Adam Kownacki: Tak jest, wszyscy w domu, wszyscy zdrowi. Zamknięci oczywiście, takie czasy w Nowym Jorku, na całym chyba świecie.

 

Czy miałeś taki odruch, natychmiastową reakcję dzwonienia do swoich sparingpartnerów, trenera z pytanie jak się czują, czy są zdrowi.  Wiadomo, mówiąc brutalnie - jesteś w sporcie, gdzie ryzyko zakażenia jest chyba największe.

 

Oczywiście. Dzwoniłem do trenera, kolegów z sali z pytaniem co robią, co słychać. No i o tym jak sobie radzą z tym zamknięciem, niepewnością, co dalej z naszym sportem. A właściwie ze wszystkim. Ja żadnych objawów nie mam, nie myślę, że coś złapałem. Oni też nie. Miałem szczęście, że moja gala była jeszcze przed tym wszystkim.

 

Zobacz: Masternak: Jeśli coś „przywiozłem”, będę chorował z rodziną

 

Wrócę na chwilę do tej sytuacji, tej atmosfery niepewności, w jakiej w Nowym Jorku odbywała się gala w Barclays Center: tego samego dnia ogłoszono w mieście stan wyjątkowy, po walce było zamieszanie co dalej robić. Były zarzuty, że nie podziękowałeś swojemu rywalowi za walkę, że nie było Ciebie na konferencji prasowej.  Wyprostuj mnie, jeśli się mylę - takie były rozkazy odgórne.

 

Dokładnie. Skończyła się walka, od razu mnie wzięli do szatni, zdjęli z ringu, kazali iść do pokoju. Mogłem przecież rozmawiać, nie byłem zamroczony ani nic. Organizatorzy nawet nie chcieli robić wywiadów po walce, ale wszyscy czekali więc zmienili zdanie, wyprowadzili nas do was na chwilę i było po gali. Wszystko inaczej niż zawsze.

 

Nie masz wyboru, siedzisz w domu i co oglądasz?

 

Swoją walkę z Heleniusem.

 

Poważnie?

 

Poważnie. Z innych rzeczy, to “Wiedźmina” na Netflix, zawsze też mogę “Ojca Chrzestnego” bo to mój ulubiony film. A walka? Smutne oglądanie. Wygrywałem walkę,dostałem cios, jeden drugi i nie wiedziałem jak zareagować. Byłem lekko naruszony po strzale, a później robiłem to, co mam w sercu, a nie głowie - chciałem atakować, iść na wymianę zamiast poczekać, cofnąć się, tylko poboksować. Tak jestem nauczony.  Najbardziej mnie boli, że te wszystkie federacje w których byłem wysoko w rankingach, teraz nagle o mnie zapomniały. Gość z którym wygrałem - Charles Martin - jest drugi w IBF, Oscar Rivas, który też przegrał ostatnią walkę, jest trzeci w WBC. A ja zniknąłem. Rozumiem, żebym tą walkę od początku przegrywał, żeby on był lepszy przez cały czas...ale tu był jeden cios, nie rozumiem tego. Słyszę, że się może na mnie odgrywają. I jeszcze sędzia ringowy źle zareagował, bo powinien być nokdaun. Miałbym te 20 sekund, żeby mózg doszedł do siebie, kontrolował co się dzieje - tak mówią trenerzy. Te trzy następne uderzenia, które dostałem nie były nawet mocne, ale nie miałem równowagi. Helenius rzucił się na mnie, a sędzia przerwał walkę.

 

Pięściarze, jak zresztą przedstawiciele prawie każdej części społeczeństwa, nie są pewni jak będą mogli zarabiać na życie. Tych co zarabiają ogromne sumy, których oglądamy w wielkich walkach jest pewnie 5 procent.

 

Albo mniej, mała ilość. Miałem z moją walką, że się jeszcze odbyła, szczęście w nieszczęściu. Mam kolegów, którzy mieli bić się 14 marca w Madison Square Garden czy później. Praca zrobiona, pieniądze na przygotowania wydane. I nic. Sam wiem jak to było, bo godziwe pieniądze zarabiam w tym sporcie od kilku walk, a robię to ponad dekadę. Wcześniej boksowałem i miałem pracę na dwie zmiany, to samo moja żona, mieszkaliśmy razem z rodzicami - żeby się tylko utrzymać. I to jeszcze jest Nowy Jork, gdzie wszystko jest naprawdę drogie. Nie było łatwo.

 

Zobacz: Pierwszy przypadek koronawirusa w NFL

 

Rozmawiasz z ludźmi boksu - promotorami, managerami: jak jest ich opinia na temat bokserskiego powrotu do normalności?

 

Nikt nie wie, wszystko się zmienia. Będzie coraz więcej przypadków koronawirusa w USA, nikt nie będzie myślał o sporcie o boksie. Giełda spada, wszystko spada, zobaczymy jak to dotknie zwykłych ludzi. Ale z drugiej strony nikt ma pojęcia jak to się naprawdę rozwinie, ale pewnie wiele rzeczy się w naszym życiu zmieni. Ja biznesu nie zwijam.

 

Właśnie - jedno z często zadawanych mi pytań do Ciebie: Czy pogodzisz się boksowaniem tylko dla pieniędzy, bez mistrzowskich ambicji?

 

Na pewno nie. Już biegam, staram się coś trenować. Dziękuję Wam wszystkim za miłe wiadomości, to dużo dla mnie znaczy. Wiem, że to była potyczka w mojej karierze, ale tylko potyczka. Przegrałem walkę, ale obóz był dobry. Było tysiąc rzeczy małych na które sobie pozwoliłem, a z tego się zrobił jeden duży niewypał. Jeden cios zmienia wszystko - jak w walkach takich mistrzów jak Lennox Lewis (z Oliverem McCallem) czy Władymir Kliczko (z Lamonem Brewsterem, Corrie Sandersem). Z nich biorę przykład - wielcy mistrzowie, podnieśli się po nich. Ja też się podniosę.

Przemysław Garczarczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze