Tajner: Polscy skoczkowie i tak nie wystąpiliby na MŚ w lotach. To była nasza decyzja

Zimowe
Tajner: Polscy skoczkowie i tak nie wystąpiliby na MŚ w lotach. To była nasza decyzja
fot. CyfraSport
Według Apoloniusza Tajnera, polscy skoczkowie i tak nie wystąpiliby na MŚ w lotach.

Gdyby nie epidemia koronawirusa, nasi skoczkowie dopiero wracaliby z Planicy, a więc mistrzostw świata w lotach narciarskich. Rzeczywistość jednak jest taka, że przebywają na kwarantannie. Udali się na nią po powrocie z Norwegii, gdzie odbyły się ostatnie konkursy w tym sezonie. O tym trudnym czasie opowiedział nam prezes PZN, Apoloniusz Tajner.

Janusz Pindera: Polski Związek Narciarski jeszcze funkcjonuje w tych trudnych czasach?

 

Apoloniusz Tajner: Związek jest zamknięty dla osób z zewnątrz. Staramy się pracować z domów, jak zachodzi potrzeba robimy telekonferencje. Na miejscu funkcjonuje tylko księgowość. Na szczęście ten najgorętszy okres mamy za sobą, bo sezon już się skończył. Za dwa tygodnie będziemy podejmować decyzje co dalej.

 

No właśnie, co dalej?

 

Tego nie wiemy. Sytuacja jest dynamiczna, możemy mieć tylko nadzieję, że będzie szła ku lepszemu i powiedzmy za dwa miesiące rozmowy dotyczyć będą już kolejnego sezonu.

 

Teraz porozmawiajmy może o tym minionym, bo nie było okazji. Rywalizację w Raw Air nagle przerwano. Skoczowie wrócili do kraju z Norwegii specjalnie po nich wysłanym samolotem i są na kwarantannie…

 

To była nasza wewnętrzna decyzja. Uznaliśmy, że tak będzie najlepiej, choć jeszcze nie obowiązywały takie przepisy.

 

Zobacz: Trener austriackich skoczków zrezygnował z posady

 

Sezon zakończył się wygraną Kamila Stocha w prestiżowym turnieju Raw Air. Było tak jak Pan wcześniej przewidywał, na finiszu rywalizacji skoczków nasz trzykrotny mistrz olimpijski spisywał się coraz lepiej. Sam zresztą twierdził, że nastawia się na mistrzostwa świata w lotach…

 

Wszystko się zgadza. Nie tylko moim zdaniem byłby jednym z faworytów w Planicy, ale nawet gdyby te mistrzostwa się odbyły, to w zaistniałej sytuacji bez naszego udziału. Taka była decyzja Prezydium PZN. Adam Małysz, który był ze skoczkami w Norwegii wiedział o tym, ale miał nic nie mówić. Spodziewaliśmy się, że Słoweńcy odwołają mistrzostwa, ale możliwy był też scenariusz, że do końca będą starali się je utrzymać.

 

Tak też się stało, teraz mówią, że chcieliby je jeszcze w tym roku przeprowadzić. Jest to możliwe?

 

Moim zdaniem, to opcja życzeniowa. Grudzień nie jest dobrym terminem dla lotów. Kto wie, może odbędą się w styczniu, ale najbardziej prawdopodobny to marzec, tak jak miało być w tym roku. Rozumiem Słoweńców, że chcieliby mieć u siebie dwie wielkie imprezy na mamucie w Planicy, MŚ i tradycyjne zakończenie sezonu, ale prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest znikome. Pamiętajmy, że wcześniej są jeszcze normalne mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym, które organizuje Oberstdorf.

 

Wróćmy do oceny minionego sezonu. Kiedy rozmawialiśmy w jego szczycie wierzył Pan, że Dawid Kubacki jest w stanie zdobyć Kryształową Kulę. Nie dał jednak rady, zabrakło go na podium.

 

Co do podium jestem przekonany, że byłby na nim gdyby dokończono sezon i rozegrano te dwa pozostałe konkursy, w Trondheim i Vikersund. A co do Kryształowej Kuli miałem nadzieje, że Kubackiego stać na ostateczne zwycięstwo. Ale Stefan Kraft był znakomity, zaimponował wspaniałą formą na finiszu, Karl Geiger zresztą też pokazał klasę.

 

W rywalizacji drużynowej wcześniej też bywało lepiej, nie mieliśmy czwartego skoczka na światowym poziomie…

 

Kubę Wolnego dopadł w tym sezonie kryzys, co w skokach się zdarza. Ale jestem przekonany, że to przejściowa obniżka formy, wróci jeszcze silniejszy. A Stefan Hula i Maciej Kot odpadli wcześniej, zabrakło więc mocnego, czwartego ogniwa.

 

Zobacz: Stoch wciąż nie otrzymał nagród za zwycięstwo w Raw Air

 

Panie Prezesie, optymizm to piękna cecha, ale z faktami się nie dyskutuje. Nasze asy mają już swoje lata, a młodzieży, która mogłaby ich zastąpić nie widać.

 

Mam inne zdanie. Ten sezon faktycznie pokazał szczelinę między Kubackim, Stochem i Piotrem Żyłą, ale w moim odczuciu nie jest ona wcale tak duża. Wolny szybko wróci do grona czołowych skoczków, ale są jeszcze Klemens Murańka i Aleksander Zniszczoł, coraz lepiej skacze Paweł Wąsek, wielkim talentem jest Tomek Pilch.

 

Naprawdę wierzy Pan, że mogą pójść w ślady Małysza i Stocha?

 

Jak najbardziej. Każdy z nich już pokazywał, że ma duże możliwości. I jeszcze pokażą je ze zdwojoną mocą. Pamiętam młodego Małysza, też błysnął raz i drugi, a później chciał kończyć karierę, bo mu nie szło. A jak wrócił, to poleciał w kosmos. Dlatego patrząc na tych chłopaków, którzy dziś są głęboko w cieniu Stocha czy Kubackiego, jestem dziwnie spokojny i nie widzę zagrożenia dla polskich skoków, bo ich czas nadejdzie. A w tych najmłodszych grupach też mamy sporo talentów. Większym problemem jest brak obiektów do skakania w Zakopanem, ale w przyszłym 2021 roku zostanie on na szczęście rozwiązany.

 

Z trenera Michala Doleżala też jest Pan zadowolony?

 

Jak najbardziej. Stefan Horngacher u nas zaczynał wielką trenerską karierę, Doleżal nie będzie od niego gorszy. Nie popełnia prostych błędów, umie współpracować z ludźmi, ma wokół siebie solidnych fachowców i sprawdzony system, który od lat z powodzeniem funkcjonuje. Będzie dobrze, proszę mi wierzyć, tylko najpierw wszyscy musimy uporać się z koronawirusem.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze