Kądzior: Musimy to „wysiedzieć” w domu!

Piłka nożna
Kądzior: Musimy to „wysiedzieć” w domu!
fot. PAP
Damian Kądzior w czerwcu 2019 roku strzelił swojego pierwszego gola w reprezentacji Polski.

- Na chwilę obecną mamy informacje, że do końca kwietnia rozgrywki ligowe są zawieszone. Co będzie później? Zobaczymy. Wstępnie do treningów mamy wrócić 4 kwietnia, ale to wszystko uzależnia się od sytuacji z koronawirusem – mówi w rozmowie z Polsatsport.pl skrzydłowy Dinama Zagrzeb i reprezentacji Polski, Damian Kądzior.

Grzegorz Michalewski: Gdy na świecie szaleje koronawirus, media obiegły informacje o trzęsieniach ziemi, które nawiedziły Chorwacje. Najgorsze minęło?

 

Damian Kądzior: Na szczęście tak, choć przeżyliśmy chwile grozy. W niedzielę, od godziny 6:23, gdy pierwszy raz „zatrzęsło” ziemią, do poniedziałkowego południa w Zagrzebiu odnotowano łącznie aż trzydzieści siedem trzęsień, z czego dziesięć było mocno odczuwalnych. U nas na szczęście skończyło się tylko na stłuczonych szklankach, talerzach czy obrazach, ale materiały z Zagrzebia były już zdecydowanie gorsze. Zawalone domy, pozrywane dachy, zniszczone samochody i połamane drzewa. Widok przerażający.

 

Jesteście bezpieczni?

 

Pamiętam, że obudził nas straszny huk. Z żoną byliśmy przerażeni. Teraz powoli wszystko wraca do normy. Może to głupio zabrzmi, ale będziemy musieli się do tego przyzwyczaić i nauczyć się żyć w nowej sytuacji.

 

Teraz w Zagrzebiu jest spokojnie?

 

Nie do końca. Jak już wspomniałem, takich jedno-dwusekundowych trzęsień dało się odczuć kilka. Zresztą ćwicząc na rowerze stacjonarnym, odczułem taki mocniejszy wstrząs dwu-trzysekundowy. Od razu zadzwoniłem do żony z zapytaniem, czy wszystko u niej w porządku. Na szczęście nic złego się nie wydarzyło.

 

Jak wygląda sytuacja z rozgrywkami ligowymi w Chorwacji?

 

Od ostatniego treningu minęło jedenaście dni. Na chwilę obecną mamy informacje, że do końca kwietnia rozgrywki ligowe są zawieszone. Co będzie później? Zobaczymy. Wstępnie do treningów mamy wrócić 4 kwietnia, ale to wszystko uzależnia się od sytuacji z koronawirusem. W klubie powiedziano nam, że mamy trenować indywidualnie.

Zobacz: Nagły zwrot w sprawie Piszczka. Inny piłkarz Borussii na wylocie?

 

Macie jakieś plany treningowe nakreślone przez sztab szkoleniowy?

 

Każdy z nas ma w tym czasie ćwiczyć według własnego uznania. Trener nakazał nam potraktowanie tej wyjątkowej sytuacji jako taki krótki urlop. Trenujemy w zasadzie przez 365 dni w roku, więc siłą rzeczy - czy tego chcesz, czy nie - jesteś od tego uzależniony. Mamy zakaz przychodzenia do klubu, ale to nie znaczy, że nic nie robię. Biegam albo jeżdżę na rowerku stacjonarnym, w zależności od ćwiczeń, jakie zaordynuje mi trener.

 

Na czas tej przerwy macie w klubie trenera, który opracowuje wam takie treningi?

 

Nie, to jest mój trener indywidualny, z którym współpracuję w Zagrzebiu już od półtora roku. Jego główną domeną są zajęcia związane z piłką nożną. Opracowuje plany treningowe zawodnikom zarówno przed, jak i po meczu. Z Dinama współpracuje z nim czterech czy pięciu graczy, ale zajmuje się też zawodnikami z innych klubów. To wszystko odbywa się oczywiście za zgodą i wiedzą zarówno klubu, jak i trenera Bjelicy.

 

Jak wyglądają takie dodatkowe treningi?

 

Każdy ma inny organizm. Jeden potrzebuje takich dodatkowych treningów, a komuś innemu jest to zbędne. Czasami może to nawet zaszkodzić. Ja jestem w tej pierwszej grupie i widzę u siebie dużą poprawę. W okresie przedmeczowym ćwiczenia wykonywane są szybciej i na dużej intensywności. Z dłuższymi przerwami. Mamy też drabinki czy koła. W tych ćwiczeniach trener główny nacisk kładzie na nogi.

 

Po meczu te dodatkowe zajęcia wyglądają podobnie?

 

Nie, tutaj pracujemy przede wszystkim nad odpowiednią regeneracją. Zwłaszcza po meczach wyjazdowych, gdy mamy za sobą podróż autokarem. Na zmianę gorąca i zimna kąpiel, delikatna sauna, masaż, rozciąganie. Po meczach zawsze skupiamy się na ćwiczeniach górnych partii ciała, ale bez jakikolwiek ciężarów. Pracujemy przede wszystkich na gumach. Do tego pompki, podciągania i wiele innych podobnych ćwiczeń. Jest tego trochę.

 

Pomaga?

 

Zdecydowanie. Na boisku czuję się lepiej i co tu mówić – jestem dużo szybszy. Choćby sama szybkość reakcji na boisku. Poprawiłem się w wielu elementach - na przykład takich, jak wyskok. Zacząłem strzelać bramki głową, co przy moim wzroście kiedyś wydawało się - nawet dla mnie - czymś niemożliwym.

 

Te dodatkowe treningi poprawiły nie tylko Twoją formę, ale i samopoczucie.

 

Wychodzę na mecz z przeświadczeniem, że zrobiłem wszystko, aby być jak najlepiej przygotowanym do każdego spotkania. Widzę efekty na boisku. Czuję się dużo lepiej i pewniej. Naprawdę super uczucie!

 

Inwestujesz w siebie, a to nie jest często praktykowane u innych piłkarzy.

 

Mogę mówić tylko za siebie. Nie chcę być nieskromny, ale odkąd wyjechałem z Białegostoku i zacząłem grać na poziomie seniorów, to pracowałem nad sobą. W Motorze i Dolcanie nie było dużych pieniędzy, ale szukałem to, co można poprawić, żeby być jeszcze lepszym i kogoś, kto mógłby mi w tym pomóc. Doskonale pamiętam, ile musiałem trenować i poprawić mankamentów, aby poprzez Wigry i Górnik zagrać w Ekstraklasie. A później w barwach Dinama zadebiutować w Lidze Mistrzów.

 

Nawyki żywieniowe też zmieniłeś?

 

Każdy ma swoje przyzwyczajenia. Z żoną na zasadzie metody prób i błędów dochodzimy do tej optymalnej diety. Jem mało pieczywa i zwykłego makaronu, który zastępuję kaszą i ryżem. Mleka nie piję, jeśli już to roślinne. Z nabiału preferuję tylko ser kozi. Z racji tego, że jesteśmy w tej strefie geograficznej, jemy dużo świeżych ryb i owoców morza. Do tego warzywa i owoce, których też mamy tutaj pod dostatkiem. Mięso ograniczyłem i jem je raz może dwa razy w tygodniu. Żona na swoim instagramie udostępnia niektóre przepisy. Może to komuś pomoże w lepszym i prawidłowym odżywianiu się? Ja mając siedemnaście czy osiemnaście lat takiej świadomości nie miałem. Może przez to dużo straciłem, bo mogłem się lepiej odżywiać. Wiem na pewno, że teraz do treningów i - choćby do sposobu odżywiania się - podchodzę z dużo większą odpowiedzialnością.

 

Wspominałeś o trenerze, z którym masz indywidualne zajęcia. W takim razie żona przejęła rolę dietetyka?

 

Żartujemy, że tak. Aneta odgrywa bardzo ważną rolę w moim życiu. Zresztą podobnie jak i rodzina. Jeżeli masz w domu spokój i wszystko poukładane, to też ma przełożenie na wynik. To na pewno pomaga być lepszym każdego dnia.

 

Zobacz: "Ze 120 tys. mieszkańców Bergamo, 45 tys. było na stadionie". Piłkarz wskazuje, dlaczego koronawirus niszczy Lombardię

 

Niedługo miną dwa lata odkąd powiedzieliście sobie sakramentalne „tak”.

 

Drugą rocznicę naszego ślubu będziemy obchodzić 22 maja. Chcieliśmy, aby ceremonia odbyła się w górach i dlatego wybór padł na Istebną. Pamiętam, że dwa dni wcześniej grałem z Górnikiem ostatni mecz ligowy z Wisłą Kraków. Kibice zrobili duży transparent z życzeniami "Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia" dla mnie i Anety, a także dla Łukasza Wolsztyńskiego i Daniego Suareza, którzy w tamtym czasie także zmieniali stan cywilny. To była bardzo miła niespodzianka.. Wtedy jeszcze nie wiedzieli, że przechodzę do Dinama i był to mój ostatni występ w barwach zabrzańskiego klubu. Mieliśmy w Zabrzu naprawdę super kibiców i czas spędzony w Górniku wspominam z bardzo dużym sentymentem.

 

W obecnym sezonie masz znakomite statystyki jak na skrzydłowego. We wszystkich rozgrywkach wystąpiłeś w 29 meczach, strzelając w nich 12 goli i notując 9 asyst. To wynik, który Cię satysfakcjonuje?

 

Szkoda, że rozgrywki zostały zawieszone, bo w ostatnim czasie „żarło” mi praktycznie w każdym meczu. Oczywiście zawsze może być jeszcze lepiej, ale ja nie narzekam. Jestem osobą, która docenia i cieszy się z tego, co ma. Mam nadzieję, że uda się dograć obecny sezon do końca i z Dinamem obronimy tytuł mistrzowski. Prywatnie mam taki mały plan, aby zakończyć rozgrywki z „double-double”, czyli dwucyfrowym dorobkiem bramek i asyst. W tym momencie do realizacji tego celu brakuje mi jednego kluczowego podania, a do końca rozgrywek ligowych mamy rozegrać jeszcze dziesięć spotkań.

 

Zdarzało Ci się wcześniej notować takie statystyki?

 

Kiedy grałem w Wigrach, w jednym sezonie - łącznie z Pucharem Polski - strzeliłem 16 goli i miałem 17 asyst. Ale to były rozgrywki I ligi. W zeszłym sezonie zdobyłem swoje pierwsze mistrzostwo, a wspólnie z Bośniakiem Zoranem Kvrziciem z Rijeki wywalczyłem tytuł najlepszego asystenta całej ligi. W obecnym sezonie idzie mi jeszcze lepiej. Dzięki mozolnej i sumiennej pracy na treningach mam już zupełnie inną pozycję w zespole. Czuję, że ciągnę ten wózek. Grając w Dinamie, zadebiutowałem w Lidze Mistrzów i reprezentacji Polski.

 

W rozgrywkach Champions League zagrałeś w dwóch meczach grupowych. Dużo czy mało?

 

Mój debiut przypadł na ten nieszczęsny dla nas mecz z Szachtarem. Wszedłem na boisko w samej końcówce, a spotkanie zakończyło się dla nas pechowym remisem 3:3. Przeciwko Manchesterowi City wybiegłem już w podstawowej jedenastce. Wreszcie usłyszałem hymn Ligi Mistrzów z perspektywy murawy. Uwierz, że dla mnie to było niesamowite uczucie. Zagrałem przeciwko wielkiemu klubowi i zaliczyłem w nim asystę przy golu Daniego Olmo. Zostałem zmieniony w sześćdziesiątej minucie, ale nie narzekam, bo taki był plan. Wcześniej nie grałem, bo mieliśmy inną strategię - graliśmy na trzech środkowych obrońców. Ale od września złapałem formę i regularnie gram w podstawowym składzie.

 

Chorwacja aż tak Ciebie zmieniła?

 

Przenosiny tutaj to był strzał w dziesiątkę. Same pozytywy. Zmieniłem swoje podejście do życia. Mam zdecydowanie więcej luzu. Już nic nie muszę. Doceniam to, co mam tu i teraz. Spełniam swoje marzenia.

 

Dużo zmieniło się w Chorwacji po obostrzeniach związanych z pandemią koronawirusa?

 

Niecały tydzień temu ludzie siedzieli w barach, miasto tętniło życiem. Na szczęście widząc co dzieje się na świecie, poszli po rozum do głowy. Zamknięte są galerie, szkoły, muzea czy restauracje. Ulice są puste, ale to konieczność. Sklepy spożywcze są otwarte tylko od ósmej do 17, a nie tak jak było wcześniej - do godziny 21. Wczoraj zapadła decyzja o zamknięciu Zagrzebia. Z miasta nie można wyjechać ani swobodnie dostać się do niego. Mieszkańcy mają problem z tymi zmianami i obostrzeniami, bo są przyzwyczajeni do zupełnie innego życia. Ale to jest konieczność. Musimy wszyscy „wysiedzieć” w domach ten trudny czas. Potem, gdy wszystko wróci do normy, zaczniemy doceniać każdą, nawet najmniejsza rzecz. Dla mnie to będzie nawet zwykły trening. Już się tego nie mogę doczekać.

 

Raport dotyczący koronawirusa TUTAJ

 

Raport dotyczący koronawirusa w sporcie TUTAJ

Grzegorz Michalewski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze