Sport w cieniu epidemii. 57 lat temu koszykarze jednak zagrali

Koszykówka
Sport w cieniu epidemii. 57 lat temu koszykarze jednak zagrali
fot. Materiały autora
W 1963 roku, sześć miesięcy przed mistrzostwami Europy, Wrocław był miastem zamkniętym.

Zamknięto i odizolowano trzy szpitale. Wprowadzono ograniczenia i rygory stanu wyjątkowego. Za unikanie obowiązkowych szczepień groziła kara w wysokości czterdziestu średnich miesięcznych pensji. Kwarantannie musiało się poddać kilka tysięcy osób. W 1963 roku, sześć miesięcy przed mistrzostwami Europy, Wrocław był miastem zamkniętym. Sytuacja przypominała tę, której doświadczamy teraz.

Inne czasy, inne realia, inny wirus – ale paraliż społeczny podobny. Obecnie jesteśmy świadkami odwoływania lub przenoszenia kolejnych wielkich sportowych imprez, w połowie 1963 roku groziło to koszykarskim mistrzostwom Europy we Wrocławiu. Z powodu epidemii ospy.

 

Opisałem tę historię w książce „Srebrni chłopcy Zagórskiego”. Książce przypominającą drużynę, która osiągnęła największy sukces w historii polskich koszykarzy – wywalczyła srebro EuroBasketu. Na turnieju, którego – czego dowiedziałem się w trakcie pracy nad książką – mogło we Wrocławiu nie być.

ZOBACZ TEŻ: Nowe objawy koronawirusa wystąpiły u gwiazdora NBA! "Żyję tak od czterech dni"

 

Poniżej fragment dotyczący epidemii z 1963 roku.

 

- Ospa pojawiła się najpierw na wrocławskim lotnisku. 22 maja przywiózł ją z Indii podpułkownik polskich służb specjalnych, wracający z kontroli placówek dyplomatycznych. 2 czerwca trafił on do szpitala MSW przy Ołbińskiej, a następnie został przewieziony karetką do Zakładu Medycyny Tropikalnej w Gdańsku. Wstępnie stwierdzono malarię, ale jak się potem okazało, miał też ospę. Nad morzem wyzdrowiał.

 

 

Na Ołbińskiej został jednak wirus, który z czasem zaatakował miasto i paraliżował je przez 47 dni. Pierwsza zachorowała salowa, która sprzątała izolatkę. W następnej kolejności do szpitala trafiły jej córka oraz pielęgniarka.

 

Wstępnie stwierdzono ospę wietrzną, tzw. wiatrówkę, a czarna wysypka na skórze pielęgniarki zinterpretowana została jako białaczka o błyskawicznym przebiegu. Pierwsza zmarła właśnie ona, potem syn salowej i lekarz diagnozujący chorych. Na ślad czarnej ospy wrocławskich lekarzy naprowadził czteroletni chłopiec, u którego pojawiły się wykwity na skórze, a który już przebył wiatrówkę.

 

Oficjalna informacja o epidemii pojawiła się w Miejskiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej we Wrocławiu 15 lipca. Media milczały, ospa atakowała kolejne osoby, a Kajetan Hądzelek, 33-letni wówczas sekretarz komitetu organizacyjnego mistrzostw Europy, pocił się na myśl o tym, że zaplanowany na październik turniej może zostać odwołany.

 

- Pamiętam, że gdy jeździłem wtedy pociągiem do Wrocławia, na peronie Dworca Głównego wysiadało tylko kilka osób z całego składu – wspomina dzisiaj. – Trzeba było myć ręce w specjalnych miednicach. Okienka w kasach biletowych były zasłonięte gazą, przez tę osłonę rozmawiało się z kasjerką. Tak samo było na lotnisku. Organizacja turnieju we Wrocławiu wisiała na włosku.

 

 

Hądzelek, były koszykarz, a w 1963 roku młody pracownik naukowy Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie i kierownik żeńskiej sekcji koszykówki stołecznego AZS AWF, nominację na sekretarza otrzymał na wniosek trenera reprezentacji Witolda Zagórskiego, bo znał się na koszykówce i mówił po francusku, a wtedy jeszcze w FIBA posługiwano się tym językiem.

 

Przewodniczącym komitetu organizacyjnego był prezes PZKosz Marian Kozłowski. W komitecie honorowym koszykarskie środowisko reprezentowali m.in. Zbigniew Resich oraz dwaj koszykarze, którzy właśnie zrezygnowali z występów w zespole narodowym, a byli pierwsi, którzy rozegrali w nim ponad 100 spotkań – inżynier Mieczysław Fęglerski z Poznania i magister Tadeusz Pacuła z Krakowa.

 

We Wrocławiu sprawy dotyczące turnieju koordynował ówczesny wiceprezydent miasta dr Mariusz Kocot, docent w Wyższej Szkole Rolniczej, który równocześnie... był przewodniczącym komitetu do walki z ospą.

 

- Była taka sytuacja, że w urzędzie miasta w jednym czasie odbywały się posiedzenia tych dwóch gremiów – opowiada Hądzelek. – Kocot przewodniczył jednemu i drugiemu, więc przechodził z sali do sali. W komitecie antyospowym panowało przekonanie, że trzeba mistrzostwa odwołać, a w komitecie ME przeważało stanowisko, żeby je organizować. Podwójny przewodniczący w jednej osobie mocno się wahał, był w wielkiej rozterce. Na szczęście nie było wówczas takiego systemu komunikowania jak dzisiaj, bo byłaby z tego afera. Wszyscy by się dowiedzieli. W każdym razie do FIBA wiadomość o ospie dotarła – wspomina późniejszy wieloletni prezes PZKosz.

Toast w gronie odpowiedzialnych za organizację mistrzostw – od lewej: Mariusz Kocot, szef miejskiego Wydziału Kultury Fizycznej Andrzej Wybieralski i Kajetan Hądzelek.

Toast w gronie odpowiedzialnych za organizację mistrzostw – od lewej: Mariusz Kocot, szef miejskiego Wydziału Kultury Fizycznej Andrzej Wybieralski i Kajetan Hądzelek.


We Wrocławiu zamknięto i odizolowano trzy szpitale, w których stwierdzono ogniska choroby. Wprowadzono ograniczenia i rygory stanu wyjątkowego. Obowiązkowe stały się szczepienia. Za ich unikanie groziła kara 4,5 tys. złotych grzywny, czyli czterokrotność przeciętnych miesięcznych zarobków, albo trzymiesięczny areszt.

ZOBACZ TEŻ: NBA: Czy da się jeszcze zagrać? "Nie jestem gotowy na odwołanie sezonu"

 

Bezwzględnie izolowano osoby podejrzane o zarażenie. Kwarantannie w specjalnie wydzielonych obiektach musiało się poddać kilka tysięcy osób, łącznie z kompletem uczestników jednego z wesel, na czele z parą młodych.

 

Nieczynne były baseny, a nawet izby wytrzeźwień. Zabandażowane klamki w urzędach, miski z chloraminą do odkażania, kolejki do szczepień i tablice z napisami: „Witamy się bez podawania rąk” – tak wyglądało miasto.

 

Wrocław stał się strefą zamkniętą. Bez świadectwa szczepień nikt nie mógł go opuścić.

 

– W pewnym momencie rozważano możliwość przeniesienia turnieju do Łodzi, gdzie pięć lat wcześniej przeprowadzono mistrzostwa Europy kobiet. Ostatecznie wszystko dobrze się skończyło. Mniej więcej miesiąc przed terminem imprezy zapadła decyzja, że impreza może się odbyć – mówi Hądzelek i choć od tamtego lata minęło 50 lat, oddycha z ulgą. Słoweniec Ivo Daneu, ówczesna gwiazda reprezentacji Jugosławii, o tym, że przed turniejem Wrocław był miastem zainfekowanym, dowiedział się dopiero teraz. Od nas. W 1963 roku zagranicznym koszykarzom nikt o tym nie powiedział.

 

 

50 lat temu, w innym systemie politycznym, media milczały. W sumie zachorowało 99 osób. Zmarło siedem. W całej Polsce izolowano 5 tysięcy osób, 8 milionów Polaków zaszczepiono – w tym 2 miliony na terenie Dolnego Śląska i 500 tysięcy w samym Wrocławiu.

 

Zatem turniej ostatecznie się odbył. W październikowych mistrzostwach Polacy przegrali tylko dwa mecze – oba z potężnym ZSRR. Ale i tak odnieśli wielki, niespodziewany sukces - w półfinale pokonali Jugosławię, która była wówczas wicemistrzem świata. W zespole rywali grał wielki Radivoj Koracz, od którego nazwiska nazwano później jeden z europejskiej pucharów, ale Polacy wypadli w meczu z jego drużyną znakomicie. 12 października pokonali Jugosłowian w Hali Ludowej 82:73 – 18 punktów dla Biało-Czerwonych zdobył Mieczysław Łopatka, po 13 dodali Bohdan Likszo i Zbigniew Dregier.

 

Mimo porażki 45:61 w finale z ZSRR, mistrzostwa były bardzo udane. Do dziś są najlepszymi w historii polskich koszykarzy. A pomyśleć, że jeszcze kilka tygodni wcześniej wisiały na włosku…

Łukasz Cegliński, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze