Odkrył potencjał Lewandowskiego, teraz radzi innym piłkarzom. "Kluby mogą zbankrutować, jeśli..."

Piłka nożna
Odkrył potencjał Lewandowskiego, teraz radzi innym piłkarzom. "Kluby mogą zbankrutować, jeśli..."

Co robić z klubowym sezonem piłkarskim? Czekać na lepszy czas czy już teraz, wzorem lig koszykarzy czy piłki ręcznej, zakończyć rozgrywki? Dziś wideokonferencja przedstawicieli Ekstraklasy i być może zapadną jakieś decyzje. Ale co z Fortuna 1 Ligą i zmaganiami 2 Ligi? Przed państwem rozmowa z człowiekiem, który kilkanaście lat temu w roli prezesa Znicza Pruszków trafnie ocenił potencjał Roberta Lewandowskiego i postawił na niego po tym, jak RL9 odstrzelony został z drugiego zespołu Legii.

Dziś Sylwiusz Mucha-Orliński, w randze wiceprezesa, ma kilka ciekawych propozycji, zresztą dotyczących nie tylko rozwiązania problemu bieżących rozgrywek.

 

Bożydar Iwanow: Co powinno się wydarzyć z naszymi krajowymi rozgrywkami?

 

Sylwiusz Mucha-Orliński: Jestem zdania, że Polski Związek Piłki Nożnej powinien jak najszybciej podjąć ostateczną decyzję. Zakończyć sezon we wszystkich ligach i „wygasić” ten temat. Ustalić jaki będą one mieć kształt już w nowych rozgrywkach. Według mnie nie ma dużych szans, by w ciągu miesiąca czy półtora koronawirus przestał nam doskwierać. Poza tym wszyscy musielibyśmy zakończyć ligi do 30 czerwca, co w mojej opinii jest nierealne. Będzie więcej czasu na rzetelne przygotowanie planu na kolejny sezon i zminimalizowanie strat, które i tak obecnie ponosimy. Trzymanie wszystkich w zawieszeniu nic nie da. Jesteśmy jeszcze w początkowej fazie epidemii. Widzimy, co dzieje się we Włoszech i Hiszpanii. A my jesteśmy na tym samym etapie, na jakim te kraje były w styczniu.

 

A gdyby jednak rozgrywki ruszyły, rozegranie w tak krótkim czasie tylu spotkań jest w ogóle możliwe? Pamiętając o tym, że krótko po tym startowałby nowy sezon?

 

Nie biorę tego w ogóle pod uwagę. Przede wszystkim nie będzie zgody całego społeczeństwa aby grać w piłkę w tak trudnej sytuacji, w jakiej znajduje się cały kraj. Jeżeli jednak - mówiąc czysto teoretycznie - ktoś chciałby to dokończyć i grać co trzy dni te kilkanaście kolejek, przez 5-6 tygodni, to bądźmy szczerzy. Na naszym poziomie, mając na uwadze fakt, że zespoły nie trenowałyby normalnie przez 2 miesiące, to byłoby dla nich naprawdę mordercze wyzwanie. I wypaczanie wyników. Kadry na wiosnę szykowano się na kilka miesięcy i 14 kolejek. A teraz trzeba by rozegrać 12 w ciągu miesiąca czy 6 tygodni. Nasi piłkarze nie są na to przygotowani.

 

Zobacz także: Sensacyjny transfer Milika do giganta?! Polak może dołączyć do rodaka

 

To jaki jest pana pomysł, zakładając, że zostawiamy układ tabel po ostatniej rozegranej kolejce?

 

Uważam, że powinno się powiększyć Ekstraklasę do 18-stu zespołów. Trzy powinny awansować z Fortuna 1 Ligi, w tym układzie zdegradowana zostałaby tylko jedna drużyna…

 

Czyli w tej sytuacji byłby to ŁKS..

 

Bardzo byłoby mi przykro, że spotkałoby to akurat ten zasłużony klub, ale ktoś z tej ligi spaść musi.

 

Czyli z 1 Ligi awansowałyby trzy w tej chwili najwyżej w tabeli i zapominamy, że według nowego regulaminu bezpośrednią kwalifikację zapewnione miały dwa pierwsze, a drużyny z lokat 3-6 miały rozgrywać baraż o trzecie miejsce w Ekstraklasie?

 

To będzie krzywdzące dla niektórych zespołów, bo wiem, że jest sporo klubów, które miały aspiracje by grać wyżej. Ale sytuacja jest wyjątkowa, są cele wyższe. Nikt nie narazi piłkarzy, sędziów, obsługę meczów, by nawet grać mecze barażowe na bazie obecnej sytuacji w tabeli. Wydaje się to nierealne. Trzymać zawodników do czerwca, w gotowości żeby te baraże zagrać, co nie jest pewne? To też jest problem utrzymania klubu, zawodników ,ponoszenia olbrzymich kosztów. Co innego, jeżeli mówimy już dziś, że sezon się kończy, tak zrobiły to ligi koszykówki czy piki ręcznej. Kluby wtedy mogą zminimalizować koszty. Nie oszukujmy się. Jeżeli Ekstraklasa przynosi jakiś konkretny dochód z dnia meczowego, to na jej zapleczu i w drugiej lidze – poza kilkoma wyjątkami z Widzewem na czele – ten przychód jest bardzo znikomy.

 

Jeżeli powiększamy Ekstraklasę powiększamy też 1-wszą i 2-gą ligę?

 

Moim zdaniem nie ma takiej potrzeby. Jeżeli dziś powiększymy Ekstraklasę, z której spadałby jeden zespół. A trzy opuściłyby jej zaplecze, więc robią się dwa miejsca więcej. Stosując tę samą zasadę, zdegradowany do 2. Ligi byłby też tylko jeden klub. Niestety, ktoś, kto jest na ostatnim miejscu, będzie musiał ponieść konsekwencje.

 

A wie pan, że osiemnasta w tabeli Chojniczanka ma tyle samo punktów co siedemnaste Wigry…

 

Na to są pewne regulaminy i trzeba według nich ustalić spadkowicza. Według jasnych zasad. Ktoś mądry musi to logicznie ustalić i tę kwestię rozwiązać. Sytuacja jest ekstremalna i jakaś właściwa komisja powinna podjąć konkretne decyzje. Czy liczy się bezpośredni mecz czy bramki, to już zostawiam pod dyskusję właściwym organom. Ale wtedy nie spadną trzy zespoły. I to samo dotyczy 2. Ligi. Bo z automatu powiększa się nam każda liga poniżej Ekstraklasy. Cztery miejsca dla trzecioligowców też się znajdą. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś na tym poziomie rozegrał 2/3 sezonu, był na pierwszym miejscu i nie uzyskał kwalifikacji. Ten plan na pewno jest do realizacji.

 

Jest coś jeszcze, na co zwróciłby pan uwagę?

 

Tak. I to ważne. Uważam, że wszyscy zawodnicy powinni bardzo mocno pomyśleć o tym, żeby zejść ze swoich uposażeń. Bo jeżeli tak nie się nie stanie, to za chwilę mogą zostać w ogóle z pustymi rękoma, bo ich klub - pracodawca - może być bankrutem i w efekcie nie zobaczą w ogóle żadnych pieniędzy. Dlatego wszyscy piłkarze i działacze powinni usiąść do stołu i porozmawiać na temat obniżenia kontraktów.

 

We Wrocławiu już to zrobili.

 

Śląsk wyszedł trochę przed szereg, ale bardzo dobrze. Bo pokazał, że są w tym środowisku ludzie skorzy do rozmów i za to należą im się brawa. Ale to powinno wyjść najpierw od naszej federacji, należałoby podjąć jakąś uchwałę. Co z tego, że piłkarz będzie się bił o swoje wynagrodzenie się upierać nadmiernie, jeżeli klub splajtuje to i tak nie skorzysta z tych pieniędzy bo ich po prostu nie będzie. Trzy strony powinny poszukać kompromisu: Polski Związek Piłki Nożnej, kluby i zawodnicy.

 

W Bayernie Monachium i paru innych klubach Bundesligi takie postanowienia już zapadły i zrzeczono się części pensji… Zresztą nie tylko w Niemczech.

 

Musimy do tego wszystkiego podejść bardzo rozsądnie. Pewne jest jedno: koszty muszą zostać zminimalizowane. Bo jeżeli kluby przestaną istnieć, to stracą na tym wszyscy. Piłkarze też, może nawet najbardziej.    

Bożydar Iwanow, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze