Kłos: Oglądałem Wlazłego w telewizji i marzyłem, by trafić do Bełchatowa

Siatkówka
Kłos: Oglądałem Wlazłego w telewizji i marzyłem, by trafić do Bełchatowa
fot. Cyfrasport

Karol Kłos od dekady reprezentuje barwy PGE Skry Bełchatów. Dłuższym stażem może pochwalić się jedynie Mariusz Wlazły, który po 17 latach opuszcza jednak klub. Środkowy przyznał, że kiedyś marzył o tym, by zagrać w drużynie z czołowym polskim bombardierem. - Oglądałem go w telewizji jako junior. Wtedy człowiek marzył, żeby trafić do Bełchatowa, bo ten klub zdobywał mistrza za mistrzem. To była drużyna marzeń dla wielu chłopaków. Mi udało się tu trafić - powiedział.

Marta Ćwiertniewicz: Karol Kłos to chyba najbardziej uśmiechnięty siatkarz PlusLigi. Czy taki sam uśmiech pojawił się na twarzy po ogłoszeniu informacji o zakończeniu ligi?

 

Karol Kłos: Uśmiech na twarzy był, ale w głębi duszy chciałbym jeszcze pograć i powalczyć o medale. Te nie zostały przyznane, a my wywalczyliśmy jedynie udział w Lidze Mistrzów. Udało nam się to rzutem sprinterskim na mecie. To jedyny pozytyw tej ligi, bo rozegraliśmy trochę spotkań i sporo nas to kosztowało.

 

Widział Pan inne rozwiązanie, które mogłaby podjąć Polska Liga Siatkówki?

 

Sytuacja jest nadzwyczajna i trudno podjąć dobrą decyzję. Zawsze ktoś będzie pokrzywdzony. To rozwiązanie jest fair, tak samo, jak fair byłoby rozdanie medali. Radość z nich nie byłaby jednak tak pełna. Decyzja jest dobra, nie mam z tym żadnych problemów, wręcz przeciwnie. Cieszę się, że to już nie wisi nad nami. Prezesi zebrali się i podjęli jedną decyzję. Taka jest sytuacja u nas w kraju i na świecie, więc chyba nikogo to nie dziwi.

 

Czy dla PGE Skry Bełchatów trzecie miejsce jest satysfakcjonujące?

 

Powiem szczerze, że nie można było wygrać nic więcej w tym roku. Zajęliśmy trzecie miejsce premiowane udziałem w przyszłorocznej Lidze Mistrzów, co bardzo cieszy. Wykonaliśmy nasz plan na maksimum.

 

Cieszycie się, że po słabym poprzednim sezonie europejskie puchary w końcu do was wracają?

 

Oczywiście, to jest coś większego. Fajnie jest sprawdzić się nie tylko na polskim podwórku, ale i w Europie. To zawsze jakiś smaczek dla nas i dla kibiców oraz wartość dodana dla naszego klubu.

 

Pytam o europejskie puchary, ale czy one dotyczą Karola Kłosa? Zostaje Pan w Bełchatowie czy szuka nowych barw?

 

A dlaczego miałbym szukać nowych barw? (śmiech) Kontrakt jest ważny jeszcze na rok. Przyznam szczerze, że patrząc na to, co dzieje się na świecie, trochę się cieszę i mam pewien spokój. Jestem uśmiechnięty, bo wiem, gdzie będę w przyszłym roku. W tej sytuacji szukanie klubu i dogadywanie kontraktu nie jest niczym przyjemnym.

 

ZOBACZ TEŻ: Wlazły odchodzi z PGE Skry po 17 latach! Zagra w innym polskim klubie

 

Rozmawiamy o Bełchatowie, bo dzieje się u was. Po 17 latach Mariusz Wlazły opuszcza PGE Skrę. To zakończenie pewnej epoki.

 

Zgadzam się z tym. Spędziłem z Mariuszem dziesięć lat. Dla mnie to bardzo dużo, a co dopiero dla prezesów, fizjoterapeutów, kibiców i ludzi, którzy pamiętają, gdy przychodził do Bełchatowa. PGE Skra to Mariusz Wlazły, do tej pory tak było. Teraz zaczyna nowy rozdział i myślę, że trzeba patrzeć na pozytywy. Będzie nadal grał i pokazywał to, co ma najlepsze. W meczach z nami z pewnością motywacji mu nie zabraknie.

 

To dla Pana oznacza trudne zadanie, bo Mariusz Wlazły nie jest łatwym siatkarzem do zablokowania.

 

Owszem, ale na razie nie jest wiadomo, gdzie będzie można go blokować. Ode mnie tego nie wyciągniecie, gdyż ja nie wiem. Z ręką na logo klubu przysięgam.

 

Ale wiemy, że w PlusLidze, czyli się spotkacie.

 

Wiemy, że w Polsce i się spotkamy. To bardzo fajne. Myślę, że będzie bardzo miło go spotkać, że nasze drogi się nie rozejdą i utrzymamy kontakt.

 

Przechodził Pan do Bełchatowa jako 21-letni zawodnik. Wlazły był wtedy w klubie już od siedmiu lat. Traktował go Pan jako siatkarską ikonę?

 

Oglądałem go w telewizji jako junior. Wtedy człowiek marzył, żeby trafić do Bełchatowa, bo ten klub zdobywał mistrza za mistrzem. To była drużyna marzeń dla wielu chłopaków. Mi się udało trafić tutaj. Wiele się nauczyłem od Mariusza i chłopaków, z którymi wtedy grałem. Ten klub, zawodnicy i to, że widziałem, jak to jest być na szczycie, bardzo mocno mnie ukształtowało.

 

Wrócił Pan do domu do Warszawy, zgadza się?

 

Tak jest, nadaję z Warszawy. Jak mnie słychać? (śmiech)

 

ZOBACZ TEŻ: Kłos nabywa w domu nowe umiejętności! Zostanie mistrzem... gotowania?

 

Po powrocie spotkała Pana nieprzyjemna niespodzianka, mówię o skradzionych piłkach. Jak Pan to odkrył? Czy to efekt sprzątania garażu z nudów?

 

Cieszę się, że tak wiele osób śledzi mojego Instagrama i Twittera i informacje dochodzą tak szybko. Nie lubię złodziejstwa i kradzieży, ale chyba nikt tego nie lubi. Te piłki wystawały na miejscach parkingowych i same się prosiły, żeby je wziąć. Były przeznaczone dla mojego znajomego, któremu obiecałem autografy wszystkich z reprezentacji. Będę musiał odkupić te dwie piłki, bo ja też nie mam ich za darmo. Zrobiło mi się przykro, bo tego samego dnia igrzyska zostały przełożone. Nie dość, że granie się skończyło, to jeszcze piłki zostały mi skradzione. Niezbyt przyjemna sytuacja, ale jakoś przeżyję.

 

Na szukanie piłek do zakupu na pewno będzie czas, bo przygotowania do igrzysk trzeba przełożyć na następny rok. Jak Pan zareagował na tę decyzję?

 

Byłem zaskoczony, że została podjęta tak szybko, ale dobrze, że tak się stało. Cieszę się, że MKOl nie zwodził sportowców tak długo. Decyzja jasna, klarowna i myślę, że najlepsza w tej sytuacji. Z jednej strony trochę smutno, bo będę starszy i będzie trudniej powalczyć o igrzyska. Z drugiej strony myślę, że rok nic nie zmieni, a wiem o tym, że dobrze wykorzystam czas wolny i spokojniejsze życie.

 

Ryszard Bosek i Łukasz Kadziewicz wspominali o tym, że ten rok może zadziałać na korzyść młodych siatkarzy, a niekoniecznie pomóc tym bardziej doświadczonym.

 

Na pewno starszym może być trudniej, ale myślę, że będą mieć teraz trochę odpoczynku. Jako starszy zawodnik, co jest dziwne, odbieram to jako czas regeneracji i leczenia kontuzji. Ja cały czas wykonuję ćwiczenia. Nie chciałem zakończyć tego leżeniem na kanapie przed telewizorem z chipsami i piwkiem w ręku. Wręcz przeciwnie, chcę to dobrze wykorzystać. W ciągu dnia jest bardzo dużo czasu na wszystko, także godzinkę zawsze znajdę, żeby być w formie.

 

Na pewno macie też czas na leżenie z żoną przed telewizorem?

 

Zdecydowanie tak, ale ostatni tydzień stoi pod znakiem rozmów z dziennikarzami. Myślę, że niebawem to się wyciszy i będzie więcej spokoju.

 

Tyle rozmów miał Pan chyba tylko po mistrzostwach świata 2014?

 

Nawet nie wiem, czy wtedy tyle miałem (śmiech). Codziennie jest coś nowego, ale ja to lubię. Lubię dzielić się z ludźmi tym, co u mnie.

 

ZOBACZ TEŻ: Kłos okradziony! Nietypowy łup złodziei

 

W jaki sposób oprócz leżenia na kanapie i ćwiczeń spędza Pan czas? Widzimy, że próbuje Pan gotowania?

 

Tak, próbuję przy pomocy mojej żony. Na pewno zacznę też sprzątać, uporządkuję bałagan w szafie. Może to dobry moment, żeby trochę się przeorganizować. Telewizja, książki, czasopisma, PlayStation, nawet z moją żoną. Ja też zarażam ją moimi pasjami. Mam też kilka zestawów niezłożonych Lego. Ludzie układają puzzle, ale Lego to też nie jest głupi pomysł. Boję się, że czasu mi zabraknie! Jestem uśmiechnięty, życie zwolniło. Grając ciągle w klubie i kadrze, nie mamy czasu na to na co dzień.

 

Możemy obserwować na Instagramie, że bawi się Pan w dziennikarza prowadząc live'y. W jednym z nich wystąpiła Pana żona. Kiedy możemy spodziewać się w takim razie Karola Kłosa występującego u żony Aleksandry, zajmującej się sferą "beauty"?

 

Moja żona stworzyła swoją markę kosmetyczną. Myślę, że mogę się pojawić w filmach promocyjnych. Chcemy nagrać coś śmiesznego, co pójdzie w świat. Na pewno jest na to dużo czasu, ale trzeba do tego spokojnie przysiąść. Chciałem tylko zauważyć, że robiłem live'y zanim to było modne!

 

To prawda, teraz po odpaleniu aplikacji kółeczek z relacjami na żywo pojawia się kilkanaście.

 

Sam jestem przed kolejną. Wszyscy siedzą w domach i mają czas, więc wcale się nie dziwię. Śmieję się po prostu.

 

Rośnie konkurencja dla "Prawdy Siatki"!

 

Ja bym nie śmiał. U mnie nie ma takich ekspertów! (śmiech)

 

Czego, oprócz zdrowia, można Panu życzyć na ten czas?

 

Chciałem powiedzieć zdrowia, ale teraz jestem wybity z rytmu! Może cierpliwości? Każdy, kto jest zamknięty w mieszkaniu, będzie miał moment weryfikujący. Jeśli sytuacja nie będzie się poprawiać, to trzeba będzie zachować dużo cierpliwości. Życzę tego sobie i wam.

 

 

Cała rozmowa z Karolem Kłosem w załączonym materiale wideo.

Marta Ćwiertniewicz, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze