Jak wujek Jurek stawał się Jerzym Brzęczkiem

Piłka nożna
Jak wujek Jurek stawał się Jerzym Brzęczkiem
fot. Cyfrasport
Jak wujek Jurek stawał się Jerzym Brzęczkiem

Dokument o reprezentacji „(Nie)kochani” ma być kreacją zbiorową, historią, która odtworzona po latach będzie elementem naszych piłkarskich dziejów. Ale staje się przy okazji studium przypadku grupy sportowców obarczonej przytłaczającymi oczekiwaniami milionów Polaków. Pierwszy odcinek to dwóch zdecydowanie wybijających się bohaterów – trener Jerzy Brzęczek i Łukasz Fabiański.

Futbolowy fenomen, żeby zgłębić go dość wnikliwie, wymaga wielu grup badawczych – od socjologicznych przez historyczne aż po te psychologiczne. Jak świat długi i szeroki nie znajdą się jednak holistyczne opracowania, które mogłyby dowieść, dlaczego sport ten zyskał rangę najważniejszej z najmniej istotnych spraw lub jak kto woli najmniej istotną spośród tych naprawdę ważnych. Warto się chyba zgodzić, że nie ma innej dziedziny rozrywki, z tzw. kulturą wyższą włącznie, o której w czasach koronowirusowego kryzysu upominałoby się aż tak wielu. Czy to w rozmowach, jak złagodzić skutki recesji, czy to w debatach, które sektory gospodarki należy ratować w pierwszej kolejności.

 

Celowo dotykam wątku bieżącego, choć w samym filmie z oczywistych powodów nie ma jego śladu, by uzmysłowić sobie dobitnie, jak bardzo cały świat – z tym piłkarskim włącznie – nie spodziewał się nadciągającego armagedonu.

 

O tym filmie nie można zapomnieć po jego pierwszej projekcji, bo na pierwszej projekcji u wielu widzów pewnie się nie skończy. Oglądałem go kilka razy. Najpierw oswajając się z warsztatową konstrukcją, jaką narzucili sobie autorzy, później retrospektywnie przypominając sobie wydarzenia z Ligi Narodów i meczów towarzyskich, które są osią produkcji, a następnie przez pryzmat każdego z osobna bohatera. I tu wszystko widać, jak na dłoni, bo choć jest w człowieku pokusa, by wypaść jak najlepiej, kiedy go podglądają, to w przypływie emocji, które w sporcie buzują ponad miarę, nie jest w stanie odegrać narzuconą sobie rolę.

 

Zobacz także: Lewandowski i Krychowiak podziękowali lekarzom

 

Już od początku filmu mocno się zaskoczyłem doborem bohaterów, ponieważ spodziewałem się utrwalonej konwencji, w której za pierwszoplanowe role bierze się kluczowa dla hierarchii reprezentacji trójca: Wojciech Szczęsny, Grzegorz Krychowiak, Robert Lewandowski. Został tylko ten pierwszy, czym niewątpliwie zyskał, jako poważny, świadomy, a nie tylko śmieszkujący piłkarz kadry narodowej.

 

Przywilejem widza jest interpretować bohaterów po swojemu, ale kiedy usłyszałem, że filmem tym trener Brzęczek tylko stracił, zrobiłem szerokie oczy. Brzęczek tylko zyskuje, poddaje pod weryfikację niesprawiedliwe opinie, że jest trenerem z przypadku, wujkiem Jurkiem od Kuby Błaszczykowskiego, selekcjonerem, z którym największe gwiazdy tego zespołu nie będą się liczyć. Brzęczek jest liderem i nie świadczą o tym rzucane dość często przekleństwa. Jest liderem swojego sztabu, który dopuszcza dyskusje i umie słuchać, trochę na kontrze do powielanych opinii o poprzedniku Adamie Nawałce.

 

Zupełnie nie razi mnie budowana przez Brzęczka z premedytacją narracja o złych recenzentach, wymagających kibicach, przytłaczających oczekiwaniach. Tak w istocie jest, było, a może wreszcie nie będzie. Brzęczek już na starcie dostawał od dziennikarzy tylko za to, że jest Brzęczkiem, a wypełniający stadiony kibice spodziewają się, że jesteśmy w stanie ogrywać każdego i zawsze. Słowem wujek Jurek staje się na oczach widzów Jerzym Brzęczkiem, a piłkarze-fusy (utrwalona przez samych piłkarzach narracja o tych, którzy nie zarabiają milionów w najlepszych europejskich klubach) kluczowymi dla drużyny zawodnikami.

 

Skoro już jesteśmy przy piłkarzach, zupełnie nie zwróciłem uwagi na to, co wychwycił mój 13-letni syn. Otóż wśród bohaterów mimowolnie wychodzą na wierzch cechy ich osobowości, bardzo często wynikające z ich pozycji na boisku.

 

I tak Fabiański jako bramkarz, który widzi całe boisko, ma pełny obraz tego, co dzieje się w drużynie, świadom jest procesów, które zachodzą w zespole w relacji sztab – piłkarze, etc. Na marginesie to największy wygrany pierwszego odcinka, budzący moją największą sympatię spośród wszystkich reprezentantów. U tych, którzy go znają, tylko utrwala obraz zrównoważonego, piekielnie empatycznego gościa.

 

Błaszczykowski, jeden z liderów nie tylko środka pola, ale i całej reprezentacji od lat, zajmuje stanowisko, które jest erratą do wykładanej filozofii Brzęczka. Lewandowski z kolei - zakładam, że selekcja jego rozmów z kolegami nie przebiegała „pod tezę” - to typowy snajper. Indywidualista, który – tu zacytuję syna – instruuje kolegów tylko „pod siebie”.

 

Chciałbym skończyć optymistycznie, ale nie jestem przekonany, czy mi się to uda. Formuła dokumentu nie jest niczym nadzwyczajnym, w tej materii trudno wymyślić proch, zrealizowano setki, jeśli nie tysiące podobnych przedsięwzięć. Kwestią są bohaterowie i ich zaufanie do twórców. Tu widać, z wielką korzyścią dla widza, że wszyscy w pełni akceptują role, jakie przychodzi im w naturalny sposób odegrać. Film Filipa Adamusa i Adriana Dudy bardzo istotnie uzupełnia się z tym, co przez oglądaliśmy przez lata na kanale „Łączy Nas Piłka”, a więc kulisy reprezentacji Adama Nawałki, będące sekwencją luźnych pogadanek, także emocji, ale z wyraźnym obostrzeniem, jak daleko (z reguły tylko wtedy, kiedy jest dobrze) kamera może wejść w życie reprezentacji. I tu wielki plus dla trenera Brzęczka oraz jego drużyny, że zobaczyliśmy obraz prawdziwy, na co z pewnością Nawałka by nie pozwolił, a nie reżyserowany.

 

Obawa związana z optymistycznym końcem tej recenzji bierze się stąd, że film ten został doskonale wręcz zmontowany. Być może to konsekwencja technologicznego postępu, ale balans między treścią a tłem, które stanowi perfekcyjny obraz i dobrze wybity dźwięk - np. kopanej piłki, piłkarskich korków sunących w tunelu czy wreszcie odgłosy trybun - jest idealna.

 

Obejrzałem ten film jeszcze raz właśnie pod tym kątem. I tylko utwierdziłem się, dlaczego ludzkość tak bardzo tęskni teraz do futbolu.

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze