Partyka: Wydawało się, że tylko wojna jest w stanie zmienić rytm igrzysk

Inne
Partyka: Wydawało się, że tylko wojna jest w stanie zmienić rytm igrzysk
fot. PAP
Największa impreza sportowa świata musiała zostać przeniesiona o rok.

- Wydawało się, że tylko wojna jest w stanie zmienić rytm igrzysk, a okazało się, że pojawił się inny, niezwykle poważny problem, który zdestabilizował cały świat. Do tego stopnia, że największa impreza sportowa świata musiała zostać przeniesiona o rok – mówi Artur Partyka, medalista olimpijski w skoku wzwyż z igrzysk w Atlancie i Barcelonie.

Michał Bugno: 23 lipca 2021 roku to nowa data rozpoczęcia igrzysk olimpijskich w Tokio. Z powodu pandemii koronawirusa SAARS-CoV-2 zostały przełożone o rok. Spodziewał się pan takiego scenariusza?


Artur Partyka: Jeszcze miesiąc czy półtora miesiąca temu nikt nie spodziewał się, że tak to się potoczy. Wszyscy byli pełni nadziei, że epidemia ulegnie szybkiemu wygaszeniu. Niestety, widać, że epidemia rozszerza się bardzo mocno. To sytuacja bezprecedensowa, więc decyzja jest jak najbardziej zrozumiała. Reaguje każda branża. Świat sportu też nie mógł być oazą spokoju i musiał zareagować. Teraz będzie przeżywał wielką rewolucję. Wydawało się, że tylko wojna jest w stanie zmienić rytm igrzysk, a okazało się, że pojawił się inny, niezwykle poważny problem, który zdestabilizował cały świat. Do tego stopnia, że największa impreza sportowa świata musiała zostać przeniesiona o rok. Nikt nie spodziewał się, że tak się stanie, choć niektórzy kilka lat temu ostrzegali, że coś takiego może się zdarzyć. Chociażby Bill Gates albo kilku znanych wirusologów. Mówili wprost, że nie jesteśmy gotowi na pandemię.


Przesunięcie igrzysk o rok oznacza potężne zmiany dla sportowców, którzy trenowali na pełnych obrotach. Ich przygotowania często trwały nawet od 3,5 roku. Część z nich po igrzyskach planowała zakończyć karierę. Teraz okazuje się, że jeżeli chcą marzyć o medalu olimpijskim, muszą ciężko pracować przez kolejny rok. Jak wielki będzie to problem dla sportowców?


To dla nich trudna sytuacja. Dobrym przykładem jest Piotr Małachowski, który na igrzyskach w Tokio miał podsumowywać swoją piękną kilkunastoletnią karierę. Jak się cały czas, przez kilka lat, motywuje i czeka na ten jeden start, a później zawody zostają odwołane, musi się przeżyć duże rozczarowanie. Trzeba trochę czasu, żeby pogodzić się z tym, co się stało i czekać wiele miesięcy. W tej sytuacji pozytywne jest to, że po ogłoszeniu decyzji o przeniesieniu igrzysk, bardzo szybko pojawiła się informacja z konkretnym terminem nowej imprezy. Sportowcy przez kilka dni byli w zawieszeniu, a to najgorsza rzecz dla każdej grupy, która prowadzi swoją aktywność. Dziś mamy bardzo ważny punkt odniesienia dla całego świata sportu. Zawodnicy mogą opracować nowe plany treningowe. Poza tym od terminu igrzysk uzależnione są terminy innych imprez mistrzowskich. Cały kalendarz może się bardzo mocno przesunąć.

 

Zobacz także. Tokio 2020: Przełomowe informacje! Ustalono nową datę igrzysk olimpijskich


Mamy nową datę i nowy punkt odniesienia, ale dziś nic nie jest pewne. Tak naprawdę nikt nie wie, czy w przyszłym roku igrzyska faktycznie się odbędą. Nie wiadomo, kiedy skończy się pandemia.


Jest mnóstwo znaków zapytania. Na początku nie zdawałem sobie sprawy, że to, co się dzieje, jest tak poważne. Ale to normalne, bo przecież nie jestem wirusologiem. Myślałem, że to wszystko rozegra się tak jak epidemia wirusa SARS w 2003 roku. Wówczas reakcja była dość szybka i „pożar” szybko został ugaszony. Liczba chorych i ofiar była zdecydowanie mniejsza. Tym razem okazało się, że Chińczycy przespali kluczowe 2-3 tygodnie. W efekcie mamy trudną sytuację, która ma miejsce na świecie i u nas w kraju. Oczywiście, wszystko stało się bardzo loteryjne. Niektóre dyscypliny będą teraz wyglądały inaczej.


Spodziewa się pan, że sportowcy będą mieli duże problemy z przeprowadzeniem odpowiednich przygotowań?


Mam nadzieję, że w sporcie olimpijskim niewiele się zmieni, choć wydaje mi się, że te przygotowania mogą nie być tak komfortowe jak wcześniej. Czekają nas wielkie korekty i cięcia, jeżeli chodzi o środki budżetowe na rok 2020. Mam nadzieję, że odbędzie się to nie kosztem przygotowań do igrzysk olimpijskich, a kosztem infrastruktury. Tak, czy inaczej – jakość przygotowań może w pewnym minimalnym stopniu na tym ucierpieć. Duży problem może być też sponsorami. Bardzo wnikliwie obserwuję rynki finansowe i widzę, że drugi kwartał tego roku może być katastrofalny. W całym sporcie będziemy mieć dużą, ogromną korektę, jeżeli chodzi o środki, przeznaczane na sport. Widać to już przy okazji rozgrywek piłkarskich. Cięcia i transze będą ogromne. A przecież chodzi o setki milionów euro. Będzie to bardzo widoczne. Myślę, że w niektórych dziedzinach sportu, gdzie dotąd nie brakowało pieniędzy, czeka nas duże urealnienie.


Jak będzie wyglądał ten urealniony świat sportu, kiedy pandemia ustanie?


Emocji nie zabraknie. Mam nadzieję, że walka, motywacja i jakość zawodów będzie taka sama. Może natomiast pojawić się problem z imprezami masowymi. Dziś mówi się, że przy okazji ostatnich rozgrywanych meczów Bundesligi czy Ligi Mistrzów wirus rozprzestrzeniał się na dużą skalę. W przyszłości mogą więc pojawić się ograniczenia na trybunach. Możliwe, że trzeba będzie wprowadzić jakąś formę prewencji. Igrzyska mają odbyć się w lipcu 2021 roku, więc jest szansa, że do tego czasu specjalistom uda się opracować skuteczną szczepionkę. Możemy więc mieć jakieś zabezpieczenie. A jeśli nie szczepionka, to może chociaż jakaś skuteczna terapia? Dla świata medycyny ta sytuacja również jest bezprecedensowa. Na świecie jest chyba 30 zespołów, liczących po kilkaset osób, które zajmują się tym problemem. Myślę więc, że świat sportu stanie się wypadkową tego, co będzie się działo w biznesie, życiu społecznym i kulturze masowej. A najbliższe miesiące, niestety, naprawdę nie zapowiadają się optymistycznie.


To moment, w którym wiele osób przewartościowuje swoje życie. Pan również?


Ja już wcześniej miałem na ten temat różne przemyślenia, więc nie ma wielkiej rewolucji. Do wielu rzeczy w życiu starałem się podchodzić zdroworozsądkowo, nie przesadzać i traktować wyzwania lub to, co robię na co dzień, nie z dystansem, ale ze spokojem. Dziś nie chcę zawieszać sobie poprzeczki zbyt wysoko. Zwłaszcza, że… przez ponad 20 lat bardzo wysoko sobie tę poprzeczkę wieszałem. Teraz nic się nie stanie, jeśli nie pokonam 2,40, a na przykład 2,25 - w różnych dziedzinach życia. Może to jest ten czas, kiedy trzeba zwolnić, stanąć z boku i spojrzeć na siebie z innej perspektywy. Trzeba określić, co jest tak naprawdę ważne w życiu.

 

Raport dotyczący koronawirusa TUTAJ

 

Raport dotyczący koronawirusa w sporcie TUTAJ

Michał Bugno, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze