Polski piłkarz grający na Malcie: Władze nie popełniły błędu Włochów, ale boję się o mamę, która pracuje w Italii

Piłka nożna
Polski piłkarz grający na Malcie: Władze nie popełniły błędu Włochów, ale boję się o mamę, która pracuje w Italii
"Władze Malty zareagowały natychmiast. Zamknęły dosłownie wszystko" - mówi polski piłkarz Piotr Branicki

- Wiem, jak wygląda sytuacja we Włoszech, ponieważ moja mama mieszka i pracuje w mieście Acerra pod Neapolem jako pielęgniarka. Tam dzieje się prawdziwy „sajgon” i to nie tylko na północy kraju. Do szpitali cały czas przybywa chorych. Na szczęście na Malcie władze kraju nie popełniły błędu Włochów – powiedział w rozmowie z Polsatsport.pl polski napastnik Piotr Branicki, który przez 17 lat mieszkał we Włoszech, a ostatnie miesiące spędził na Malcie.

Adrian Janiuk: Jak wygląda obecnie sytuacja na Malcie?

 

Piotr Branicki: Od pewnego czasu na Malcie jest 169 osób zakażonych koronawirusem, ale na szczęście nikt nie umarł. Już dawno władze kraju zamknęły dosłownie wszystko, nie licząc oczywiście sklepów spożywczych i aptek. Młodzi ludzie wspierają starsze osoby, które są bardziej narażone. Polega to na tym, że przywożą im chociażby zakupy. Od dawna ludziom przed wejściem do sklepu jest mierzona temperatura. Parki, restauracje, siłownie, czy inne tego typu miejsca, gdzie gromadzą się ludzie, zostały już jakiś czas zamknięte. Na Malcie władze nie popełniły błędów chociażby Włochów.

 

Jak długo zamierza pan pozostać na Malcie?

 

W środę mam rejs do Włoch, do których mogę wrócić tylko dlatego, że tam pracowałem. Na szczęście nie muszę płacić za bilet powrotny do Italii. Przez dwa tygodnie będę przebywał na kwarantannie w Neapolu, do którego się udaję. Po dwóch tygodniach chcę samochodem wrócić do Polski. Życie zmusiło mnie, żeby za chlebem wyjechać z kraju, ale tęsknię za ojczyzną i za narzeczoną Agatą, która przebywa aktualnie w Polsce. Jesteśmy razem już 20 lat. Jesteśmy jak stare dobre małżeństwo, tylko nadal nie mam czasu się ożenić (śmiech).

 

Brał pan pod uwagę pozostanie na wyspie i tam przeczekać ten trudny okres?

 

Nie brałem tego pod uwagę, ponieważ klub czeka aż piłkarze wyjadą i zwolnią mieszkania. Na dłuższą metę nie chcą nas tu trzymać, skoro nie gramy meczów. Chcę przede wszystkim wrócić do Polski i zobaczyć się z rodziną. Chcąc zostać tutaj, od kwietnia sam musiałbym się utrzymywać. W takiej samej sytuacji są moi koledzy klubowi. W drużynie mam Francuza, Meksykanina, Brazylijczyka i też muszą wracać do domów. Może jak zostanie wznowiona liga, to wówczas klub poprosi nas, żebyśmy wrócili na Maltę. O ile będzie możliwość, żeby wrócić…

 

Nie obawia się pan powrotu do Włoch?

 

Muszę się wystrzegać miejsc publicznych, ale po powrocie przez dwa tygodnie pozostanę w zamknięciu. Wiem, jak wygląda sytuacja we Włoszech, ponieważ moja mama mieszka i pracuje w mieście Acerra pod Neapolem jako pielęgniarka.

 

W tej chwili lekarz i pielęgniarka to chyba najniebezpieczniejszy zawód do wykonywania…

 

Mama z zawodu jest położną, ale przekwalifikowała się na pielęgniarkę. Do tej pory pracowała w prywatnym szpitalu, który teraz będzie przekształcony na ten trudny czas w nową placówkę. Będą przebywały tam osoby, które wyleczyły się z koronawirusa i dochodzą do siebie. Moja mama będzie pomagała tym ludziom dojść do pełnego zdrowia. W ostatnim czasie miała wolne, a wszystko dlatego, że prywatne szpitale zostały zamknięte. W tej chwili ich praca musi zostać wznowiona, żeby mogli dać wsparcie państwowym szpitalom. We Włoszech dzieje się prawdziwy „sajgon” i to nie tylko na północy kraju. Do szpitali cały czas przybywa chorych, a służba zdrowia już od dłuższego czasu się nie wyrabia.

 

Nie odradzał pan mamie powrotu do pracy w tym trudnym momencie?

 

Mama chce pomóc Włochom w tym katastrofalnym czasie. Moją pasją jest gra w piłkę, z kolei pasją mojej mamy jest pomoc innym ludziom. Nawet ostatnio, gdy rozmawialiśmy przez telefon, wspominała, że myśli nad zaciągnięciem się do szpitala, gdzie ludzie walczą o życie. Prosiliśmy ją z siostrą, żeby tego nie robiła i nie ryzykowała. Boimy się o nią, bo wiadomo, że mama ma swoje lata, ale nie jest jeszcze na emeryturze. Umiera dużo ludzi ze służby zdrowia, więc widzimy co się dzieje. Normalne, że syn i córka boją się o matkę, ale z drugiej strony nie mogę jej zabronić pomagać innym. Jest to jej powołanie i cały czas chce to robić. Martwię się też o tatę, który żyje w Irlandii. Ojciec zawsze motywował mnie do gry w piłkę. Wiele mu zawdzięczam. Zawsze pchał mnie do sportu. Sam zresztą uprawiał kolarstwo.

 

Jak ocenia pan ligę maltańską? Pozytywnie pana zaskoczyła?

 

W ostatnim czasie - mimo że występowałem w maltańskiej ekstraklasie - czułem się jakbym grał nadal we włoskiej III lub IV lidze. Organizacyjnie niczym się to nie różniło. Kilka drużyn pod tym względem jest na niezłym poziomie i można je porównać do zespołów z Serie B. Praktycznie w każdym klubie jest kilku obcokrajowców, którzy podnoszą poziom sportowy. Co ciekawe, na Malcie gra się ligę na trzech stadionach. Wszystkie czternaście drużyn gra na tych obiektach. Kolejka zaczyna się w piątek, a kończy w poniedziałek.

 

                               

 

Skąd wziął się pomysł wyjazdu na Maltę?

 

Po prostu przyjąłem ofertę pracy, która okazała się nie do końca fortunna dla mnie. W momencie, gdy zdecydowałem się zaakceptować propozycję gry w Hamrun Spartans FC, nie wiedziałem, że klub ma problemy. Jestem na Malcie trzy miesiące, a do tej pory nie zobaczyłem nawet jednego euro z wypłaty! Fajnie grać w piłkę i zwiedzać świat, ale z czegoś też trzeba żyć. Dobrze, że klub chociaż opłaca mieszkanie i zapewnia wyżywienie. Miałem grać od stycznia, ale okazało się, że nie jest to możliwe. Klub miał blokadę transferową ze względu na zaległości finansowe z przeszłości względem byłych zawodników. Przez miesiąc siedziałem i czekałem. Dopiero w lutym mogłem zadebiutować. Odszedłem z ACD San Tommaso i wyjechałem na Maltę, ale tutaj było to samo…

 

Żałuje pan wyjazdu na Maltę?

 

Nawet nie chodzi o to, że żałuję, ponieważ jestem już uodporniony na takie sytuacje. Maltańczycy już kilka lat temu chcieli mnie do siebie ściągnąć. Było to mniej więcej wtedy, gdy Fabrizio Miccoli przechodził do Birkirkary lub nieco wcześniej. Wszyscy jednak odradzali mi wyjazd na tę malutką wyspę w celu gry w piłkę nożną. Poziom rozgrywek był jednak naprawdę przyzwoity. Szkoda, że nie było mi dane pograć tam dłużej, bo chciałem poznać lepiej tę ligę.

CZYTAJ TEŻ: Polski napastnik zagra na Malcie. Związał się już z osiemnastym klubem!

 

Jak wyglądały pana ostatnie tygodnie na Malcie?

 

Na szczęście tutaj miałem ten komfort, że mogłem wyjść pobiegać na zewnątrz. Rano biegałem po paręnaście kilometrów, a popołudniami trenowałem, ale już w domu. Od trzech tygodni każdy ćwiczył indywidualnie w domowym zaciszu.

 

W przyszłym sezonie nadal będzie pan występował w Hamrun Spartans FC?

 

Nie wiem i na razie w ogóle o tym nie myślę. W tym momencie najważniejsze jest zdrowie. Na tym każdy powinien się teraz skupić. Sport i cała reszta musi zejść na boczny tor. Dopóki nie rozwiążemy problemu koronawirusa, to nic nie będzie normalnie funkcjonowało.

 

Obecny sezon jest jeszcze do uratowania? Liczy pan, że uda się wznowić rozgrywki czy już nawet nie ma złudzeń?

 

Bardzo chciałbym, żeby dało się wznowić sezon, ale będzie to bardzo trudne. Po blisko dwudziestu latach gry w piłkę stałem się profesjonalistą. Kocham futbol i nie traktuję go tylko jako hobby. Pomimo wielu problemów, które napotykam na swojej drodze, to nadal uwielbiam to robić. Często jest problem z wypłacalnością klubów, ale nie zraża mnie ten fakt. Gdy wychodzę na boisko, czuję się spełniony i szczęśliwy. Piłka nożna przez całe życie mi towarzyszy i jeśli będzie szansa, żeby dograć ten sezon do końca, to zrobię to z przyjemnością. Liczę, że jeszcze zaznaczę swoją obecność na Malcie.

 

Od 2003 roku występuje pan na włoskich boiskach, ale niedawno (wiosną 2019 roku) wrócił pan na chwilę do Polski. Jaki był tego powód? Czyżby oferta Mszczonowianki Mszczonów była aż taka kusząca?

 

W tamtym roku miałem problem z transferem we Włoszech. W niższych ligach istniał taki przepis, że do końca grudnia wszystkie kluby muszą zgłosić nowych zawodników. W tamtym roku dopiero w styczniu znalazłem sobie klub, ale wedle przepisów nie mogłem się z nim związać. Nie mogłem grać we Włoszech, więc postanowiłem wrócić do Polski na pół roku. Świetnie się złożyło, bo trafiłem pod skrzydła trenera Macieja Śliwowskiego, który kiedyś strzelał gole dla Legii Warszawa. Bardzo miło wspominam tego szkoleniowca. Do dzisiaj pozostajemy w kontakcie. Można z nim konie kraść (śmiech). Być może jeszcze w przyszłości przyjdzie nam współpracować. Bardzo bym tego chciał.

 

Grając we Włoszech w piłkę nożną w trzeciej czy w czwartej lidze, wykonywał pan dodatkową pracę?

 

Zdarzało się, że tak. Żadna praca nie hańbi, dlatego grając w piłkę, często wykonywałem również inne zajęcia. Gdy przyjechałem do Włoch 17 lat temu, żeby nie nadwyrężać budżetu domowego mojej mamy, poszedłem pracować na budowę. Po pracy wieczorami trenowałem ze swoim klubem. Nie chciałem być ciężarem dla mamy, więc żadnej pracy się nie bałem.

 

Grał pan w wielu klubach z różnych regionów Włoch. Który region najbardziej przypadł panu do gustu?

 

Najprzyjemniej mieszkało mi się na Sardynii, w mieście Porto Cervo, czyli nad samym Morzem Śródziemnym - niedaleko Olbi. Jest to słynny kurort chętnie odwiedzany przez zamożnych ludzi, ale nic dziwnego, bo jest tam przepięknie. Miałem również przyjemną pracę - rozwoziłem ludzi. Ponadto awansowałem z moim ówczesnym klubem Polisportiva Arzachena z IV do III ligi. Były to bardzo przyjemne trzy lata spędzone na Sardynii. Uwielbiam przebywać nad morzem, więc trafiłem idealnie. Maltę mogę porównać do Sardynii. Jeśli koronawirus nam wszystkim odpuści, to polecam przyjechać tutaj na wakacje.

 

Często napotykał pan na swojej drodze rodaków mieszkając na Sardynii?

 

Zazwyczaj byli to turyści, ale pewnego razu grałem na tej pięknej wyspie przeciwko Polakowi. Był nim Damian Rasak, który jest aktualnie czołowym zawodnikiem Wisły Płock. Ten utalentowany defensywny pomocnik grał wtedy w klubie z Sassari - SEF Torres. Obaj graliśmy z „dychami” na koszulce. Kibice wówczas strasznie mi ubliżali. Krzyczeli: - Polak to, Polak tamto. Chcieli obrazić tylko mnie, ale tym sposobem mój rodak też mógł poczuć się dotknięty tymi wyzwiskami. Swoją drogą Damian jest bardzo sympatycznym chłopakiem. Cieszę się, że dobrze radzi sobie w polskiej lidze. Innym razem na Sardynii spotkałem byłego zawodnika Legii - Kennetha Zeigbo. Miał już wtedy koło „czterdziestki” i siedział na ławce rezerwowych. Nie mogłem uwierzyć, że to on. Zrobiłem sobie z nim zdjęcie. Wszedł na 20-30 minut i było widać, że wie o co w piłce chodzi.

 

Przeciwko jakim znanym piłkarzom miał pan okazję grać?

 

Kilka lat temu grałem przeciwko Matuzalemowi, który w przeszłości występował w wielu znanych klubach. Przez lata był zawodnikiem Szachtara Donieck i Lazio. Jednak sprowadzenie tak słynnego piłkarza na niewiele się zdało, ponieważ drużyna z nim w składzie nie awansowała, choć taki był plan. W tym sezonie w III lidze włoskiej grają w jednym zespole Francesco Tavano i Massimo Maccarone, którzy związali się z Carrarese Calcio.

 

Maltański Hamrun Spartans FC jest pana osiemnastym klubem w karierze. Posiadaczem rekordu Guinnessa pod względem największej liczby reprezentowanych klubów podczas kariery jest Sebastian Abreu. Urugwajczyk grał w aż 28 klubach. Jego rekord jest zagrożony?

 

Urugwajski kolega po fachu może raczej spać spokojnie (śmiech). Ja go nie dogonię. Może trener Śliwowski znowu da mi szansę w Polsce (śmiech). Nie wiem co będzie w przyszłym sezonie, ale teraz sytuacja we Włoszech jest bardzo trudna. Wiem od moich włoskich kolegów, że grając w III lidze, w tej chwili muszą iść do związku po zapomogę. Kluby nie mają z czego zapłacić.

 

Na początku roku skończył pan 37 lat. Planuje pan grać do „czterdziestki”?

 

Jeśli zdrowie pozwoli to bardzo bym chciał. Proszę mi wierzyć mimo, że choć blisko mi do „czterdziestki”, to na tle piłkarzy z Malty wyglądałem jak 28-latek. Niektórym nie chciało się nawet biegać. Bez biegania nie da się przecież grać w piłkę. Mimo że to ekstraklasa maltańska, to w zasadzie wszyscy zawodnicy na co dzień normalnie pracują.

 

Raport dotyczący koronawirusa TUTAJ

 

Raport dotyczący koronawirusa w sporcie TUTAJ

Adrian Janiuk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze