Wicemistrz świata na żużlu: Chcę nauczyć się polskiego dla córki

Żużel
Wicemistrz świata na żużlu: Chcę nauczyć się polskiego dla córki
fot. PAP
Leon Madsen to kapitan ekstraligowego Eltrox Włókniarza Częstochowa.

W poprzednim sezonie do samego końca walczył z Bartoszem Zmarzlikiem o tytuł mistrza świata. W rozgrywkach PGE Ekstraligi został najskuteczniejszym żużlowcem. Od kilku lat mieszka w Polsce i nie zamierza się stąd ruszać. Mowa o jednej największych gwiazd światowego speedwaya - Leonie Madsenie.

Krystian Natoński: Jak się czujesz oraz jak spędzasz swój czas w domu w dobie pandemii koronawirusa. To z pewnością trudny okres dla ciebie, podobnie jak dla każdego z nas.

 

Leon Madsen: Wszystko u mnie w porządku, przebywam w domu, starając się wykonywać różne ćwiczenia. Oglądam także dużo filmów na Netfliksie (śmiech).

 

Nie masz w pobliżu motocykla żużlowego, więc podejrzewam, że gdybyś mógł na niego teraz wsiąść i zrobić kilka kółek w swoim salonie, to uczyniłbyś to.

 

Nie jestem do końca przekonany czy moja dziewczyna byłaby z tego zadowolona, podobnie jak sąsiedzi. Oczywiście tęsknimy za tym, aby wreszcie móc się pościgać. Za nami bardzo długa zima i wszyscy czekamy wreszcie na rozpoczęcie sezonu. Niestety, nie możemy teraz jeździć, więc musimy czekać. W międzyczasie staram się wykorzystywać ten okres jak tylko mogę, aby być w formie i być gotowym na inaugurację. Nie jest tajemnicą, że miałem cztery operacje tej zimy, co trochę pchnęło mnie do tyłu. Nie jest to więc dla mnie zła wiadomość, że sezon rozpocznie się trochę później, ponieważ mam nieco więcej czasu, aby być w stu procentach przygotowanym.

 

W pewnym sensie ta przerwa pomaga ci w uzyskaniu pełnej formy, więc nie musisz aż tak bardzo narzekać.

 

Mimo wszystko wolałbym, aby ten sezon się już zaczął i żeby wszystko wyglądało normalnie, bez tej sytuacji, w której znajdujemy się obecnie. Jest jak jest i nie pozostaje nam nic innego jak wykonywać polecenia rządu, zostać w domu i trzymać się z daleka od siebie, tak aby ten wirus jak najszybciej minął.

 

Czy masz jakiś kontakt z ludźmi z Danii, zakładam, że tak. Jak wygląda sytuacja z koronawirusem w twoim kraju? Czy jest tak poważna jak u nas? A może mniej lub bardziej?

 

Wydaje mi się, że w Danii wygląda to niemal tak samo jak w Polsce. Również tam wszystko jest pozamykane, ludzie zostają w domach, wykonując jedynie niezbędne czynności takie jak zakupy. Oba kraje uczyniły te same kroki bezpieczeństwa w identycznym momencie, więc sytuacja jest tam podobna jak w Polsce.

 

Chciałbym poruszyć z tobą wątek poprzedniego sezonu, który należał do twoich najlepszych w karierze. Jakbyś go ocenił teraz - po kilku miesiącach? Był on o tyle niesamowity, że miałeś kontuzję w drugiej części sezonu, a mimo to byłeś najlepszy w PGE Ekstralidze i zostałeś wicemistrzem świata. To całkiem imponujące.

 

Tak jak wspomniałeś, to był niesamowity sezon, prawdopodobnie mój najlepszy. Zostać wicemistrzem świata i najlepszym zawodnikiem w PGE Ekstralidze było wielkim osiągnięciem, z czego jestem niezmiernie zadowolony. Niestety, w drugiej części sezonu miałem nieprzyjemny wypadek i w skutek tego kontuzję kostki. Do tego doszła także kontuzja pleców. Nie ułatwiało mi to życia. Cierpiałem za każdym razem, kiedy musiałem wyjeżdżać na tor. Praktycznie przed każdymi zawodami musiałem otrzymać zastrzyk, aby zmniejszyć ból. Nie było łatwo, ale robiłem co mogłem. Jestem całkiem dumny z siebie za to, co udało mi się osiągnąć w zeszłym sezonie.

 

Mam teraz zamiar zadać ci pytanie, na które odpowiedź ciekawi z pewnością wielu kibiców. Dlaczego zdecydowałeś się uprawiać żużel?

 

Nie miałem wyjścia. Mój tata posadził mnie na motocyklu (śmiech). Od małego zawsze lubiłem wszystko, co było na kółkach. Kiedy miałem dwa lata, miałem taki mały elektryczny rowerek. Wówczas moi rodzice zauważyli, że to mi się podoba. Niedługo później kupili mi motocykl żużlowy o pojemności 50cc. I od tego tak naprawdę wszystko się zaczęło. Od tamtej pory to polubiłem i do teraz lubię sporty motorowe.

 

Rozważałeś w ogóle kim mógłbyś zostać, gdyby nie żużel?

 

Myślę, że spora rzesza ludzi ma tego typu przemyślenia. Ja też rzecz jasna kilka razy zadałem sobie to pytanie. Zawsze czułem pasję do lotnictwa i któregoś dnia chciałbym zostać pilotem, gdy skończę moją karierę żużlowca.

 

Ten sam poziom ekstremalności co bycie żużlowcem.

 

Może nie do końca, ale tak samo jest to coś wyjątkowego i ciąży na tobie wielka odpowiedzialność. To naprawdę unikatowa profesja.

 

Aczkolwiek jako żużlowiec, miałeś kogoś na kim się wzorowałeś? Podejrzewam, że kiedy byłeś małym chłopcem, twoimi idolami mogli być

Hans Nielsen bądź Eric Gundersen. Być może był to ktoś spoza Danii?

 

Myślę, że każdy dzieciak ma jakiegoś idola, kiedy uprawia sport. Ja też takiego miałem i byłem zawsze wpatrzony w Tony'ego Rickardssona. Podobał mi się styl jego jazdy oraz to jakim był profesjonalistą. Właśnie na nim się wzorowałem.

 

A pamiętasz swój pierwszy występ (w Polsce przyp. red.) jako zawodowy żużlowiec? Nie dzieciak, nie junior.

 

To musiało być w 2010 roku, jeżdżąc we Wrocławiu.

 

 

Porozmawiajmy właśnie o Polsce, ponieważ nie wszyscy muszą wiedzieć, że mieszkasz w Polsce, co jest bardzo ciekawe. Jesteś w naszym kraju już trochę czasu, więc możesz coś powiedzieć o nas, o naszej kulturze.

 

Dokładnie. Żyję w Polsce od kilku lat, dokładnie w Gdyni. Jest tu bardzo przyjemnie, mam blisko do plaży. Niedaleko jest także lotnisko, więc nie mam większych problemów z podróżowaniem po Europie. Podoba mi się tutaj, w innym przypadku nie mieszkałbym w Polsce. Pogoda w Polsce także jest lepsza niż w Danii (śmiech). Poza tym mam bliższy kontakt z polskim żużlem. Jeżeli chcę potrenować lub przetestować sprzęt, mam niedaleko na tor i mogę z dnia na dzień to uczynić.

 

A co z naszymi tradycjami, kulturą? Coś cię zaskoczyło jako obcokrajowca? Masz jakieś ulubione jedzenie?

 

Staram się zdrowo odżywiać, ale oczywiście jedzenie w Polsce jest bardzo dobre i od czasu do czasu je spożywam. Macie bardzo dobrę kuchnię. Nie mam jednak swojego ulubionego, jest ich sporo.

 

Podejrzewam, że niektóre jest nawet ciężko wymówić, więc kompletnie cię rozumiem. Polski język nie należy od najłatwiejszych, ale zakładam, że któregoś dnia się go nauczysz.

 

Staram się to robić i chyba nie będę miał wyjścia, ponieważ moja mała córeczka będzie również mówić w tym języku. Nie chciałbym za bardzo tkwić w niewiedzy gdy rozmawia ze swoją mamą. Będę się starał razem z nią uczyć polskiego i zobaczymy jak mi pójdzie (śmiech).

 

Zastanawiam się co możesz powiedzieć o żużlu w Danii. Doskonale wiemy, że w Polsce to olbrzymi sport, w którym zawodnicy są traktowani jak gwiazdy Hollywood. Jak to wygląda w twoim kraju pod względem medialności i popularności?

 

Jeżeli całościowo spojrzysz na historię naszego kraju, to żużel zawsze był popularny w Danii, począwszy od czasów Ole Olsena. Kiedyś powiedział, że w dawnych czasach każde miasto praktycznie potrzebowało toru żużlowego. Oczywiście teraz to wygląda inaczej, ale kiedy tylko osiągamy dobre rezultaty, to można dostrzec, że żużel nadal jest popularny w Danii. Jednak do tego potrzebne są wyniki, jak w innych dyscyplinach. Żeby przyciągnąć uwagę kibica, musimy starać się nieco bardziej niż np. piłkarze, ale gdy tylko to nam się udaję, wówczas zainteresowanie jest spore. Tak jak w zeszłym roku na Grand Prix w Vojens, gdzie na stadionie było około 15 tysięcy kibiców.

 

A jak wychodzisz na ulice, to jesteś rozpoznawalny? Wiemy, że w Polsce, np. w Częstochowie, w której startujesz, jesteś błyskawicznie otaczany przez kibiców.

 

Częstochowa pod tym względem jest wyjątkowa. Zawsze jak tam jestem, to podchodzą do mnie kibice, aby się przywitać i to jest bardzo przyjemne. Doceniam to. W Danii tak nie ma, ale po ubiegłym sezonie ludzi, którzy mnie kojarzą jest trochę więcej.

 

Częstochowa to z pewnością osobny wątek naszej rozmowy. To twój czwarty sezon pod Jasną Górą i nie ma co oszukiwać, że wyrastasz na legendę tego klubu. Jedynie Ryan Sullivan jeździł we Włókniarzu sześć lat. Zaaklimatyzowałeś się tam i jesteś uwielbiany przez kibiców.

 

Czuję się tam bardzo swobodnie. To wyjątkowe miejsce, zwłaszcza wtedy, kiedy na stadionie zasiada komplet publiczności na każdym meczu. Od pierwszego dnia zostałem tam ciepło przywitany. Cieszę się, że ścigam się dla Częstochowy i chciałbym tam startować jeszcze wiele lat z dobrymi wynikami.

 

Spodziewałeś się, że będziesz jeździł w Częstochowie tak długo? Ważnym klubem dla twojej kariery był także Tarnów. Reprezentowałeś również barwy Wybrzeża Gdańsk.

 

Oczywiście tuż po przyjściu do Włókniarza, w pierwszym sezonie nie wiedziałem jeszcze jak to będzie wyglądać i ile będzie trwać. Szybko jednak znaleźliśmy wspólny język, mamy te same ambicje, obraliśmy wspólny kierunek. Klub konsekwentnie się rozwija. Chcemy iść cały czas do przodu. W zeszłym sezonie zdobyliśmy brązowy medal i miejmy nadzieję, że teraz uczynimy kolejny krok, aby wreszcie powalczyć o złoto.

 

Wspomniałem również o Tarnowie, gdyż trzeba zaznaczyć, że to też był dla ciebie istotny okres w karierze. Stałeś się tam liderem zespołu.

 

Powiedziałbym, że momentem przełomowym dla mnie był Wrocław. Następnie przeniosłem się do Tarnowa. Miałem tam kilka fajnych sezonów. W 2012 roku udało nam się wywalczyć złoty medal. To było coś wyjątkowego - zdobyć złoto w lidze polskiej. Niewielu zawodnikom udaje się ta sztuka. To wspaniałe uczucie i chciałbym to powtórzyć również z Włókniarzem.

 

Podchwytliwe pytanie. Co jest trudniejsze do zdobycia - złoto w PGE Ekstralidze czy w Grand Prix?

 

Dobre pytanie (śmiech). Oczywiście w Grand Prix jesteś sam i wszystko zależy od ciebie. W lidze masz drużynę, w której każdy musi dobrze się zaprezentować. Musisz także unikać kontuzji w trakcie sezonu. W obu przypadkach jest niezmiernie trudno. Jedno z nich udało mi się zdobyć i mam nadzieję, że pewnego dnia wygram także złoto w Grand Prix.

 

Jakbyś opisał siebie jako osobę? Chciałbyś być swoim mechanikiem? Nie rozmawiałem z twoim mechanikiem, Przemkiem Kapalski ani z pozostałymi więc spokojnie (śmiech).

 

Zawsze ciężko opisać się samemu. Lepiej gdy ktoś robi to za ciebie. Zdecydowanie nie chciałbym być swoim mechanikiem. Gdybyś zapytał mój team, być może powiedzieliby ci, że jestem surowy i wymagający. Moi mechanicy wiedzą czego od nich oczekuję, mają jednak także wolną rękę jeśli chodzi o pracę. Wydaje mi się, że jestem dobrym facetem, który ceni sobie profesjonalizm. Tak jak wspomniałem wcześniej, zawsze wzorowałem się na Tony'm Rickardssonie i jedną z cech, którą ceniłem sobie u niego był właśnie profesjonalizm. On tak naprawdę sprowadził speedway na inny poziom. Zawsze chciałem być taki jak on.

 

Dziękuję za twój czas, którego pewnie masz teraz sporo, ale nie na tym to polega. Czekamy bowiem na nowy sezon.

 

To prawda, mam sporo czasu, ale staram się go owocnie wykorzystywać. Trenuję, aby być w jak najlepszej formie. Robię to codziennie, jeżdżąc na rowerze lub ćwicząc w domu. Trenujemy wspólnie z moją dziewczyną, która stara się mnie napędzać z całych sił, abym był w pełni formy na inaugurację sezonu. Tak jak wcześniej wspomniałem, mam ambicję, aby zdobyć złoty medal i zostać mistrzem świata.

 

Śledząc twojego oraz twojej dziewczyny Instagram, zastanawiam się kto jest bardziej "fit" i kto ma większego bzika na tym punkcie.

 

Aż tak bardzo mi nie ustępuję, więc powiem, że ona (śmiech).

 

A kto na kim się wzoruje?

 

Jesteśmy całkiem zgraną parą i napędzamy siebie nawzajem, zawsze wspierając się.

 

Dziękuję za twój czas. Czekamy na nowy sezon i mamy nadzieję, że pandemia koronawirusa wkrótce dobiegnie końca.

Krystian Natoński, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze