Romański w Energa Basket Lidze: Czego się już nie dowiemy?

Koszykówka
Romański w Energa Basket Lidze: Czego się już nie dowiemy?
fot.
Czego już nie dowiemy się w tym sezonie Energa Basket Ligi?

Przerwany przedwcześnie przez koronawirusa sezon 2019/2020 Energa Basket Ligi pozostawił wiele pytań bez odpowiedzi. Komentator Polsatu Sport Adam Romański analizuje 10 najciekawszych z nich w tekście pełnym swoistej sportowej „gdybologii”.

20 dni po ostatnim meczu sezonu przychodzi dobry moment na ostatnie podsumowania niedokończonego sezonu Energa Basket Ligi. Było wystarczająco dużo czasu, żeby ocenić już z dystansu, jakie pytania nie dostaną już nigdy odpowiedzi po tym, jak rozgrywki 2019/2020 zostały przerwane na początku 23. kolejki i uznane za zakończone. Przypomnijmy, że mistrzem Polski został Stelmet Enea BC Zielona Góra, wicemistrzami Start Lublin i Anwil Włocławek, a żadna z 16 drużyn nie spadła.

 

Pytania, na których odpowiedzi już nie poznamy, są jednocześnie największymi tęsknotami do tego, co się już nie zdarzy, a zdarzyć się mogło lub powinno, po przerwaniu sezonu 2019/2020. Pożeglujmy więc w nieznane.

 

Czy Anwil Włocławek zdobyłby pierwszą w historii potrójną koronę?

 

To pytanie jest za proste. Może lepsze byłoby: „czy transfery Anwilu uratowałyby potrójną koronę i trzecie mistrzostwo z rzędu” lub „czy kontuzje zniszczyłyby szanse na powyższe”. Może słowo „uratowałyby” nie pasuje do końca, bo zakłada jakieś desperackie niemal działania, a tu myślę, że mielibyśmy do czynienia ze zwykłą sportową walką. Przyjście McKenziego Moore’a w miejsce Tony’ego Wrotena było krokiem we właściwą stronę, zdrowie i formę odzyskiwał Chase Simon, na kolejne zmiany się nie zdecydowano… To były dobre wiadomości. Ale złe też były, zwłaszcza mówię tu o kontuzji Shawna Jonesa, który mógł nie wrócić do gry nawet na początek play-off. Kontuzjowany był też Moore i Jakub Karolak, a to wszystko pachniało kłopotami z utrzymaniem miejsca w trójce i jednak mimo wszystko większymi kłopotami w play-off. Oczywiście, w 2019 Anwil wygrał decydujące mecze o wszystko w Gdyni i Toruniu, ale na to patentu na pewno nie miał.

 

Najbardziej szkoda mi pojedynków trenerów z dwóch różnych światów (choć obu łączy urodzenie w Chorwacji w latach 70.), czyli Żana Tabaka ze Stelmetu i Igora Milicicia z Anwilu, który wygrał w przerwanym sezonie i Superpuchar i Puchar Polski. Byłoby co analizować!

 

Moje przewidywanie nie do sprawdzenia: Anwil tym razem nie byłby mistrzem Polski. Krótko i na temat.

 

Czy Start Lublin byłby w stanie wygrywać z mocnymi w seriach play-off?

 

To taka koszykarska sztampa. Często się mówi, że ktoś teoretycznie słabszy (albo w naszych oczach słabszy) jest w stanie zagrać świetnie jeden czy dwa mecze, ale w serii do trzech czy czterech wygranych już nie dałby rady. Czy to się da zastosować do rewelacyjnych w tym sezonie lublinian? Uważam, że nie. Ten zespół był sprawdzony, miał w końcu fantastyczny bilans 17-5, i o czym wiele razy mówiliśmy i pisaliśmy, był mocny wszędzie, w każdym elemencie koszykarskim i w każdej części boiska.

 

Kilka razy używałem porównań do innego takiego zespołu z niższym budżetem, który zaszedł daleko, czyli Kotwicy Kołobrzeg trenera Sebastiana Machowskiego z sezonu 2008/2009, zdobywcy Pucharu Polski i trzeciego po rundzie zasadniczej. Kołobrzeżan wtedy zjadły kłopoty finansowe, który osłabiły drużynę w play-off i Kotwica przegrała z Energą Czarnymi Słupsk w ćwierćfinale 1:3. W Starcie o żadnych kłopotach finansowych nie było mowy, a wręcz mówiło się ostatnio, że klub wzmocni wielka lokalna firma państwowa. A więc?

 

Moje przewidywanie nie do sprawdzenia: Start przeszedłby ćwierćfinał, bez względu na rywala i później byłby godnym rywalem dla wszystkich faworytów. Idealny kandydat do brązowego medalu.

 

Zobacz: Dwoje sędziów z Włoch zostawiło sport! Wrócili do pracy w szpitalach na pełny etat

 

Czy Stelmet Enea BC Zielona Góra dałoby się zabiegać?

 

Gdzie były kłopoty ostatecznego mistrza 2020, czyli lidera tabeli w momencie przerwania gry? Pokazały się tylko w dwóch meczach - w Zielonej Górze z Eneą Astorią Bydgoszcz (niesamowite 107:113), kiedy to bydgoszczanie zabiegali zespół Stelmetu, oraz w półfinale Pucharu Polski z Polskim Cukrem Toruń, kiedy to w dość tajemniczych okolicznościach Stelmet w ostatnich pięciu minutach zatracił swoje cechy „maszyny” i nie potrafił wykonać skutecznej akcji z gry. Nie bez udziału obrony torunian, oczywiście, ale myślę, że jednak głównym pomysłem na Stelmet mogłoby być ich zabieganie, albo fizyczne wyzwanie, któremu nie byliby w stanie się przeciwstawić. Brakuje niestety trochę materiału do analizy, bo zespół Żana Tabaka wyczekiwany mecz we Włocławku zagrał ze znacznie osłabionym rywalem.

 

Moje przewidywanie nie do sprawdzenia: Stelmet miał bardzo mocny sztab, który byłby w stanie zamaskować te problemy, zwłaszcza jeśli seria by się przedłużała. Tylko Anwil Włocławek mógłby z nimi powalczyć, ale sztab Stelmetu to nie Arka czy Polski Cukier z 2019. Ponieważ ostatni ewentualny mecz takiej serii odbywałby się tym razem w Zielonej Górze, stawiałbym na Stelmet.

 

Czy Jacek Winnicki stworzyłby w Stargardzie kolejną potęgę „instant”?

 

Instant, czyli natychmiastową. Tak było przecież w Toruniu, kiedy przejął zespół na dziewiątym miejscu i w dwa lata doprowadził do finału. Nie do końca tak było w MKS Dąbrowa Górnicza, bo wcześniej ten zespół walczył w play-off, ale jako najlepszą jego edycję zapamiętamy ekipę Winnickiego z 2018/2019. Teraz w Stargardzie trener Winnicki zmienił wiele, między innymi sposób pracy, skład, mentalność, styl. W momencie przerwania rozgrywek PGE Spójnia była na dziewiątym miejscu, o punkt za Śląskiem Wrocław i Kingiem Szczecin.

 

Moje przewidywanie nie do sprawdzenia: PGE Spójnia jeszcze w tym sezonie potęgą by się nie stała. A dokładnie nie awansowałaby do play-off. Ostatecznie kłopotem okazałoby się, że zespół nie był przez Winnickiego budowany, ma za dużo luk w składzie, a dobierane nieco w pośpiechu wzmocnienia tego trenera (rozgrywający Adris de Leon i masywny australijski center Harry Froling) nie dałyby tyle jakości, co się spodziewano.

 

Czy Enea Astoria Bydgoszcz dobiegłaby do play-off?

 

Latem przewidywałem, że nowy w lidze zespół z Bydgoszczy w rękach trenera Artura Gronka może zawędrować nawet do play-off. Wtedy się z tego śmiano, pamiętam, jak ktoś wyliczał, że np. Legia i Stal Ostrów musiałyby z ósemki wypaść. No cóż. Astoria ostatecznie zakończyła przerwany sezon na 11. miejscu, ale wygrała pięć z ostatnich sześciu meczów i wyglądała na poważnego kandydata do play-off. Oczywiście, wiele trudnych punktów w terminarzu drugiej rundy było jeszcze przed nimi, ale ekipa Gronka miała swoje atuty i wyglądała na taką, która jest w stanie powalczyć z najlepszymi.

 

Moje przewidywanie nie do sprawdzenia: To by się jednak nie udało. Moimi faworytami do trzech ostatnich miejsc w play-off były Trefl Sopot, Śląsk Wrocław i King Szczecin, czyli tak jak było w końcowej tabeli w momencie przerwania.

 

Zobacz: Wyleczony z koronawirusa koszykarz NBA chce wziąć udział w eksperymencie

 

Czy Śląsk Wrocław dorwałby w końcu kogoś z góry tabeli?

 

Jedna z osób, które ciekawie byłoby ujrzeć w przyszłym sezonie w Energa Basket Lidze ponownie, to trener Śląska (od 11. meczu) Oliver Vidin. Czy z innym zespołem Śląska (bo chyba ciężko będzie wrócić wszystkim obecnym filarom), ale pracując od początku, osiągnie więcej? To pytanie do innego tekstu, a do dzisiejszego pasuje, czy do końca sezonu wygrałby w końcu mecz z zespołem z pierwszej piątki ligi? Szanse byłyby z Anwilem u siebie, w Toruniu i Lublinie oraz na koniec rundy u siebie ze Stelmetem.

 

Moje przewidywanie nie do sprawdzenia: Wygrałby, może nawet większość z tych czterech meczów z czołówką. Śląsk byłby coraz mocniejszy i mocno niechciany jako rywal w play-off.

 

Kto byłby największym przegranym sezonu - Asseco Arka Gdynia czy Polski Cukier Toruń?

 

Najwyżej ceniłem w przerwanym sezonie zespoły Anwilu i Stelmetu, dla Startu rezerwuję brązowy medal, więc matematyka podpowiada, że jeden z dwóch zespołów mierzących w mistrzostwo, a na pewno w medal, musiałby się znaleźć nie tylko poza finałem czy podium, ale po prostu odpaść w ćwierćfinale. Ekipy z Torunia i Gdyni dopiero się szykowały do „wielkiego skoku”. Arka trenera Przemysława Frasunkiewicza liczyła na skutki przebudowy składu i nie napalała się na rundę zasadniczą, patrząc na doświadczenia z 2019, przygotowując do play-off. Torunianie lizali rany po licznych kontuzjach i mieli nadzieję, że wreszcie będą mogli straszyć rywali pełnym składem.

 

Moje przewidywanie nie do sprawdzenia: Największym przegranym byłaby Asseco Arka. Wierzę w trenera Przemysława Frasunkiewicza, ale tym razem miał zespół słabszy od rywali do medali. Torunianie tymczasem w równym play-off mogli nawet znaleźć się w finale, wiele zależałoby od układu par.

 

Czy MKS Dąbrowa Górnicza uratowałby się przed spadkiem?

 

MKS postawił od lutego na akcję ratunkową, ponoć poradziwszy sobie uprzednio z zaległościami finansowymi z poprzednich lat w dużym stopniu. Trener z Włoch Alessandro Magro sprowadził ciekawego obwodowego gracza Lee Moore’a (zadebiutował w ostatnim meczu sezonu) oraz miał zgłoszonego nowego centra Steve’a Taylora. Po rozegraniu 23 meczów sezonu MKS miał na koncie nie tylko 16 kolejnych porażek, ale łącznie tylko tyle samo zwycięstw co Polpharma (cztery) i o jedno mniej od Legii, z którą przegrał dwa razy. Decydujący byłby mecz z Polpharmą na wyjeździe, w którym moim zdaniem nie byłby faworytem. Pozostałe sześć zaplanowanych meczów to aż pięć starć z zespołami z ósemki.

 

Moje przewidywanie nie do sprawdzenia: MKS zająłby ostatnie miejsce. Magro to solidny materiał na pierwszego trenera, ale w rywalizacji ligowej w Polsce zostałby ograny przez ligowych spryciarzy Wojciecha Kamińskiego (Legia) i Marka Łukomskiego (Polpharma). I nie mam tu na myśli nic zdrożnego, ale po prostu oni znaleźliby drogę do większej liczby zwycięstw.

 

Czy Michał Michalak utrzymałby koronę króla strzelców do końca sezonu?

 

Czytam czasami, że Michalak „nie sprawdził się” w Hiszpanii dwa sezony temu i rok temu w Anwilu. O ile lekcja z Saragossy jest jasna, to w poprzednich rozgrywkach w zespole mistrza Polski moim zdaniem Michalak był dobry, a grając wiosną po długiej przerwie z kontuzją był przyzwoity. Nie dostał szansy na odbudowanie się w dobrym zespole w 2019/2020, ale był świetnym strzelcem w Legii Warszawa i pokazał swoją jakość w reprezentacji. Ma 26 lat (kolejne urodziny dopiero w listopadzie) i tytuł najlepszego strzelca ligi (średnia 21,9) był w pełni zasłużony. Dodajmy, że w ostatnich dwóch sezonach żadnego Polaka nie było nawet w dziesiątce najlepszych strzelców, a od 1994 roku, kiedy na boiskach ekstraklasy szalał Wojciech Królik, królów strzelców z Polski było tylko dwóch - Jakub Dłoniak (wtedy w Siarce Tarnobrzeg) w sezonie 2012/2013 i Krzysztof Szubarga (w Asseco Gdynia) w 2016/2017.

 

Moje przewidywanie nie do sprawdzenia: Utrzymałby. Wśród zawodników pozyskanych w trakcie sezonu przez kluby EBL takich strzelców nie było, a najgroźniejszy rywal Josh Bostic w końcówce sezonu zasadniczego i w play-off nie punktowałby aż tak znakomicie.

 

Czy klub z Zielonej Góry zrealizowałby swój program naprawczy?

 

Ważnym, choć pomijanym, aspektem sukcesów Stelmetu w sezonie 2019/2020 był spokój zawodników i trenerów związany z wypłacalnością bieżących zobowiązań kontraktowych przez klub. Kontrast z poprzednim sezonem, kiedy podczas play-off w zespole ważnym tematem były półroczne opóźnienia, był znaczący. Zgodnie z deklaracjami klubu, omówionymi przeze mnie swego czasu w #StudioAdRom na YouTube, budżet na bieżący sezon został obniżony o 20 procent, postawiono cel płacenia na bieżąco obecnemu składowi i w trzy lata spłacenia kilkumilionowe zaległości. Ważnym punktem miały być też pieniądze wpływające dzięki gdzie w regionalnej rosyjskiej lidze VTB.

 

Moje przewidywanie - tym razem - do sprawdzenia w przyszłości: Nie wiemy, jak do lutego działało spłacanie zaległości z poprzednich lat. Wiemy, że zawodnicy z tego sezonu nie skarżyli się na braki w wypłatach. Cała konstrukcja jest jednak niestety mocno zagrożona, także przez obniżone środki z nagród ligi VTB (mimo sukcesów sportowych w tych rozgrywkach). Budżety wszystkich klubów ucierpią, a przewidywania z lata 2019, kiedy Stelmet pracował nad długiem, nie będą miały nic wspólnego z tym, co nas czeka. Czy uda się zgromadzić tyle środków, żeby spłacić zaległe miliony? Pozostaje napisać - oby!

 

Wersja wideo w #StudioBasket, w której na te same pytania odpowiada także ekspert Polsatu Sport Tomasz Jankowski - do obejrzenia na kanale YouTube.

Adam Romański, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze