Romański w Energa Basket Lidze: Za kim tęsknię, kogo nie chcę

Koszykówka
Romański w Energa Basket Lidze: Za kim tęsknię, kogo nie chcę
fot. PAP
W drugiej grupie znalazł się między innymi Phil Greene z Asseco Arki Gdynia.

10 koszykarzy, których chętnie zobaczyłby ponownie w Energa Basket Lidze i 10 takich, których już oglądać nie ma ochoty - specjalnie dla portalu Polsatsport.pl wybrał po przedwcześnie zakończonym sezonie 2019/2020 koszykarski komentator Polsatu Sport Adam Romański.

Sezon Energa Basket Ligi zakończył się decyzją zarządu PLK SA na meczach w dniu 11 marca. Wielu zawodników nie dokończyło więc misji w Polsce, ale dla wielu, którzy grali w EBL w tym sezonie to były za wysokie progi, za wysokie oczekiwania, albo po prostu koniec drogi. Przyjrzyjmy się 20 koszykarzom z naszej ekstraklasy, których warto byłoby jeszcze raz zobaczyć na boisku, albo lepiej, żeby już się nie pokazywali.


10 tych, którzy niech wracają jak najszybciej:


Ricky Ledo


Lubię się przekonywać w play-off, kto jest kim i jak reaguje na wyzwania. Nie było to nam dane w przypadku niebywale utalentowanego byłego zawodnika NBA i Euroligi, który dla mnie był MVP sezonu 2019/2020, który spędził w Anwilu Włocławek. Ledo umiejętności ma niespotykane, ale jak reagowałby na twarde reguły play-off Energa Basket Ligi? Chciałbym się przekonać. Może być w 2021 roku. Z Anwilu chciałbym znów zobaczyć w EBL także Chase’a Simona i Chrisa Jonesa, ale to tak oczywiste wybory, że nawet nie ma o nich co pisać.

 

Chris Wright


Świetnie fizycznie przygotowany do gry rozgrywający Polskiego Cukru Toruń bardzo mi się podobał od pierwszego meczu w Polsce. Trudno dzisiaj oceniać zawodników na jego pozycji, bo klasyczni zawodnicy myślący głównie o kolegach i gromadzeniu asyst stają się raczej okazami muzealnymi. Wright jednak łączył rzucanie i asystowanie w świetnym stopniu, a także był motorem napędowym najlepiej improwizującej ekipy ligi. Obawiam się jednak, że zestaw amerykańskich przyjaciół przerzucających piłkę w dużym tempie po całym boisku w składzie Wright, Alade Aminu, Keith Hornsby, Kyle Weaver może być już nigdzie i nigdy nie do powtórzenia.


Robert Johnson i Dominic Artis


Dwaj zawodnicy obwodowi, którzy na początku sezonu grali w MKS Dąbrowa Górnicza i dopóki obaj byli razem i zdrowi, zespół trenera Michała Dukowicza wygrał cztery z ośmiu pierwszych meczów sezonu i mógł marzyć o play-off. Potem jednak dwaj Amerykanie (Johnson 25 lat, Artis 27) otrzymali oferty z bogatszych zagranicznych klubów i tyle ich widzieliśmy. Pozostał po nich ślad tylko w klasyfikacji strzelców i nadzieja, że kiedyś do Energa Basket Ligi wrócą. Tym bardziej, że Johnson w Parmie Perm w Rosji zagrał przez trzy i pół miesiąca tylko sześć meczów i to słabo, a Artis w Cedevicie Olimpii Lublana również nie błysnął.


Michael Finke


Amerykański silny skrzydłowy Legii Warszawa został pogoniony przez trenera Tane Spaseva na początku grudnia i aż do końca pracy w warszawskim klubie Macedończyk szukał następnego zawodnika na tę pozycję. Nikogo nie znalazł. Do dzisiaj w zasadzie nie wiadomo, o co chodziło, a ze średnią 11,4 pkt. na mecz i dobrą skutecznością (a w europejskich pucharach jeszcze lepszą) młody zawodnik z USA był może nawet najlepszym wyrzuconym z zespołu zawodnikiem Energa Basket Ligi w ostatniej dekadzie. Grał później całkiem dobrze w Kalevie Tallin, niech wróci, może dowiemy się więcej.


Kahlil Dukes


Niektóre wybory z tej listy są dość przekorne i takim jest też 25-letni rozgrywający Legii, który w zasadzie tylko rzucał. Ale za to jak! Zaczął średnio, ale jak się rozkręcił, to już żadna odległość od kosza nie była dla niego przeszkodą. W ostatnim meczu Legii trener Wojciech Kamiński moim zdaniem pozbawił Dukesa rekordu sezonu, bo po trzech kwartach Amerykanin miał 30 punktów (8 trójek), a w ostatniej nie pojawił się na boisku. Brakowało ledwie sześciu punktów. W skomplikowanym świecie dzisiejszej koszykówki facet, który po prostu umiał tylko rzucać, był w jakimś sensie odświeżający. Chcę go zobaczyć znów!


Tweety Carter i Brynton Lemar


Może nazywanie pary obwodowych zawodników Startu Lublin „ojcem i synem” to przesada, w końcu dzieli ich tylko dziewięć lat różnicy wieku, ale jednak coś w tej parze było magicznego. Idealnie uzupełniali się umiejętnościami, a starszy zawodnik szukający nowych wyzwań po latach gry na dobrym poziomie i młody uczeń szukający trampoliny do sporej kariery to zawsze znakomita kombinacja. Chciałoby się doczekać takiego skoku klubu z Lublina, żeby Lemar chciał do niego wrócić, a Papa Tweety dalej mógł pomentorować.

CZYTAJ TEŻ: Romański w Energa Basket Lidze: Czego się już nie dowiemy?


Kris Clyburn


Zawsze dobrze mieć w lidze zawodnika, którego brat jest w koszykówce kimś (patrz również: Gordon, Drew; Aminu, Alade), zwłaszcza jak jest to efektownie skaczący i biegający jak gazela młody gracz. Mało prawdopodobne jest, żeby Kris dotarł tam gdzie jest Will Clyburn (MVP finałowego turnieju Euroligi 2019 w CSKA Moskwa), ale dał się zapamiętać. Dość wspomnieć, że najlepsze mecze Clyburna w Enei Astorii Bydgoszcz to były mecze z najlepszymi. Przegrana w hali Łuczniczka z Anwilem Włocławek 103:106 (26 punktów Clyburna) i sensacyjna wygrana w Zielonej Górze 113:107 (35 punktów, rekord ligi w sezonie) to były mecze do zapamiętania. Samo pisanie o nich już podnosi mi ciśnienie, więc poproszę o powrót Krisa Clyburna - w podskokach.


Torin Dorn


Coś mnie przyciąga do zawodników nietypowych, niebanalnych, a takim był na pewno debiutujący w Europie skrzydłowy Śląska Wrocław. Jego braki (rzut!) były oczywiste, a jednak ten niebanalny atleta i siłacz był w stanie przy wzroście 195 cm grać na trzech pozycjach z powodzeniem. Wszyscy wiedzieli, że będzie się wpychał na siłę pod kosz, a on i tak był to w stanie zrobić. To taki zawodnik, którego najlepsze sezony dopiero nadejdą. Z licznej grupy fajnych zawodników klubu z Wrocławia wybieram właśnie jego, ale i powrotami Devoe Josepha czy Michaela Humphreya bym nie pogardził.


Obie Trotter


Kilku zawodników z rocznika 1984 poniżej proszę o zaprzestanie, ale nie mogę się jakoś pożegnać z Obie Trotterem. W ostatnich dwóch sezonach w HydroTrucku Radom nie grał już o medale czy nawet play-off (jak wcześniej w Toruniu czy Sopocie), ale na takiego rozgrywającego niesamowicie przyjemnie się patrzy. Sposób, w jaki w ostatnim sezonie lansował (słowo pozytywne) młodego Adriana Boguckiego przypominał mi tylko to, jak młodziutki Krzysztof Dryja kiedyś w Mazowszance Pruszków korzystał z podań Keitha Williamsa czy Marka Sobczyńskiego. Trotter był też chyba zawodnikiem z najszybszymi rękami w obronie w Energa Basket Lidze, co przynosiło zadziwiające przechwyty. Obie - pobaw się z nami jeszcze trochę!


10 tych, za którymi nie zatęsknię:


Milan Milovanović


Nie, nie będzie na tej liście Drewa Brandona z Legii Warszawa, który irytował mnie przez pół sezonu zwalnianiem gry i nieskutecznością. Za to z tej samej Legii wymienię serbskiego środkowego, który sezon zaczynał w Anwilu Włocławek. Nie jestem w stanie dokładnie sprecyzować, dlaczego mam problem z tym zawodnikiem, poprzestańmy więc może na stwierdzeniu, że przynosi on zespołom pecha. Mimo pięknych i rozbudowanych statystyk zarówno Polpharma Starogard Gdański dwa lata temu (12. miejsce), jak i Trefl Sopot w sezonie 2018/2019 (15. miejsce), a także w końcu Legia ostatnio (14. miejsce) nie za bardzo miały się dobrze ze specjalistą od zbiórek. Mam wrażenie, że to nie tylko pech, ale chętnie przekonam się, jak Milovanović poradzi sobie w poważnej drużynie w poważnej lidze. Poza granicami Polski.


Phil Greene


Trener Asseco Arki Gdynia Przemysław Frasunkiewicz - jak każdy chyba szkoleniowiec - ma swoich ulubieńców, a na pewno do takich graczy obdarzonych przez „Franza” miłością od pierwszego wejrzenia należy właśnie Greene. Dotknięcie palcem uczucia nastąpiło latem 2018 roku podczas ligi letniej NBA w Las Vegas, gdzie Greene w barwach Dallas Mavericks zapewne rozgrywał mecze swojego życia. Piszę tak, bo ani wcześniejsze występy w drugich ligach Turcji i Włoch, ani tym bardziej epizody w ekstraklasie tureckiej i Treflu Sopot w sezonie 2018/2019 nie uprawniały do twierdzenia, że może to być rozgrywający marzeń dla zespołu walczącego o mistrzostwo Polski. Greene miał oczywiście pecha, gdyż na początku sezonu odniósł kontuzję kolana i długo pauzował, ale jednak w Arce głównie irytował stylem polegającym na radosnym ostrzeliwaniu kosza z daleka przy marnej skuteczności (41 proc. z gry w sezonie). Nie ma żadnego porównania z Jamesem Florencem, MVP sezonu 2018/2019 z 48 procent skuteczności z gry w Arce. Poczekałbym na przełomowy sezon Greene’a w jakimś spokojniejszym miejscu.


Darnell Jackson


Kiedyś siedział na ławce Cleveland Cavaliers między Shaquille O’Nealem a LeBronem Jamesem, co dokumentuje zdjęcie powielane wiele razy w polskich portalach. Były mistrz ligi akademickiej NCAA i zawodnik NBA ma już najlepsze czasy za sobą, a co więcej - nawet średnie czasy już ma za sobą, a może nawet te słabsze też. Zarówno w PGE Spójni Stargard, jak i w BM Slam Stali Ostrów Wlkp. w ostatnim sezonie pokazał za mało, żeby miał szansę na powrót do Energa Basket Ligi. Skończył już 35 lat i chyba pora na oprawianie zdjęć w ładne ramki.


Michael Fraser i Darrell Harris


Dwaj środkowi MKS Dąbrowa Górnicza mieli być weteranami, którzy pomogą w utrzymaniu w lidze. Obaj mają 36 lat i znamy ich doskonale. Fraser grał wcześniej przez cztery lata w trzech innych klubach, a Harris osiadł w Kołobrzegu, ma polskie obywatelstwo i jest w Polsce od prawie dekady. Obaj bywali kiedyś moimi ulubieńcami, nie tylko ze względu na imponujące liczby zbiórek, ale na obu ciężko było już w ostatnim sezonie patrzeć. Mają po 36 lat i grawitacja w połączeniu z kontuzjami sprawiły, że atuty zniknęły. Dla Polaka Harrisa niech znajdzie się miejsce w pierwszej lidze, akurat za nim będę tęsknić, bo to sympatyczny wielce chłopak. Kanadyjczyka Frasera zapamiętamy jako jednego z najszerszych w historii naszej ekstraklasy i te podwójne drzwi za nim już zamknijmy.

CZYTAJ TEŻ: Reprezentant Polski: Klub rozwiązał ze mną umowę w trybie natychmiastowym. Nie było dyskusji


Duke Mondy


Były już trener GTK Gliwice Paweł Turkiewicz sprowadził tego utalentowanego, ale niesfornego i niepoukładanego rozgrywającego, a później drapał się ciągle po głowie, co z nim czynić. Wygrał dla gliwiczan jakieś mecze, ale miałem wrażenie, że więcej przegrał. 30-letni zawodnik dotąd w Europie był tylko przez kilka miesięcy w lidze luksemburskiej i Energa Basket Liga to dla niego nie jest poziom odpowiedni. Mimo kilku spektakularnych meczów.


Peter Olisemeka


Podobnie jak w przypadku Mondy’ego, sympatyczny Nigeryjczyk z długimi ramionami oraz instynktem do bloków i zbiórek wydaje się być zawodnikiem, którego po sezonie trenerzy żegnają, zamykają za nim drzwi i wzdychają „a teraz poszukajmy kogoś, kto umie choć trochę grać w koszykówkę”. Wysoki PGE Spójni Stargard zagrał kilka dobrych meczów w obronie, nie zarabiał na pewno za dużo, ale jego braki w warsztacie koszykarskim i rozumieniu gry były zbyt wielkie.


Carlos Medlock


Rozgrywający Trefla Sopot, a dwa lata wcześniej także Kinga Szczecin, całkiem nieźle wygląda w statystykach, a w obu sezonach w Polsce jego zespoły zajęły miejsca w najlepszej ósemce, spełniając swoje cele przedsezonowe. W zasadzie kłopotu nie ma i kto wie, czy na usługi 33-latka z USA nie połakomi się kolejna drużyna EBL, która z dolin tabeli będzie chciała się przedostać wyżej. Ja jednak nie lubię takich graczy na pozycji playmakera, którzy podejmują zdecydowanie za dużo złych decyzji (rzucać, podać, pobiec, gdzie to wykonać) w ważnych momentach meczów. Medlock za dużo grał dla siebie, za mało uruchamiał kolegów, a ponadto był słabym nauczycielem zawodu w praktyce dla kogoś tak utalentowanego jak kolega z Trefla Łukasz Kolenda. Ponieważ uważam, że wyszkolenie Kolendy jest dużo ważniejsze dla polskiej koszykówki niż nawet szóste miejsce sopocian w lidze, Medlockowi gratuluję i dziękuję, życząc powodzenia.


A.J. Walton


W ligach takich jak polska Energa Basket Liga często jest tak, że trenerzy mając do dyspozycji określony budżet na zawodników idą na kompromisy i zamykają oczy na wady zawodnika, myśląc sobie przed sezonem „ja to ukryję, poradzę sobie, znajdę sposób”. Tak na pewno było w Enei Astorii Bydgoszcz z rozgrywającym z USA, który ma tę paskudną przypadłość, że z dalej niż pięciu metrów po prostu nie umie rzucać. Nawet czasami rzuca, ale nadal nie umie. Rywale mają zatem proste zadanie z kryciem, a trener zespołu, w którym gra Walton (w tym przypadku Artur Gronek) cały sezon zastanawia się, jak zamaskować problem. Atuty 30-letniego Waltona są jasne: jest szybki, świetnie mija, przechwytuje, dobrze broni, ale jednak Astoria moim zdaniem miała więcej problemów niż zysków z jego obecności. Dla Waltona był to czwarty sezon w Polsce (po trzyletniej przerwie po trzecim), ale będę naprawdę zdziwiony, jeśli jego agentowi uda się zapewnić mu piąty raz w EBL.


Ben McCauley


Rozmawiając często z trenerem Kinga Szczecin Łukaszem Bielą miałem świadomość przez pół sezonu, że martwi się on o możliwe odejście Bena McCauleya, swojego najlepszego koszykarza, wysokiego środkowego z umiejętnościami rzutowymi zawodnika obwodowego. Amerykanin, który do Szczecina przyjechał po roku przerwy w grze, mógł odejść z klubu zgodnie z zapisami kontraktu do końca stycznia. Zgłosił, że odchodzi… kilka dni później, kiedy trener Biela zdążył odetchnąć, że odejścia nie będzie. Szczecinianie stwierdzili, że z niewolnika nie ma pracownika i pozwolili McCauleyowi na wyjazd mimo zapisów kontraktu, ale zapewne następny pracodawca powinien się zastanowić, czy warto zainwestować pieniądze i uczucia w tego gracza.

Adam Romański, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze