Czy polski sport doczeka się swojej „tarczy antykryzysowej”?

Piłka nożna
Czy polski sport doczeka się swojej „tarczy antykryzysowej”?

Sport England – brytyjska rządowa agencja, którą można porównać do polskiego ministerstwa sportu ogłosiła, że wyda na wsparcie dla szeroko rozumianego sektora sportowego 195 mln funtów, czyli niemal miliard złotych. W Polsce na dziś nie ma żadnego, kompleksowego pomysłu, jak pomóc sportowi. I wcale nie chodzi o kluby piłkarskiej ekstraklasy. Te sobie poradzą.

Polski sport to nie tylko piłka nożna i najbogatsze kluby Ekstraklasy. Na sportowym runku działa ok. 15 tysięcy klubów sportowych. Zarejestrowanych jest ok. 700 tysięcy zawodników (450 tys. to piłkarze).

 

Sektor sportowy to jednak nie tylko kluby sportowe zrzeszające zawodników. To także ok. 3500 fitness klubów, w których ćwiczy trzy miliony osób. Kilkaset imprez biegowych, rowerowych, triathlonowych i innych. Biegacze, rowerzyści, uczestnicy zajęć fitness – to już solidne kilka milionów aktywnych osób.

 

Właściciele fitness klubów często musieli wyłożyć miliony, by ruszyć z biznesem. Organizatorzy odwołanych imprez ponieśli już większość kosztów. Małe kluby sportowe zatrudniają kilka tysięcy trenerów. Większość to ludzie młodzi, z kredytami, na dorobku. Z dnia na dzień stracili źródło utrzymania.

 

Zawodowe kluby przetrwają

 

- Sektor sportowy to dziś normalna gałąź gospodarki. W 2012 roku oszacowano, że daje 2% naszego dochodu narodowego brutto. W kwotach bezwzględnych to było ok. 35 miliardów złotych. W Wlk. Brytanii ten udział jest na poziomie 2,1-2,5% - mówi były wiceminister sportu, a później prezes spółki zarządzającej Stadionem Narodowym, dziś niezależny ekspert – Tomasz Półgrabski. – Moim zdaniem świat sportu powinien dostać jakąś ofertę pomocową od rządu. I nie chodzi wcale o te wielkie, bogate kluby piłkarskie, siatkarskie, czy koszykarskie.

 

Zawodowy sport będzie przeżywał na pewno turbulencje, być może niektóre kluby zbankrutują, ale tutaj nie będzie próżni. Jak tylko gospodarka ruszy, wystartują też rozgrywki. Zawodnicy pewnie będą zarabiali mniej, ale sport zawodowy nie upadnie. Dużo bardziej boję się o te małe kluby, o sport powszechny rekreację. Tu może być dużo większy problem. Już jest – ocenia Półgrabski.

 

Zamknięte siłownie, kluby fitness, szkółki piłkarskie, baseny, hale sportowe – to takie same tsunami – jak zamknięte hotele, uziemione samoloty, czy zamknięte granice dla biznesu turystycznego, czy odwołane targi dla przemysłu eventowego.

 

Bon dla turystki, a czemu nie dla sportu?

 

Jadwiga Emilewicz – minister rozwoju ogłosiła właśnie, że jej resort pracuje nad programem pomocowym dla sektora turystycznego. Mówi się o bonach wartości tysiąca złotych, które Polacy mogliby wykorzystać po powrocie do normalnego funkcjonowania na wydatki związane z turystyką na terenie Polski.

 

Na dziś nie słychać o żadnym programie pomocowym przygotowywanym przez ministerstwo sportu. Rzecznik resortu Agnieszka Roszkiewicz, gdy zapytaliśmy, czy ministerstwo szykuje jakąś strategię, czy w ustawie o „Tarczy Antykryzysowej” znajdą się jakieś zapisy dotyczące działalności sportowej odpowiedziała nam tak:

 

- Sytuacja bardzo dynamicznie się zmienia i resort stara się reagować na bieżąco. Najważniejsze jest w tym momencie zadbanie o zdrowie polskich sportowców i ściągnięcie wszystkich do kraju (to się udało – przyp. red). Niestety, kryzys ekonomiczny dotknie wiele branż, nie tylko sportową. W zakresach ulg, zmian przepisów władne będą inne resorty jak np. Ministerstwo Rozwoju. Oczywiście zrobimy wszystko, aby zadbać o środowisko sportowe.

 

Czy w „Tarczy Antykryzysowej” znalazły się jakieś zapisy, które mogą wykorzystać kluby sportowe, właściciele fitness klubów, czy organizatorzy wielkich imprez?

 

- Ja w "tarczy" zrozumienia specyfiki branży organizatorów masowych imprez sportowych nie widzę – mówi organizator PZU Maratonu Warszawskiego, Marek Tronina.

 

Jego impreza „ma szczęście”, bo zaplanowana jest na wrzesień. Ale już Półmaraton Warszawski, który miał się odbyć 23 maja, a również jest organizowany przez Fundację Maratonu Warszawskiego, został przeniesiony na przyszłość bez podania nowego terminu.

 

Tronina, tak jak kilkudziesięciu innych organizatorów imprez masowych, podpisał się pod petycją do minister sportu, w której sygnatariusze proszą o konkretną pomoc – np. możliwość odliczenia udokumentowanych strat od podatków, czy zamrożenie zwrotów tzw. startowego dla uczestników.

 

- Pani minister wydała rozporządzenie, w ramach którego mamy 180 dni na oddanie startowego i to by było na tyle – mówi Tronina.

Startowe, czy jak kto woli wpisowe to często główne środki, którymi dysponują organizatorzy. Oczywiście biegacze, czy kolarze amatorzy, mają prawo żądać zwrotu pieniędzy za nieodbytą imprezę. Sęk w tym, że organizatorzy zdecydowaną większość kosztów ponoszą przed, a nie po imprezie.

 

#Wystartujępóźniej

 

Na Faceeboku powstała w związku z tym akcja pod hasłem - Wspieram Imprezy #wystartujępóźniej.

 

- Chodzi o to, że prosimy naszych uczestników, by nie wycofywali opłat startowych. By wzięli udział w imprezach wtedy, kiedy będzie taka możliwość – mówi Tronina. – W naszym przypadku odzew jest bardzo pozytywny. Niewielu z uczestników półmaratonu poprosiło o zwrot pieniędzy.

 

Tronina i jego fundacja to jeden z największych organizatorów imprez biegowych w Polsce. PZU Maraton Warszawski jest najbardziej znany i największy. Fundacja organizuje też wspomniany półmaraton, a także imprezy komercyjne dla firm. Zatrudnia na stałe 12 osób, wynajmuje biuro, korzysta z pomocy prawnej, wydaje pieniądze na marketing, media, obsługę informatyczną, itd. Miesięczne koszty utrzymania to ok. 120 tysięcy złotych.

 

- Na szczęście mamy sponsorów. Ci najważniejsi z PZU na czele zostają z nami. Oczywiście mamy też i takie przypadki, że firmy wycofały się z podpisania umów w ostatnich dniach – dodaje Tronina.

 

Miasta tną wydatki na sport

 

Przykład warszawskiego maratonu pokazuje, że wielcy, lepiej lub gorzej, ale sobie poradzą. Dużo większe kłopoty mogą mieć małe kluby, które żyją np. z miejskich dotacji. Dla klubów z niższych lig, czy mniej popularnych dyscyplin, dotacje to często 80-90% budżetów. Tymczasem miasta już zapowiadają, że będą ciąć właśnie wydatki na sport – co właśnie ogłosił chociażby prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.

 

Ogromnym problemem dla klubów – i tych wielkich, a i tych małych będzie wywiązywanie się z umów – zarówno ze sponsorami, jak i samorządami. Bo przecież pieniądze najczęściej są na udział w konkretnych zawodach, ligach, czy – jeśli trafiają do klubu z budżetu promocyjnego – za promowanie miasta, czy sponsora podczas tych imprez.

 

Ministerstwo sportu zapowiada, że będzie rozmawiać ze związkami na temat ich harmonogramów wydatków, kalendarza imprez itd. Bo to również jest zawsze bardzo szczegółowo zapisane. Jeśli związek chce zmienić np. miejsce zgrupowania kadry narodowej, za każdym razem musi dostać zgodę „opiekuna z ministerstwa”. Kilka razy w roku każdy związek sportowy podpisuje aneksy z ministrem, w których te zmiany są zatwierdzane. Teraz też tak będzie musiało być. Ale co się stanie, jeśli imprez, zgrupowań w ogóle nie będzie?

 

Każdy polski urzędnik czy to samorządowy, czy to ministerialny odpowiada – to są pieniądze publiczne. Jeśli nie było imprezy, czy zgrupowania, pieniądze trzeba oddać.

 

Legia już zwalnia…

 

Sęk w tym, że kluby, czy związki sportowe – tak jak wspomniana Fundacja Maratonu Warszawskiego – mają koszty stałe. Zatrudnia trenerów, ma biuro, księgową. Legia Warszawa zatrudnia ponad 500 osób. Ilu z tego to piłkarze? Na marginesie prezes Dariusz Mioduski właśnie ogłosił, że z co najmniej czterdziestoma pracownikami – głównie z działu promocji, będzie musiał się rozstać.

 

Samorządy już zderzają się z problemami swoich spółek lub innych struktur np. Miejskich Ośrodków Sportu, które zarządzają obiektami. Od miesiąca te obiekty nie zarabiają na siebie. Samorząd Łodzi podjął już decyzję o dofinansowaniu spółki MAKiS – zarządzającej Atlas Areną, stadionami ŁKS i Widzewa, czy nowiutkim stadionem żużlowym - kwotą 3 mln złotych.

 

W czasach koronawirusa wiele dziedzin przeżywa gigantyczne kłopoty. Sport należy do nich. Ale jeśli ktoś myśli, że chodzi wyłącznie o obniżenie obrzydliwie wysokich kontraktów piłkarzy, jest w wielkim błędzie. To tylko mocno medialny wierzchołek gigantycznej góry lodowej. Ten wierzchołek na pewno nie zatonie. Czego nie można powiedzieć o dole tej góry, czy jak kto woli piramidy.

 

Polski sport – tak jak inne działy gospodarki, potrzebuje kompleksowego pomysłu na ratowanie. I nie chodzi wyłącznie o „dosypanie” pieniędzy, a o rozwiązania systemowe na poziomie ustawy.

 

Robert Małolepszy, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze