Pindera: Najlepsze walki polsko-polskie, których nie obejrzeliśmy

Sporty walki
Pindera: Najlepsze walki polsko-polskie, których nie obejrzeliśmy
fot. PAP
Andrzej Gołota, jeden z najlepszych polskich pięściarzy w historii.

Kto byłby górą w walce pomiędzy Tomaszem Adamkiem i Krzysztofem Włodarczykiem? Czy „Góral” pokonałby Dariusza Michalczewskiego? To tylko jedne z wielu pytań, na które nigdy nie poznamy odpowiedzi. Co gorsza, te wojny nigdy nie były w planie w odróżnieniu od pojedynku Artura Szpilki z Krzysztofem Zimnochem, który zapowiadał się na wyjątkowe, pełne złej krwi widowisko.

Adamek po swój pierwszy tytuł mistrza świata sięgnął w maju 2005 roku, wygrywając w Chicago po dramatycznej walce z Australijczykiem Paulem Briggsem. Stawką tej krwawej wojny, w której „Góral” bił się ze złamanym nosem, był pas organizacji WBC w wadze półciężkiej. Kilka miesięcy wcześniej w Hamburgu Michalczewski zakończył karierę, przegrywając przed czasem walkę o pas WBA w tej samej kategorii z Francuzem Fabrice’em Tiozzo. Jeszcze w 2003 roku „Tygrys” był mistrzem WBO (zdobył go we wrześniu 1994 roku), ale stracił ten pas po kontrowersyjnej porażce z Meksykaninem Julio Gonzalezem.


Tak naprawdę „Góral” z „Tygrysem” minęli się o kilka lat. Gdyby jesienią 2005 roku doszło do ich starcia, faworytem byłby Adamek, gdyż Darek najlepsze lata miał za sobą. Sam zresztą mówił, że boks nie był mu już w głowie. Michalczewski myślał o interesach i życiu poza ringiem. I zamierzenia te zrealizował z sukcesami.


Gdybyśmy wybrali jednak najlepsze momenty z ich karier, w wadze półciężkiej stawiałbym na „Tygrysa”. Miał wspaniały lewy prosty i bokserskie zdrowie nie do zdarcia. Inna sprawa, że Adamek, choć bardzo męczył się z limitem wagi półciężkiej, miał charakter wojownika jak mało kto. Bitka byłaby więc przednia.

 

Co innego ich ewentualne starcie w kategorii junior ciężkiej. To była naturalna waga Adamka. Był w niej najlepszy, najsilniejszy i najgroźniejszy. Michalczewski wystąpił w tej kategorii tyko raz (i to w innym, niższym limicie, 190 funtów), gdy w grudniu 1994 roku znokautował Argentyńczyka Nestora Hipolito Giovanniniego i odebrał mu pas WBO. Jednak w wadze cruiser to Adamek był królem i sądzę, że udowodniłby to również w starciu z „Tygrysem”. Tak jak udowadniał w walkach z O’Neil Bellem, Steve’em Cunninghamem czy Johnathonem Banksem.


A czy wygrałby również z najlepszym w karierze „Diablo” Włodarczykiem?


Włodarczyk mistrzem kategorii junior ciężkiej (IBF) został jesienią 2006 roku po nieznacznej wygranej z Cunninghamem na warszawskim Torwarze. Tytuł ten stracił już pół roku później, przegrywając rewanż z Amerykaninem z katowickim „Spodku”. Po kolejny (WBC, należący wcześniej do Adamka) sięgnie dopiero w 2010 roku w Łodzi, odbierając go Włochowi Giacobbe Fragomeniemu. Z Adamkiem mogliby się - oczywiście teoretycznie - zmierzyć w 2008 lub 2009 roku. „Diablo” mistrzem WBC mógł przecież zostać już w maju 2009 w Rzymie, gdzie był o krok od wygranej z Fragomenim, z którym ostatecznie zremisował.


I to byłby bardzo ciekawy pojedynek. Szybkość i eksplozywność Adamka kontra szczelna garda i potężne uderzenie Włodarczyka. Kto byłby górą? Myślę, że Adamek wygrałby na punkty. Potrafił bowiem przyjąć mocny cios i miał nerwy ze stali.

CZYTAJ TEŻ: Boks wywrócony do góry nogami


A jaki byłby wynik innej walki, która się nie odbyła, choć była już zaplanowana? Myślę o starciu Andrzeja Gołoty z Przemysławem Saletą. Planowano ten pojedynek dwukrotnie. Najpierw w 2000 roku, ale Gołota wybrał walkę za kilka milionów dolarów z Mikiem Tysonem. Pięć lat później mieli walczyć w sierpniu, ale Gołota doznał kontuzji łuku brwiowego i nic z tego nie wyszło. Saleta zmierzył się wtedy z Oliverem McCallem i przegrał przed czasem. Myślę, że przegrałby też z Gołotą, który był przecież dwukrotnie o krok od mistrzostwa świata - mając w 2004 roku na widelcu Chrisa Byrda i Johna Ruiza. Saleta tak naprawdę był naturalnym cruiserem, ale w limicie 200, a nie 190 funtów. Gołota byłby dla niego za silny, choć po wypadku samochodowym nie miał już takiego lewego prostego i sierpowego jak wcześniej.


Ostatecznie zmierzyli się w 2013 roku w Gdańsku i przed czasem wygrał Saleta. Tyle że to już był cień dawnego Gołoty. Obaj mieli po 45 lat, ale więcej zdrowia zachował Przemek. Inna sprawa, że bili się w Ergo Arenie jak młode lwy.


Z komercyjnego punktu widzenia największą walką, która nie doszła do skutku, jest starcie Artur Szpilka – Krzysztof Zimnoch. Kiedy 7 stycznia 2013 roku w restauracji Champions w warszawskim hotelu Marriott podczas konferencji promującej walkę Gołota – Saleta (23 lutego w Ergo Arenie) Szpilka rzucił się na Zimnocha i nikt nie miał wątpliwości, że w ringu zobaczymy krwawą jatkę. Ale do tej wojny polsko – polskiej nie doszło. Szpilka kilkanaście dni wcześniej dwukrotnie leżał na deskach w wygranym starciu z Mikem Mollo i trener Fiodor Łapin uznał, że pojedynek z Zimnochem trzeba odłożyć na bliżej nieokreślony termin.


Szkoda też, że nikt nie wpadł na pomysł skonfrontowania Salety z Albertem Sosnowskim. Starcie starego mistrza Europy wagi ciężkiej (2002) i późniejszego (2009) to mogłoby być coś. Zainteresowanie z pewnością byłoby spore. Tyle że nikt nie zaryzykował. Krzysztof Zbarski, prowadzący karierę „Dragona”, miał swoje plany biznesowe, które zrealizował - doprowadzając Sosnowskiego do walki o mistrzostwo świata z Witalijem Kliczką.


Dziś też są takie pojedynki, które chętnie by obejrzano, ale nie zawsze kalkulują się tym, którzy o tym decydują. O nich innym razem.


5 najciekawszych polsko – polskich walk, które nie doszły do skutku:


1. Tomasz Adamek (53-6, 31 KO) - Dariusz Michalczewski (48-2, 38 KO), w. półciężka

2. Tomasz Adamek - Krzysztof „Diablo” Włodarczyk (58-4-1, 39 KO), w. junior ciężka

3. Andrzej Gołota (41-9-1, 33 KO) – Przemysław Saleta (44-8, 22 KO), w. ciężka

4. Artur Szpilka (24-4, 16 KO) – Krzysztof Zimnoch (22-3-1, 15 KO), w. ciężka

5. Przemysław Saleta – Albert Sosnowski (49-9-2, 30 KO), w. ciężka

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze