Siedem wspaniałych! Najlepsze mecze Grzegorza Laty w reprezentacji Polski

Piłka nożna
Siedem wspaniałych! Najlepsze mecze Grzegorza Laty w reprezentacji Polski
fot. PAP
Grzegorz Lato w meczu o 3. miejsce MŚ 1974 przeciwko Brazylii.

W środę 8 kwietnia swe 70. urodziny obchodził Grzegorz Lato. To świetna okazja, by przypomnieć najlepsze mecze króla strzelców mistrzostw świata 1974 w reprezentacji Polski.

Lato w czasie swej piłkarskiej kariery grał w Stali Mielec (mistrzostwo Polski 1973, 1976), belgijskim KSC Lokeren oraz meksykańskim Atlante FC.

 

Z drużyną narodową dwukrotnie wywalczył trzecie miejsce w mistrzostwach świata (1974, 1982) oraz złoto (Monachium 1972) i srebro (Montreal 1976) igrzysk olimpijskich. Na Weltmeisterschaft 1974 został królem strzelców z 7 golami na koncie. Jest też najlepszym polskim strzelcem w finałach mistrzostw świata. W trzech mundialowych startach rozegrał 20 spotkań, w których zdobył 10 bramek.

 

Lato kończy 70 lat. "Brakuje mi piłki"

 

Z okazji siedemdziesiątych urodzin Grzegorza Laty przypomnijmy siedem najlepszych meczów w jego bogatej karierze reprezentacyjnej.

 

[1973] Anglia – Polska 1:1

 

(Londyn – Wembley, eliminacje MŚ) Lato zadebiutował w reprezentacji już w 1971 roku, rok później pojechał na igrzyska do Monachium, podczas których wystąpił tylko w jednym meczu. Przez dłuższy czas nie mógł przebić się do pierwszego składu. Przełomem okazała się towarzyska potyczka z Bułgarią w Warnie, rozegrana w sierpniu 1973 roku. Obrońcy gospodarzy oglądali plecy szybkiego skrzydłowego z Mielca, który strzelił oba gole w wygranym 2:0 spotkaniu.

 

Tym występem zapewnił sobie miejsce w wyjściowym składzie na mecze kończące eliminacje MŚ. W spotkaniu z Walią (3:0) w Chorzowie zdobył jedną z bramek i znakomicie zaprezentował się w pamiętnej konfrontacji z Anglią na Wembley.

 

W 57. minucie tego starcia rozegrała się najsłynniejsza akcja w historii polskiego futbolu. Tony Currie ruszył na polską bramkę, ale na wysokości pola karnego piłkę odebrał mu Henryk Kasperczak. Próbował ją jeszcze przejąć Norman Hunter, ale zamiast wybić w trybuny, chciał kiwnąć Latę. Szybko zrozumiał, że popełnił błąd. Ułamek sekundy później widział plecy piłkarza z numerem "7", który biegł w kierunku bramki rywali. Zarówno obrońcy gospodarzy, jak i komentatorzy w pierwszej chwili dostrzegli biegnącego mu w sukurs Roberta Gadochę, tymczasem tuż przed polem karnym wyrósł jak spod ziemi Jan Domarski. Lato posłał piłkę klubowemu koledze, a ten miał dużo czasu i miejsca, by celnie uderzyć. "Gol, gol proszę państwa, sensacja na Wembley" – krzyczał do mikrofonu Jan Ciszewski.

 

Gospodarze wyrównali, ale biało-czerwoni zdołali utrzymać korzystny remis. W końcówce Lato złapał drugi oddech. W 82. minucie znów ruszył na angielską bramkę, ale Roy McFarland zatrzymał go rozpaczliwym faulem. Żółta kartka za to zagranie była najniższym wymiarem kary dla zawodnika gospodarzy. Chwilę później kolejna kontra Polaków i znów Lato uwolnił się spod opieki obrońców, został jednak w ostatniej chwili powstrzymany przez Petera Shiltona.

 

Zwycięski remis 1:1 dał podopiecznym trenera Kazimierza Górskiego awans do finałów MŚ, a Lato wielokrotnie wspominał, że był to najważniejszy mecz w jego reprezentacyjnej karierze.

 

[1974] Polska – Argentyna 3:2

 

(Stuttgart – Neckarstadion, MŚ 1974) Polacy zagrali na mistrzostwach świata po 36 latach przerwy. Starcie z Argentyną rozpoczęli w imponującym stylu. Już w 7. minucie Grzegorz Lato bezlitośnie wykorzystał błąd bramkarza rywali. Po rzucie rożnym Daniel Carnevali wypuścił piłkę z rąk, a polski napastnik wpakował ją do pustej bramki. Dwie minuty później Lato zaliczył asystę, idealnie podając do wychodzącego na pozycję Andrzeja Szarmacha, który w sytuacji sam na sam pokonał argentyńskiego bramkarza. Było 2:0, a nie minęło nawet 10 minut meczu!

 

W drugiej połowie Argentyńczycy przycisnęli, zdobyli kontaktową bramkę, ale Polacy błyskawicznie odpowiedzieli. Carnevali kapitalnie obronił uderzenie Jerzego Gorgonia i wznowił grę wyrzutem do kolegi. Argentyński obrońca zagapił się jednak w tej sytuacji, a Lato przejął piłkę i umieścił ją w siatce strzałem z ostrego kąta. Rywale nie rezygnowali, znów strzelili gola, ale biało-czerwoni dowieźli zwycięstwo 3:2 do końca. Ważna wygrana na inaugurację bardzo przybliżyła Polaków do awansu do kolejnej rundy.

 

– Nikt w nas nie wierzył. Przecież rywale byli potęgą, podobnie jak Włosi, wówczas wicemistrzowie świata. My i Haiti mieliśmy być chłopcami do bicia. Tymczasem mecz z Argentyną pokazał, że wcześniejsze eliminacje i spotkania z Anglikami, których u siebie pokonaliśmy 2:0, nie były przypadkiem – przyznał w jednym z wywiadów Lato.

 

[1974] Polska – Brazylia 1:0

 

(Monachium – Olympiastadion, mecz o III miejsce MŚ 1974) Lato zaczął, Lato skończył! To napastnik Stali Mielec rozpoczął polską kanonadę na mistrzostwach świata 1974. Dwukrotnie pokonał bramkarza reprezentacji Argentyny, a kilka dni później dwukrotnie trafił w meczu z Haiti (7:0). W drugiej fazie grupowej strzelił jedynego gola w meczu ze Szwecją i zwycięską bramkę w konfrontacji z Jugosławią (2:1).

 

Trafieniem numer siedem, uzyskanym w spotkaniu przeciwko Brazylii (1:0), napastnik Stali Mielec nie tylko rozstrzygnął sprawę trzeciego miejsca, ale również przypieczętował wywalczenie korony króla strzelców. Decydująca akcja miała miejsce w 76. minucie. Zygmunt Maszczyk odebrał piłkę rywalowi i zagrał do Laty, ten rozpoczął rajd jeszcze na własnej połowie. Mógł podawać do Zdzisława Kapki, ale dostrzegł, że jego kolega był na pozycji spalonej. Ruszył w pole karne Brazylijczyków, położył na ziemi bramkarza Leao i strzelił tuż obok niego. Piłka powoli wtoczyła się do bramki rywali...

[1975] Polska – Holandia 4:1

 

(Chorzów – Stadion Śląski, eliminacje ME) Jeden z najlepszych meczów w historii reprezentacji Polski, uznawany też za ostatni wielki mecz drużyny Kazimierza Górskiego. Jego podopieczni w eliminacjach mistrzostw Europy zdeklasowali wicemistrzów świata 4:1, a wynik otworzył po kwadransie gry Lato.

 

Błąd w tej sytuacji popełnił Wim Suurbier. Obrońca wycofał piłkę do bramkarza, ale Lato nie po raz pierwszy popisał się sprytem i szybkością. Ubiegł stojącego w bramce Jana van Beverena, minął go i ze stoickim spokojem z najbliższej odległości wpakował głową piłkę do bramki. Jeszcze przed przerwą podwyższył Robert Gadocha, a w drugiej połowie dwa trafienia dołożył Andrzej Szarmach. Pomarańczowi dopiero przy stanie 4:0 zdołali zdobyć honorową bramkę.

 

Niestety, to niezwykle efektowne zwycięstwo nie dało Polakom awansu. W rewanżu przegrali w Amsterdamie 0:3, nie zdołali pokonać Włochów w Warszawie i ostatecznie to Holendrzy awansowali z tej grupy dzięki lepszej różnicy bramek.

 

[1976] Portugalia – Polska 0:2

 

(Porto – Estadio das Antas, eliminacje MŚ) Jacek Gmoch już w swym selekcjonerskim debiucie musiał się zmierzyć na wyjeździe z głównym rywalem do awansu na MŚ 1978 – Portugalią. Miał mało czasu, zdołał jednak świetnie przygotować drużynę. W padającym deszczu, na grząskiej, błotnistej murawie w Porto jego podopieczni poradzili sobie znakomicie. Dobrze zaprezentowali się młodzi zawodnicy – Stanisław Terlecki i Zbigniew Boniek, ale to Grzegorz Lato zadał rywalom dwa skuteczne ciosy.

 

Pierwszy – tuż po przerwie. Przejął podanie Kazimierza Deyny przed polem karnym rywali i mimo asysty dwóch obrońców, trafił do bramki z ostrego kąta. W 77. minucie zdobył drugą bramkę. Chwilę po wejściu na boisko na szybki rajd zdecydował się Boniek, powstrzymał go bramkarz gospodarzy, który wybił piłkę tuż pod nogi Deyny. Piłka po uderzeniu kapitana reprezentacji Polski odbiła się od słupka, ale Lato był we właściwym miejscu i strzałem z kilku metrów ustalił wynik meczu.

 

To był świetny początek udanych eliminacji. Polacy przypieczętowali awans rok później – jesienią 1977, również meczem z Portugalią. Remis 1:1 zagwarantował ekipie Gmocha grę na mundialu w Argentynie.

 

[1982] Polska – Peru 5:1

 

(La Coruna – Estadio Riazor, MŚ 1982) Na hiszpańskim mundialu Lato sięgnął po swój drugi medal MŚ. Był już jednak nieco innym graczem niż osiem lat wcześniej. Z przebojowego skrzydłowego stał się piłkarzem bardziej dojrzałym, wszechstronnym, który ciężko harował na całej długości i szerokości boiska.

 

Polacy nie rozpoczęli tego turnieju zbyt dobrze. Po bezbramkowych remisach w meczach z Włochami i Kamerunem musieli pokonać Peru, by awansować do kolejnej rundy. Wygrali 5:1, a Lato wniósł duży wkład w ten efektowny sukces. Zdobył drugą bramkę dla biało-czerwonych, trochę podobną do tej z meczu o trzecie miejsce na MŚ 1974. Tym razem bramkarz Ramon Quiroga wybiegł przed pole karne, ale Lato nie dał mu szans, posyłając piłkę obok niego. W końcówce dołożył jeszcze asystę przy golu Włodzimierza Ciołka.

 

Jak się później okazało, trafienie w meczu z Peru było ostatnim golem Laty dla drużyny narodowej, ale nie był to ostatni wielki występ tego piłkarza...

 

[1982] Polska – Belgia 3:0

 

(Barcelona – Camp Nou, MŚ 1982) "Con Boniek en góleador y Lato en maestro" – napisał w tytule relacji z tego meczu hiszpański dziennik Marca. Polacy ograli Belgów 3:0 w pierwszym meczu II rundy mistrzostw świata. Większość kibiców pamięta hat-trick Zbigniewa Bońka, ale był to również mistrzowski występ Grzegorza Laty. Według ówczesnych wyliczeń rozgrywał on mecz numer 100 w reprezentacji, obecnie uważa się, że było to jego 96. spotkanie.

 

Lato od 1980 roku był piłkarzem Lokeren, rywali znał więc doskonale. Już w 3. minucie ograł na prawej stronie Luca Millecampsa i wyłożył piłkę Bońkowi, który efektownym strzałem pod poprzeczkę z okolicy 15. metra otworzył wynik. Kolejna asysta Laty to gol na 3:0, gdy zakręcił obrońcami, wykładając piłkę tak, że Boniek znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Efektowne zwycięstwo przybliżyło Polaków do awansu do czołowej czwórki mundialu.

 

***

 

– Mogę być potwornie zmęczony, ale gdy dostanę piłkę, to zapominam o bólu i zmęczeniu. Muszę biec jak najszybciej, muszę wyprzedzić rywala. Najtrudniejsze są jednak powroty spod bramki przeciwnika. Rozsądek nakazuje błyskawicznie ruszyć kolegom na pomoc, bo pod naszą bramką robi się gorąco, ale podświadomość mówi "zostań, nie pędź, tam są obrońcy, dadzą sobie radę". W takich momentach trzeba pamiętać o tym, co trener mówił na odprawie, trzeba spełniać powierzone zadania. Nie wiem, skąd biorę siły, gdy jestem przy piłce. Wiem jednak, że przy największym nawet zmęczeniu muszę je znaleźć, by gonić przeciwnika pędzącego na nasze pole karne – powiedział Lato w 1974 roku, w rozmowie ze Stefanem Grzegorczykiem.

 

Ta wypowiedź znakomicie charakteryzuje styl jego gry i postawę w meczach drużyny narodowej. W biało-czerwonych barwach w latach 1971–84 rozegrał 100 meczów, w których strzelił 45 goli.

Robert Murawski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze