Iwanow: Nigdy więcej takiej Wielkanocy. Moje poświąteczne życzenia

Inne
Iwanow: Nigdy więcej takiej Wielkanocy. Moje poświąteczne życzenia
fot. PAP
Iwanow: Nigdy więcej takiej Wielkanocy. Moje poświąteczne życzenia

Za mną najdziwniejsze Święta Wielkiej Nocy. A nawet pewnie i święta w ogóle. I założę się, że wielu z Was ma tak samo. Gdy w sobotnie późne popołudnie jechałem na nagranie niedzielnego Cafe Futbol, zastanawiałem się, czy kiedykolwiek towarzyszyły mi podobne uczucia jak wiosną tego roku, gdy przemieszczałem się po opustoszałych ulicach…

W 1998, a może w 1999 roku, jeszcze jako komentator TVP jechałem na ligowe spotkanie do Poznania. Stary stadion przy Bułgarskiej, z pamiętnymi pomalowanymi na niebiesko-biało „budami” nad trybuną główną, gdzie znajdowały się stanowiska telewizyjne, policyjne czy spikera. Z szerokimi łukami, drewnianymi ławkami i wszystkim tym, z czym kojarzą się sportowe obiekty XX wieku. No i oczywiście grillem z kiełbaskami. Nie pamiętam dokładnie, z kim Lech wtedy grał, czy była to Wisła Kraków, do której niebawem miał trafić właśnie z „Kolejorza” Maciej Żurawski, czy rywalizacja ze Stomilem Olsztyn, kiedy do siatki trafiał Aidas Preiksaitiś. To w tym wspomnieniu nie ma wielkiego znaczenia. Najbardziej utkwiło w mojej głowie to, co działo się po meczu. Powrót do starego orbisowskiego hotelu w Poznaniu, w którym musiałem przenocować. Ostatni pociąg już dawno odjechał, a ja nie byłem wtedy szczęśliwym posiadaczem samochodu. Pusta recepcja, puste korytarze, gdy spojrzałem przez okno o zmroku na parkingu nie było żadnego auta. Na śniadaniu też byłem sam. Potem jazda pustymi ulicami taksówką na dworzec i przedziwne wrażenie, gdy wsiadałem do pociągu, w którym podróż wraz ze mną w ciszy odbywała garstka osób. Atmosfera bardzo specyficzna. Mimo że nie obowiązywała żadna kwarantanna.

 

Wtedy też Wielkanoc spędziłem jedynie ze swoją dziewczyną. Rodzice, jak teraz, zostali na Śląsku, bo ja i tak następnego dnia prowadziłem albo „Sport” po Wiadomościach albo wydawałem Sport Telegram. A może czekał mnie wylot na Ligę Mistrzów? Pewności nie mam…

 

Bo bardziej od innych wydarzeń tamtego czasu pamiętam tę pustkę sobotniego wieczoru i pierwszych godzin Wielkanocy. Ale wtedy życie jednak toczyło się normalnie, w sportowych programach było o czym mówić, do czegoś się przygotowywać. Grała liga piłkarska, ruszał żużel, każdy w redakcji miał jakieś plany i zadania do wykonania. Wielu z nas czekała już wkrótce jakaś transmisja. Nikt nie martwił się o zdrowie bliskich i rodaków. A dzisiaj?

 

Bo czas świat Wielkiej Nocy to pełnia życia. Nie tylko dlatego, że Chrystus zmartwychwstał. To w czasie Bożego Narodzenia - poza Wyspami Brytyjskimi. gdzie liga tradycyjnie gra i w „Boxing Day” i w Nowy Rok, i Sylwestra - ludzie świata sportu raczej zwalniają tempo, odpoczywają, odwiedzają rodziny, zbierają siły na kolejne wyzwania. Ale teraz? W kwietniu? Sytuacja jest przedziwna. I najgorsze jest to, że nikt nie wie, jak długo to jeszcze potrwa.

 

Tradycyjnie składamy sobie życzenia przed świętami. Choć mam wrażenie, że z roku na rok telefonów czy smsów jest jakby mniej niż kiedyś. Ja jednak tym razem zrobię to… po świętach. Bo życzyć naprawdę jest czego. I to z całego serca. Oby taka Wielkanoc jak ta w tym roku się już nie powtórzyła. Nigdy. Przenigdy. Żeby było to dla nas tylko ponure wspomnienie. Dużo smutniejsze niż ta moja podróż z ligowego meczu z Poznania.

Bożydar Iwanow, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze