Baumgart-Witan: Trudno mówić o budowaniu dyspozycji, gdy nie wie się, do czego się przygotowuje

Lekkoatletyka
Baumgart-Witan: Trudno mówić o budowaniu dyspozycji, gdy nie wie się, do czego się przygotowuje
fot. Cyfrasport

Lekkoatletka Iga-Baumgart-Witan nie odczuwa jeszcze negatywnych skutków izolacji, którą wymusza epidemia koronawirusa. Z wielką radością korzysta z leśnych ścieżek wokół rodzinnego Koronowa. Tych nie brakuje, więc podtrzymywanie formy nie jest trudne.

- Przez chwilę obowiązywał zakaz biegania po lesie, ale na szczęście znów wszystko wróciło do normy. Mam w okolicznych lasach wiele fajnych, płaskich ścieżek. Gdy trzeba zrobić cięższy trening — są także podbiegi. Radzimy sobie, jak umiemy. Trudno mówić o budowaniu wielkiej dyspozycji, bo tak naprawdę nie wiemy, do jakich zawodów się przygotowujemy, ale przecież też nie możemy leżeć na kanapie i czekać nie wiadomo na co - podkreśliła specjalistka od biegu na 400 m Baumgart-Witan.

 

Przyznała, że do tej pory nie odczuwa jeszcze negatywnych skutków tzw. narodowej kwarantanny. Podchodzi do tego bardzo spokojnie, bo wie, że i tak od samych sportowców nie zależy w kwestii zniesienia rygorów bardzo wiele.

 

- Czekamy na rozwój sytuacji. Wiemy, że trwają prace nad zaprojektowaniem naszej obecności w Centralnych Ośrodkach Sportu. Razem z moją mamą trenerką zgłosiliśmy przez PZLA taką wolę. Jeżeli tylko będzie to możliwe, zostaną przedstawione szczegóły i będzie to już bezpieczne — chętnie z tego rozwiązania skorzystamy. Wiadomo bowiem, że teraz są zamknięte stadiony i inne obiekty. Trzeba sobie radzić samemu, póki co, ale ja mam siłownię w domu, mogę ćwiczyć na podwórku, w garażu. Nie narzekam - podkreśla członkini złotej sztafety 4x400 m.

 

Baumgart-Witan podkreśliła w rozmowie z PAP, że obecnie wszelkie dyskusje związane ze szczegółowym planem przygotowań nie bardzo mają sens, bo nie wiadomo, do jakich zawodów miałby taki plan się odnosić.

 

ZOBACZ: Ingebrigtsen: Zazdroszczę Lewandowskiemu

 

Razem z trenerką nadal pracują tak, jakby w sezonie 2020 mityngi jednak się odbywały, jakby miały zostać zorganizowane np. Mistrzostwa Europy w Paryżu.

 

- Słyszymy jednak coraz częściej, że czempionat Starego Kontynentu we Francji może się nie odbyć. To jednak w tym momencie trochę wróżenie z fusów - powiedziała.

Zauważyła, że mogą po okresie pandemii wystąpić zmiany w światowym układzie sił w biegach, bo w jednych częściach świata można niemal normalnie trenować, w innych jest to trochę utrudnione, a w jeszcze innych zupełnie niemożliwe.

 

Odniosła się także do problemu związanego z utrudnieniem kontroli antydopingowych.

 

- Podobno są przeprowadzane jakieś kontrole dopingowe. Kamila Lićwinko wrzuciła informację w mediach społecznościowych, że taka kontrola u niej była, ale że jest dopiero drugą osobą w Polsce kontrolowaną w okresie epidemii COVID-19. To pytania do prezesa WADA, jak to zorganizować, żeby przeprowadzać badania. Nie myślałam o tym temacie szerzej, ale może być tak, że wiele osób pójdzie na skróty i będzie kombinowało. Trzeba robić swoje i przejmować się sobą, bo mam nadzieję, że nawet pojawienie się raptem wybryków natury spowoduje szybkie ich odsianie i skontrolowanie - dodała.

 

ZOBACZ: Małachowski: Chciałbym zakończyć karierę w dobrym stylu i na najważniejszej imprezie

 

Mężem Baumgart jest bramkarz Andrzej Witan, który gra w pierwszoligowej Chojniczance Chojnice. Być może już w maju będzie musiał wrócić do treningu w tej miejscowości, ale na razie oboje mają bazę w Koronowie.

 

Biegaczka przyznaje, że nie pamięta zbyt wielu tak długich okresów w domu w poprzednich latach, ale z nowej sytuacji potrafi czerpać radość.

 

- Mam czas na prozaiczne rzeczy, które kiedyś były dość odległe. Nawet jak robimy zakupy, to łapię się na tym, że już nie na 2 czy 3 dni, ale na tydzień czy miesiąc. W takiej perspektywie zaczęliśmy działać i myśleć - wskazała.

 

Z koleżankami ze sztafety jest w kontakcie, ale nie rozmawiają o sporcie, startach i formie, bo dziś wszystko to jest dużą niewiadomą. Mama-trenerka Iwona Baumgart nie odpuszcza jednak i każe ciężko pracować.

 

- Kontaktujemy się głównie przez telefon i zdalnie, bo do treningu w lesie czy na siłowni nie potrzeba obecności drugiej osoby, ale mama wszystko kontroluje, sprawdza, podpowiada. Sytuacja zmieni się, gdy znów będziemy mogli korzystać z obiektów sportowych. Wierzę, że jeszcze w tym sezonie staniemy na bieżni, ale nie nakładam na siebie presji. Wiadomo, że najważniejsze są igrzyska olimpijskie, a te dopiero za ponad rok - zakończyła multimedalistka ME i MŚ w sztafecie 4x400 m.

CM, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze