Tomaszewski: Andrea na czas zarazy

Tenis
Tomaszewski: Andrea na czas zarazy
fotografie z prywatnego archiwum Tomasza Tomaszewskiego
Wywiad z Nicolą Pietrangelim dla Polsatu Sport - w Monte Carlo Country Club

W 2019 roku o tej porze właśnie kończył się turniej w Monte Carlo. Największy sukces w karierze osiągnął Fabio Fognini pokonując w finale Dusana Lajovica. Wcześniej w ćwierćfinale Fabio wygrał z Rafaelem Nadalem. Włoch wpisał się na trwałe do historii tenisa nie tylko jako zwycięzca jednego z najstarszych i najbardziej prestiżowych turniejów, ale także jako jedyny, który wygrał z Rafą cztery razy na nawierzchni ziemnej.

Fognini stał się też pierwszym Włochem od czasów niezapomnianego Nicoli Pietrangeli, który został zwycięzcą turnieju rozgrywanego na najpiękniejszym korcie na świecie, wiszącym na skale nad błękitem Morza Liguryjskiego.

 

Kiedy Pietrangeli wspólnie z księciem Albertem wręczał Fogniniemu upragniony puchar, w boksie Włocha ze szczęścia płakała żona Fabio, Flavia Penetta. Kiedyś rywalka Marty Domachowskiej i Agnieszki Radwańskiej, mistrzyni US Open, biła brawa mężowi w towarzystwie kapitana reprezentacji Włoch w Pucharze Davisa Corrado Barazzutiego. To był zresztą wyjątkowy turniej, także dla mnie. Po raz pierwszy pojechałem do Monako w roli reportera Polsatu. Trzydniowy wyjazd łączył się z emocjami, pięknymi wrażeniami, wspomnieniami moich dawnych wizyt, a także ze wzruszającą podróżą śladami przyjaciela ojca - Władysława Skoneckiego.

 

Władysław Skonecki z pucharem w Monte Carlo Country Club 1955

 

Tenisowe przyjaźnie polsko-włoskie

 

Nicola Pietrangeli, zwycięzca w Monte Carlo w latach 1961, 1967 i 1968 grał pięknie - jego tenis był jak poezja. Dwukrotnie odwiedzał Warszawę, w latach 1956 i 1958 na mecze o Puchar Davisa. W zeszłym roku w połowie czerwca przyjechał do Polski na zaproszenie ambasadora Włoch Aldo Amatiego. Amati w stulecie nawiązania relacji dyplomatycznych polsko-włoskich zorganizował spotkanie z legendą i tenisowy turniej przyjaźni polsko włoskiej, Il Trofeo d’Amicizia. Miałem zaszczyt prowadzić spotkanie z Nicolą w pięknej sali balowej pałacu ambasady przy placu Dąbrowskiego. Pietrangeli wspominał pojedynki na korcie z Władysławem Skoneckim, lata dolce vita, słodkiego życia w Rzymie lat 60-tych, przyjaźń z Marcello Mastroianim i z Charltonem Hestonem, podróże, także te do Warszawy.

 

Nicola Pietrangeli we włoskiej ambasadzie (fot. Krzysztof Rawa/Rzeczpospolita)

 

Innym Włochem, który przed Fabio Fogninim otarł się o finał w księstwie Monako był Andrea Gaudenzi. Gaudenzi ma na swoim koncie trzy tytuły ATP (Casablanca, Sankt Polten, Bastad). W roku 1995 w półfinale w Monte Carlo prowadził z Tomasem Musterem 1:0 w setach i 5:2 w tie breaku drugiego seta. Zabrakło trochę szczęścia, Tomas zaczął kuleć po raz pierwszy chyba symulując kontuzję (tak w żartach sugerował sam Leitgeb) i szansa na życiowy sukces przeszła Włochowi koło nosa. W finale Muster w pięciu setach pokonał Borisa Beckera. To był zresztą najpiękniejszy finał w długiej historii tego niezwykłego turnieju. Becker miał piłkę meczową w czwartym secie. Pojedynek ten był jakby zwiastunem meczów Federera z Nadalem. Becker, trochę jak później Federer grał ofensywnie, świetnie na półkorcie, leworęczny Muster, archetyp Nadala grał z tyłu, praktykował atak z głębi kortu.

 

Tak się składa, że trenerem i menadżerem obu tenisistów był Austriak Ronnie Leitgeb. Rozmawiałem z Ronnim pisząc ten tekst. Przypomniał mi pewne szczegóły z kariery włoskiego tenisisty, mistrza Roland Garros i US Open wśród juniorów. Gaudenzi urodził się w Faenzy (Emilia - Romania) w rodzinie tenisowej. Jego dziadek Teo Gaudenzi grał wyczynowo w tenisa, został później cenionym profesorem prawa na uniwersytecie w Bolonii. Wujek Stefano, czwarta rakieta Włoch (po Pietrangelim, Siroli i Merlo) otarł się o drużynę Pucharu Davisa. Ojciec też grał w turniejach, obecnie prowadzi prestiżową kancelarię prawną w stolicy Emilii - Romanii Bolonii. Młody Andrea dzielił czas pomiędzy karierę wyczynowego tenisisty (dotarł do 18. pozycji w rankingu ATP), a studiami prawa w tejże Bolonii. Mówiło się w kuluarach, że zbyt ciężko trenował na siłowni z Musterem i uszkodził sobie prawy bark. To odbiło się w w finale Pucharu Davisa w Mediolanie (1998), gdzie Włochy grały ze Szwecją. W morderczym pięciosetowym meczu z Magnusem Normanem, przy stanie po 6 w piątym secie zerwał sobie ścięgno ramienne.

 

Jego tenis wydawał się pozornie nieefektowny. Oparty był na znakomitym przygotowaniu fizycznym. Gaudenzi był tenisistą lubiącym grać z kontry, jego grę możnaby porównać obecnie może do stylu gry Hiszpana Pablo Carreno Busty. Kariera Andrei obfitowała w wiele pięknych momentów, błyskotliwych zwycięstw, także z legendami tenisa. Wygrał z Pete’em Samprasem w Paryżu na Roland Garros i z Rogerem Federerem w Rzymie na Foro Italico. W wieku 17 lat podpisał z nim kontrakt Cino Marchese zwany Silver Foxem w środowisku tenisowym (srebrnym lisem z racji siwej, bujnej czupryny jaką nosił już w wieku trzydziestu paru lat). Jubiler z zawodu to jeden z pionierów zawodowego tenisa we Włoszech. Był przyjacielem Marka McCormacka, założyciela słynnej agencji IMG. Wysoki, elegancki Marchese, mistrz marketingu, także własnej osoby, pochodził z Piemontu i szybko stał się wielką postacią włoskiego tenisa, szefem na Europę potężnej agencji IMG. Agencja narzuciła młodziutkiemu Włochowi trenera, dawnego wybitnego tenisistę, Boba Hewitta, Australijczyka, potem reprezentującego RPA, który notabene aktualnie odsiaduje wyrok w Johanessburgu za gwałty na nieletnich dziewczętach.

 

Ale młodemu Włochowi z Faenzy bardziej po drodze było z z Austriakami, z Tomasem Musterem i Ronnim Leitgebem. Widząc wspaniale rozwijającą się karierę Mustera sam zwrócił się o pomoc do Leitgeba, po czym zerwał kontrakt z potężną IMG wiążąc się do końca kariery z austriackim menadżerem.

 

Andrea Gaudenzi w trakcie tenisowej kariery

 

Jego najbardziej błyskotliwym, pamiętnym zwycięstwem był epicki mecz z obrońcą tytułu, Jimem Courierem w pierwszej rundzie US Open na Flushing Meadow. Wieczorna sesja na stadionie Louisa Armstronga. Andrea grał jak natchniony przy pełnych, wibrujących trybunach. Zapamiętałem też jego pojedynek 1/8 finału w Paryżu z Goranem Ivanisevicem (1994). W trakcie trzeciego seta arbiter zszedł ze stołka mając problemy z pęcherzem i udał się do toalety. Rozbawiony Gaudenzi wdrapał się na stołek, usiadł przed mikrofonem i spokojnie powiedział: gem, set, mecz Gaudenzi, ku uciesze paryskiej publiczności. Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Moment beztroski, bardzo paryski, francuski, charakterystyczny dla tego turnieju. Chorwat wygrał ten mecz w czterech setach i to on awansował do ćwierćfinału.

 

Andrea zakończył karierę wyczynowego sportowca wcześnie, w wieku 30 lat. Jego pierwszą pracą była posada menadżera w betingowej, austriackiej firmie Bewin. Stał się od razu specjalistą od zarządzania kryzysami, bo członkowie zarządu jego firmy nazajutrz po objęciu przez niego posady zostali aresztowani przez francuską policję w La Turbie, miejscowości położonej w górach nad księstwem Monako.

 

Potem partycypował w Musicxmatch, startapowej firmie sprzedającej muzykę w internecie. Cały czas będąc członkiem rady dyrektorów ATP Media. Jego znajomość prawa, biznesu (zdobył tytuł MBA na uniwersytecie w Monako), sponsoringu, nowych technologii i telewizji sprawia, że jest wyjątkowo atrakcyjnym, kompetentnym szefem światowego tenisa. Skrojonym na czas kryzysu. Swoją pracę zaczął od apokaliptycznych pożarów przed Australian Open i kontynuuje podczas światowej pandemii koronawirusa. Podejmuje decyzje szybko i pewnie, znakomicie radzi sobie z mediami. Antycypuje problemy, np. wcześnie rezygnując z turniejów w Indian Wells i Miami. Wbrew przewidywaniom niektórych dziennikarzy wybacza Guy Forgetowi decyzję o przesunięciu terminu rozegrania paryskiego szlema na koniec września. Robi wszystko by uratować sezon na kortach ziemnych. Osią miałyby być dwa piękne turnieje: paryski szlem i międzynarodowe mistrzostwa Włoch w Rzymie.

 

Robi to przy wsparciu dwóch prezesów rodzimych związków. A także prezydenta Macrona i premiera Conte. Tak się składa, że prezesem Federtennis jest Sardyńczyk Angelo Binaghi, a FFT Korsykanin Bernard Giudicelli. Turnieje te miałyby być symbolem powstania z kolan Francji i Włoch po pandemii koronawirusa. Zobaczymy jednak co przyniosą najbliższe tygodnie w kwestii światowej pandemii.

 

Gaudenzi ma dobre relacje z wielkimi: Nadalem Federerem i Djokovicem. Na jego prośbę Szwajcar przenosi trzecią edycję Laver Cup na rok 2021, by zrobić miejsce na Roland Garros. Podtrzymuje dobre relacje z Tennis Australia i z USTA. Jest ceniony i szanowany wśród graczy, jest przecież jednym z nich.

 

Andrea Gaudenzi jako szef ATP

 

Włoch z Emilii - Romanii ma swoją wizję tenisa. Chce połączyć tenis męski z kobiecym. Mówi słusznie, że to jeden produkt. Jest kreatywny, otwarty na wszelkie nowinki, np. podoba mu się formuła Next Gen Finals. Stawia kibica tenisa w centrum wszelkich rozważań biznesowych. Doskonale rozumie potrzeby i wyzwania nowoczesnej telewizji w dobie internetu. Wreszcie jednoczy różne ciała w jakże podzielonym świecie tenisa. ATP, WTA, ITF, Komitet Wielkiego Szlema. Konflikty interesów są nieuniknione. Australijska federacja wraz z tą amerykańską wspierają dwie imprezy: Laver Cup i ATP cup zostawiając Francuzów i Roland Garros na bocznym torze. Przyszłość Pucharu Davisa w nowej formule zwanej złośliwie Pucharem Pique jest także pod dużym znakiem zapytania. Wreszcie Komitet Wielkiego Szlema to ciało, które nie zdaje egzaminu, nie spełnia swojej podstawowej roli, a mianowicie ochrony za wszelką cenę turniejów wielkoszlemowych. Gaudenzi wypełnia tę lukę i stawia sprawy jasno. Robi to stanowczo, ale z uśmiechem. Dla niego najważniejsze są Wielkie Szlemy, to fundament tenisa, potem turnieje Masters 1000, ATP 500 i ATP 250. Stwarza też specjalny program dla tenisistów najbardziej dotkniętych w dobie kryzysu. Jego modus operandi to żelazny uścisk w aksamitnej rękawiczce.

 

Pierwszy w historii nieanglosaski prezes ATP mieszka od lat w Londynie z żoną, byłą włoską tenisistką. Ma z nią trzech synów w wieku: 13, 11 i 9 lat. Nazywa ich: Meksykanin, Kubańczyk i Niemiec, zgodnie z charakterami chłopców. Chłopcy grają wyczynowo w tenisa. Tata co weekend jeździ z nimi na turnieje LTA przekazując synom swoją wiedzę. Mówi biegle po angielsku, francusku, hiszpańsku i całkiem nieźle po niemiecku. Andrea Gaudenzi ma 46 lat i stery białego sportu w swoich rękach.

Tomasz Tomaszewski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze