Bednorz zdradził, jak wygląda życie w "czerwonej strefie"

Siatkówka
Bednorz zdradził, jak wygląda życie w "czerwonej strefie"
fot. Cyfrasport
Bartosz Bednorz – domowe więzienie w czerwonej strefie.

Bartosz Bednorz, polski przyjmujący, powrócił do Polski po przerwanym sezonie z Włoch, gdzie grał w barwach Azimut Leo Shoes Modena. Jak opowiada w rozmowie dla Polsat Sport, nie miał nawet okazji do pożegnania się ze swoimi klubowymi kolegami.

Tomasz Krochmal: Wróciłeś do kraju, do domu. Pewnie od dłuższego czasu czekałeś, kiedy w końcu ten moment nastąpi?

Bartosz Bednorz: Jasne. Czekałem z niecierpliwością. Na początku nie miałem takich gorszych myśli, ponieważ czekaliśmy na decyzję ligi czy uda się wrócić do grania. Miałem nadzieję, ale niestety widząc statystyki i liczbę, która cały czas rosła, jeśli chodzi o nowe zarażenia i ile ludzi umiera dziennie we Włoszech. To było coś niewyobrażalnego. Automatycznie zmieniałem swoje myślenie, bardziej myślałem o zdrowiu nas wszystkich niż o własnej potrzebie powrotu do gry.

W końcu zapadła decyzja, że liga nie zostanie wznowiona w tym sezonie.

Ostatnie moje dni na hali jak odbierałem sprzęt z szatni, widząc ciemną halę, wywieszone banery przez kibiców, porozrzucane buty od chłopaków w szatni. Bardzo smutny widok. Nie mieliśmy nawet czasu ze wszystkimi się pożegnać. Udało mi się pożegnać z Mattem (Andersonem), Micah (Christensonem) i Maksem (Holtem), bo widziałem się dzień przed ich wylotem. Z Włochami już się nie dało, bo momentalnie porozjeżdżali się po swoich domach w kraju.

Sezon we Włoszech rozliczony?

Obecnie prowadzę dużo rozmów z menadżerem odnośnie domknięcia tego sezonu. Jest dużo problemów z rozliczeniem, ale wiadomo, że każdy chce obcinać kontrakty, więc jest trochę burzy w relacji menadżer – klub, ale wierzę, że wszystko się ułoży, porozumienie zostanie osiągnięte, to wtedy wykonam telefony do wszystkich chłopaków i podziękuję im za wspaniały sezon.

Byłeś w czerwonej strefie. Jako człowiek, nie jako sportowiec, zostawiło to ślad w Twojej psychice, bo byłeś świadkiem tych wydarzeń?

Było słychać praktycznie karetkę za karetką, ale takie są uroki mieszkania w centrum, że widzisz tylko uliczkę, w której nikogo nie ma, bo nikt nie wychodzi do miasta. Było widać spokój, ciszę i tylko słychać syreny. Największy horror rozgrywa się w szpitalach i tutaj ogromny szacunek dla ludzi, którzy ciężko każdego dnia pracują, walcząc o życie i zdrowie innych narażając siebie samych, bo mają kontakt w najbliższej postaci z wirusem. Mimo to walczą, kiedy my tylko siedzimy w domach i martwimy się o siebie i bliskich, więc ogromy szacunek dla tych ludzi, całej opieki, którzy siedzą w szpitalach, bo wykonują kawał ciężkiej roboty, której my nie widzimy. Tak więc to, co widziałem, nie jest procentem tego, z czym oni spotykają się na co dzień.


Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.

Tomasz Krochmal, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze