Kornobys: Chcę pokazać niepełnosprawnym, że wszystko zależy od nas

W życiu postawiła wszystko na jedną kartę. Na sport. Poza zdobywaniem kolejnych medali i biciem rekordów stara się aktywizować środowisko niepełnosprawnych. W styczniu odebrała nagrodę w kategorii Sportowiec bez Barier w Plebiscycie Przeglądu Sportowego i Telewizji Polsat. Złota medalistka paralekkoatletycznych MŚ Lucyna Kornobys opowiedziała nam, jak pandemia koronawirusa wpłynęła na jej treningi, co sądzi o przełożeniu igrzysk na 2021 rok i czy potrafimy rozmawiać o niepełnosprawności.
Rok 2019 należał do Lucyny Kornobys. Trzykrotnie pobiła rekord globu w pchnięciu kulą i sięgnęła po złoto mistrzostw świata w tej konkurencji. Dodatkowo z Dubaju wyjechała z brązem w rzucie oszczepem. Sukces w Zjednoczonych Emiratach Arabskich stał się jednocześnie przepustką na igrzyska paraolimpijskie w Tokio. Cel, czyli wywalczenie złota, trzeba było jednak odłożyć w czasie.
ZOBACZ - Plebiscyt PS i Polsatu: Sylwetka Lucyny Kornobys
„W tym trudnym czasie pandemii skupiam się na treningach, ćwiczeniach żeby zająć czas i głowę. Więcej czasu mogę poświęcić na trening mentalny, ale też na wszelkiego rodzaju porządki w domu, układanie puzzli, czy czytanie książek. Nie jest to dla mnie łatwy czas, bo nie jestem osobą, która potrafi długo usiedzieć w domu. Brak treningów, brak zgrupowań sprawia, że musimy poukładać sobie wszystko na nowo w głowie. Tak żeby wytrwać w zdrowiu do następnych startów i przyszłorocznych igrzysk.”
- Jak zareagowała Pani na informację o przełożeniu igrzysk paraolimpijskich?
Przyznam szczerze, że początkowo myślałam, że mimo wszystko się odbędą, zostaną przesunięte na wrzesień albo październik. W końcu cały cykl czteroletni był poświęcony przygotowywaniu się do igrzysk. W momencie kiedy usłyszałam, że zostaną przesunięte o rok czułam pewien żal. Później przeanalizowałam sytuację i doszłam do wniosku, że to jednak najlepsza możliwa decyzja. Nie wyobrażam sobie żeby igrzyska odbywały się bez publiczności albo żebyśmy startowali w maseczkach.
- Jest pani bardzo aktywna w mediach społecznościowych, ale nie tylko. Zachęca osoby niepełnosprawne do uprawiania sportu oraz odwiedza szkoły, aby rozmawiać z dziećmi i młodzieżą o niepełnosprawności.
Rzeczywiście, przed pandemią przynajmniej raz albo dwa razy w tygodniu miałam takie spotkania w szkołach. Czasem musiałam odmawiać, bo było ich tak dużo. Przede wszystkim chcę pokazać, że my osoby niepełnosprawne jesteśmy takimi samymi osobami, jak wy zdrowi i chcemy tak samo funkcjonować. Pokazuje to na własnym przykładzie, ale też poprzez warsztaty. Podczas nich dzieci próbują poruszać się na wózku, czy z białą laską, gramy w siatkówkę na siedząco. W ten sposób staram się im przekazać, że owszem mamy jakieś ograniczenia, ale to nie wyklucza, że też chcę iść do kina, na dyskotekę. Często rodzice osób niepełnosprawnych zbyt opiekuńczo podchodzą do nich przez co w dorosłym życiu wymagają dużo większej pomocy. Poprzez różne zabawy, gry można świetnie integrować obydwa środowiska. Jedni widzą, że my się wcale nie różnimy, czasem inaczej chodzimy, mówimy, ale tak samo chcemy korzystać z życia. Z kolei niepełnosprawnym chcę pokazać, że bardzo wiele można i wszystko zależy tylko od nas.
- Czy potrafimy rozmawiać o niepełnosprawności? Jaka jest nasza świadomość jeżeli chodzi o ten temat?
Powiem szczerze, że jest lepsza. Gdy w 2003 roku zaczynałam jeździć na wózku ta świadomość była znikoma. Z roku na rok sytuacja się poprawia, ale w porównaniu do niektórych krajów jeszcze troszkę nam brakuje. Jest wiele programów, które pokazują, że jako osoby niepełnosprawne możemy się uczyć, kształcić, wykonywać prawie każdy zawód. Wiele osób przełamuje stereotypy. Jeden kolega nie mając rąk ściga się samochodami. Koleżanka, która straciła obie dłonie jest mechanikiem samochodowym. Bardzo wiele zależy od nas samych.
Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.


